Dzień dobry.
Dziś pierwszy raz od kilkudziesięciu lat przyszedłem do naszego starego domu.
Nic się nie zmieniło. Brązowy korytarz rozpoczynający wędrówkę po mieszkaniu. Duża biało czerwona kuchnia z niewielkimi meblami, na przeciwko salon... oh salon. Ile w nim się rzeczy działo. I nasz pokój... duże łoże pod zielonkawą ścianą, duża szafa i fotel... fotel na którym teraz siedzę.
Zapach ten sam... rozglądam się i widzę piękne fotografie uwieczniające nasze szczęście. Do kilku musiałem podejść by się dobrze przyjrzeć bo niestety wzrok już nie jest ten sam.
Siedziałem na tym fotelu i przypominałem sobie różne dziwne ale urocze sytuacje.
Jedna rzecz, która mi utkwiła w pamięci... pamiętnik. On zawsze pisał pamiętnik. Nigdy wcześniej nie miałem odwagi przyjść tu bez niego, zobaczyć wszystkie nasze wspomnienia... Aż w końcu przyszła nasza rocznica. Musiałem zdobyć sie na odwagę i tu przyjść i oto tu jestem. Oczywiście już jest noc, zanim oswoiłem się z wszystkimi faktami cały dzień zdążył już przeminąć.
Nagle coś pokusiło mnie otworzyć to pudełko... Jego pudełko, w którym miał wszystko. Tutaj właśnie znalazłem ten pamiętnik, w którym piszę. Mam nadzieję, że mój aniołek nie będzie sie za to gniewał.
Przeczytałem wszystko... Jego każde uczucie, słowo, które tu pięknie umieszczał.
Ostatnia notka - święta. Oj ile w ten dzień się działo. A ile po świętach... dziś mija 50 lat odkąd jesteśmy.. byliśmy razem. Nasza 50 ♥
Ile bym dał żeby to wszystko wydarzyło się od nowa. Pierwsze spojrzenie, pierwszy dotyk, pierwszy pocałunek, pierwszy stosunek... To było tak dawno a ja to pamiętam i nigdy nie zapomnę.
Pewnie jak ktoś znajdzie ten pamiętnik będzie chciał wiedzieć co sie działo dalej, na przykład taka osoba jak Vanessa... zaraz, kto? Vanessa? Kto to jest?
Otóż to jest była żona Harry'ego...
Nie no dobra, nie będę Was okłamywał. To nasza córka. Tak, ja i Harry mamy córkę. I pewnie znowu padną różne pytania, jak to? kiedy? gdzie? o co chodzi?
Spokojnie, ja wam wszystko dokładnie i po kolei wytłumaczę..
Święta... i po świętach.
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co się działo, w głowie widnieją mi tylko zamazane wspomnienia.
Pół roku po tych całych świętach wzięliśmy ślub.
Ja stojący na ołtarzu patrzę na wszystkie znajome mi twarze. Każdy uśmiecha się szeroko.. serce wali mi jak opętane, do oczu napływa mi mały strumień słonej wody gdy widzę mojego ukochanego.
Włosy jak zawsze ułożone do góry, czarny garnitur świetnie przylegający do jego ciała, widniejące usta z pięknym śnieżnobiałym uśmiechem i błysk w oku.
Nawet nie wiem kiedy a to minęło. Nie zdążyłem się przyzwyczaić a go już... przepraszam, już wracam na ziemię.
Na samą myśl o tych wszystkich latach spędzonych razem z moich oczu wypływają strumienie łez.
Po 10 latach od ślubu zdecydowaliśmy sie na adopcję.
Nie było łatwo, ale pragnęliśmy tego. Dużo załatwiania, upewniania że wszystko będzie dobrze aż w końcu się zgodzili. I tak mamy naszą wspaniałą córkę Vanessę, która w tej chwili ma prawie 30 lat. To tak szybko minęło... pamiętam jak przyszedłem do domu.. zaraz, wróć. Pamiętacie tą scenkę którą Harry sobie wyobrażał? Hhmmm opowiadał jakby to było cudownie mieć ze mną dziecko i ta scenka.. jak przychodzi z pracy i wtedy spotyka mnie bawiącego się z naszym dzieciątkiem..
Właśnie tak było, tyle że to ja to przeżyłem. Jej pierwsze kroczki, słowa.. eeehhh to już nie wróci. Było minęło.. trzeba się przyzwyczaić.
Kolejne piękne lata małżeństwa. Nasza córka dojrzewała wśród dwóch tatusiów i nikt nie miał z tym problemów. Wszystko było idealne. Na nic nie narzekam.
Minęło pięć lat odkąd.. odkąd Harry umarł. Przepraszam, jeśli kartki papieru będą mokre ale za łzy nie odpowiadam, same cisną się tam gdzie nie trzeba.
To już 5 lat a ja nadal w to uwierzyć nie mogę. Teraz by miał 69 lat. Byliśmy tacy szczęśliwi.. nasze zycie było idealne.
Jego włosy.. ta cholerna burza loków. Uwielbiał kiedy sie nimi bawiłem, tak cholernie to uwielbiał.
Uśmiech to była rzecz, której nigdy ale to nigdy nie zapomnę. Każde jedno słowo wypowiedziane z Jego ust.. takie idealne.
Zielone oczęta wpatrujące się we mnie. I te duuuuże czarne spojówki kiedy patrzał mi się prosto w oczy.
To ciało.. ciało które tak kochało mój dotyk, które uwielbiałem pieścić.
Jego każde cholerne "Kocham Cię Boo Bear"... Jego głos gdy śpiewał, żebym go nigdy nie zostawiał a tu nagle on mnie zostawił samego na tym świecie...
Tak bardzo tego nie chciałem.. mówiłem że jeśli on umrze to ja chce umrzeć wcześniej od niego bym nie musiał cierpieć bez niego. A tym czasem Go już nie ma... odszedł ode mnie. I nigdy nie wróci.
Pamiętam ten dzień tak bardzo...
Siedzieliśmy w tym właśnie mieszkaniu.. Hazz powiedział, ze pójdzie to ubikacji. Nikt się tego nie spodziewał! Nikt!
Siedziałem czekając na niego i usłyszałem huk. Szybko (tak szybko jak 67-letni mężczyzna może iść) poszedłem do łazienki i zobaczyłem Harry'ego leżącego na ziemi.
Tak bardzo tego nie chciałem! Nienawidzę tego dnia! Tak cholernie nienawidzę! Dlaczego to on musiał odejść pierwszy? Dlaczego nie ja?
Pare dni później był pogrzeb..
Przepraszam, nie mam ochoty o tym więcej pisać.
Na sam koniec tej mojej notki, chciałem powiedzieć, że jeśli przeczytałeś to chociaż nie mam pojęcia kim jesteś cholernie ci dziękuję. Jeśli rozumiesz nasze uczucia... uczucia homoseksualistów to dziękuję.
Tak bardzo my wszyscy boimy sie zaakceptowania a ty jesteś i wszystko rozumiesz. Dziękuję.
Jeszcze na samiutki koniec chciałbym się pożegnać z Haroldem jeśli pozwolicie.
Ekhem.. także Harry, nie mam pojęcia co mam ci teraz powiedzieć. Wiem, ze jesteś przy mnie i wiesz co czuję więc szczerze mówiąc nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
Jedynie tyle, że dziękuję ci za te wspaniałe lata. Za to wszystko co dla mnie zrobiłeś... dzięki tobie moje życie jest o wiele lepsze, miałem sens by żyć. Dałeś mi szczęście, miłość i piękną córkę która na pewno cię bardzo mocno kocha.
Dziękuję Ci aniołku za wszystko, za kłótnie, za lepsze i gorsze dni. Za wszystko.
Na pewno tam gdzie teraz jesteś jest ci dobrze, wierzę w to i się cieszę.
Czuję, że za niedługo się spotkamy, więc szykuj miejsce dla mnie ♥
Kocham Cię skarbie, twój Boo Bear.
Witam w ostatnim rozdziale Love Diary ♥
Szybko to minęło nie sądzicie? Chciałam wam podziekować za wszystko, za każde komentarze, za wsparcie za to że to czytaliście.
Mam nadzieję że podobała się Wam ta opowieść.
Kocham was bardzo mocno! I dziękuję za wszystko x
Może kiedyś jeszcze na siebie natrafimy :)
środa, 13 listopada 2013
piątek, 1 listopada 2013
Rozdział XXXI
Nie ma to jak kochane święta.
Świetnie spędzony czas w miłym gronie i przyjemnej atmosferze. W tym roku spędziłem je z Louis'em, Nick'iem oraz Justin'em. Tak, tak.... nie było ani Gemmy ani Nathana ani Darcey ale wszystko było tak zaplanowane. Dziewczyny z malcem spędziły święta w swoim własnym gronie i rodziną mojej byłej. Mieliśmy z Tommo też się tam wybrać ale zastała nas miła niespodzianka i spędziliśmy je w "gejowskim gronie".
Dzień przed Dniem Bożego Narodzenia przystroiliśmy nasze mieszkania aby atmosfera była milsza. Na zewnątrz przystroiliśmy dwie choinki oraz zawiesiliśmy lampki na dachu. Wewnątrz zaś na kominku wisiały skarpetki, w każdym pomieszczeniu znajdowało się coś na znak świąt, czy to lampki czy figurki.
W salonie zaistniała piękna czerwono złota choinka. Pod nią stało parę prezentów zapakowanych w różne papiery z mikołajem czy reniferami. Co chwila dostawaliśmy jakieś sms'y od bliskich z życzeniami. Byłem im za to bardzo wdzięczny bo to na prawdę miły gest.
24 grudnia - Święta Bożego Narodzenia oraz urodzinki mojego pysiaczka.
Obudziłem się wcześnie rano. Zrobiłem przepyszne śniadanie. Omlet z tostami do tego pyszne czekoladowe capuccino ułożone na tacy razem z wazonem z różami oraz mini tort z zapalonymi świeczkami. Starannie zaniosłem to wszystko do pokoju i obudziłem Louis'a lekkim muśnięciem w czoło.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. - chłopak przetarł oczy, zobaczył mnie, szeroko się uśmiechnął i usiadł na łóżko.
- Oohh Harry, nie musiałeś, na prawdę - dał znak abym usiadł koło niego i tak też zrobiłem. Podałem mu tacę a on ją ułożył na swoich kolanach.
- Oj tam cicho bądź. Zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie. - zanim się obejrzałem mały dym wznosił sie do góry. - A.. ale miałeś pomyśleć życzenie.
- Po co mi jakieś głupie życzenie jak wszystko czego chce właśnie siedzi koło mnie? - Kąciki jego ust wysoko podniosły się do góry a on ukazał szereg białych zębów. Włożył jedną rękę w burzę moich loków i namiętnie pocałował moje wargi. - Dziękuję kochanie, to dużo dla mnie znaczy. Kocham cię i to bardzo. - nasze usta znów się spotkały a ja wymamrotałem tylko nieme "ja ciebie też". Pomimo tego, że dość często słyszę od niego "Kocham cię" za każdym razem przechodzą mi ciarki po plecach, moje ciało sztywnieje a ja nie mam pojęcia co zrobić. Nie wiem czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję.
Lou zaczął zajadać się śniadaniem, które przygotowałem. Aby pokazać mi że mu smakowało to gdy za każdym razem coś gryzł mówił głośne "Mniaaaam". To miłego z jego strony.
O 18 wszystko było już naszykowane. W sypialni przygotowany piękny duży stół. Na nim biały, lśniący obrus, na którym widniały potrawy. Ich zapach unosił się w powietrzy i na samą myśl o tym jedzeniu aż ślina ciekła z ust. Znajdowało się na nim także 5 nakryć do stołu. Piąte było dla "nieznajomego". Tak jak to mieliśmy w zwyczaju.
Nad rozpalonym kominkiem wisiało 5 skarpet a w nich cukierki w kształcie lasek. W tle leciały świąteczne piosenki, które nadawały milszą atmosferę świąt. Wszyscy postawiliśmy na luźny ubiór, nie jakieś garnitury. Każdy z nas miał ubrane rurki oraz jakąś wygodną koszulę.
gdy już wszystko zapięliśmy na ostatni guzik Tommo zgasił lampy, zapalił choinkę oraz świeczki. Nie da sie opisać pięknego wyglądu naszego domu. Wszędzie ciemno. Gdzie nie gdzie pozapalane lampki oraz świeczki. Sypialnia, w której mieliśmy zajadając się przepysznym przekąskami była oświetlona 4 świeczkami, blaskiem choinki oraz ogniem tryskającym z kominka. Przepiękny widok. Równo o 18:10 zaczęliśmy modlitwę przed posiłkiem, którą prowadziłem z dumą ja.
Po modlitwie każdy z nas wziął opłatek i zaczął składać sobie życzenia. Z Nickiem i Justinem nie było niczego nadzwyczajnego. " Wszystkiego dobrego, udanego związku, szczęśliwego małżeństwa.." zawsze to samo. Z Lou właściwie nasze życzenia to nie były życzenia.
- Skarbie, czego ja mogę ci życzyć? Mamy wszystko co chcemy niczego więcej nie potrzebujemy. - zaczął mówić podając mi kawałek opłatka.
- Tak, niczego więcej nie potrzebujemy. Dziękuję, że jesteś. To mi w zupełności do szczęścia wystarczy. - szeroko się do siebie uśmiechnęliśmy i namiętnie pocałowaliśmy. W końcu zasiedliśmy do stołu., nic ciekawego. Jedliśmy, rozmawialiśmy, wspominaliśmy stare czasy.. fajnie tak czasami posiedzieć i wspominać. Lubie takie dni.
W końcu przyszedł czas prezentów. Pierwsi otwierali Nick i Justin. Ich prezenty nie były hmm.. zbyt orginalne? Podarowali sobie jakieś naszyjniki i coś tam jeszcze, szerze nie za bardzo pamiętam co tam było.
Po nich swój prezent otworzył Louis. Bałem się, że mu się nie spodoba ale jednak moje przeczucia się myliły. Tak bardzo się ucieszył, że aż się popłakał i rzucił w moje ramiona.
- Kurwa Hazz, nie.. nie.. nie umiem w to uwierzyć. Tak bardzo ci dziękuję - mocno mnie przytulił i pocałował. Chłopaki patrzeli na nas ze zdziwieniem bo nie bardzo wiedzieli co to za prezent.
- Um jeśli można wiedzieć, co jest na tej płycie? - Spytał zakłopotani Jus. Lou wyrwał się w moich ramion, przetarł łzy i zaczął tłumaczyć.
- Jakby to powiedzieć.. za dużo do gadania więc powiem wam tylko, że to piosenka. Piosenka od Harry'ego. - Szybko wstał i włożył płytkę do odtwarzacza. Gdy Louis wcisnął "play" z głośników wydobył się mój głos.
"Now you were standing there right in front of me
I hold on it's getting harder to breathe
All of a sudden these lights are blinding me
I never noticed how bright they would be".
Tommo usiadł ze mną, przytulił się a z jego oczy wydobyła się słona ciesz. Byłem zadowolony z tego, że mu się spodobała. Chłopakom także ona bardzo odpowiadała, aż oni także się popłakali. Nie mieli pojęcia, że śpiewam więc dla nich to był duży szok. Gdy się skończyła Tomlinson dziękował mi jeszcze z jakieś tysiąc razy i w końcu znów włączył świąteczne piosenki.
Nadszedł czas na mój prezent. 22 latek podał mi go do rąk, ja usiadłem wygodnie i wziąłem głęboki oddech. Byłem trochę zdenerwowany bo nie wiedziałem czego się spodziewać. Urwałem pierwszy kawałek papierka i ujrzałem zeszyt z twardą brązową okładką. Szybko rozpakowałem to do końca i szeroko sie uśmiechnąłem. Spojrzałem na Louis'a a ten zdezorientowany nie wiedział co powiedzieć. Lekkim ruchem otworzyłem na pierwszej stronie. Był to dziennik. Każda strona miała inną datę. Przez około rok Tommo pisał wszystko co czuł w każdy jeden dzień. Opisywał swoje uczucia a teraz sam mi podarował go. Kartki były zapełnione do końca, nie zostało ani jednej pustej.
Zamknąłem go by nie zacząć go czytać, bo jak bym zaczął to bym na pewno nie skończył. Przetarłem okładkę opuszkami palców. Znajdowało się na niej nasze wspólne pierwsze zdjęcie i napis "One & Only ".
Kilka łez spłynęło z mojego policzka. Lou szybko je otarł i mocno przytulił.
Wtuliłem mokrą twarz w jego tors i powiedziałem drżącym głosem "tak bardzo ci dziękuję". Nic więcej nie zdołałem powiedzieć.
Reszta wigilii była bardzo przyjemna. Humor nam dopisał więc było bardzo dobrze. Mogę zdecydowanie stwierdzić, że były to najlepsze święta jakie kiedykolwiek przeżyłem.
Pamiętnik przeczytałem w jeden dzień. Ale nie będę zdradzał co w nim było, w końcu mam go i w każdej chwili mogę go przeczytać. Mniej więcej pisał tam co czuje.
Gdy czytałem pierwsze strony jak to się poznaliśmy i jak bardzo płakał i cierpiał gdy mnie z nim nie było nie umiałem powstrzymać łez. Te wszystko piękne porównania, te słowa... to wszystko takie cudowne.
Opisywał tam każde uczucie, te gorsze i te lepsze. To jak dowiedział się czegoś więcej o mnie, to jak się powoli we mnie zakochiwał to jak tego dokonał. Pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwsze tatuaże, pierwsze blizny...
" Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie. "
" Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu. "
" Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości."
" Miłość jest kombinacją podziwu, szacunku i namiętności. Jeśli żywe jest choć jedno uczucie, nie ma o co robić szumu. Jeśli dwa, może to nie jest mistrzostwo świata, ale blisko. Jeśli wszystkie trzy, to śmierć jest niepotrzebna - trafiłeś do nieba za życia. "
"Miłość to spacer pośród drobniutkiego deszczu, dopiero po pewnym czasie człowiek orientuje sie ze przemókł do głębi serca."
Za każdym razem gdy czytam te wszystkie jego słowa.. po prostu płaczę. Kocham go nad życie i dziękuję Bogu, że to właśnie mi podarował takiego anioła.
Przepraszam skarby że tak długo czekaliście na ten rozdział ale mam żałobę i po prostu nie mam dobrej weny.
Mam ndzieję, że nie jesteście źli za tak zjebany rozdział ;c
Ugh... przepraszam.
Świetnie spędzony czas w miłym gronie i przyjemnej atmosferze. W tym roku spędziłem je z Louis'em, Nick'iem oraz Justin'em. Tak, tak.... nie było ani Gemmy ani Nathana ani Darcey ale wszystko było tak zaplanowane. Dziewczyny z malcem spędziły święta w swoim własnym gronie i rodziną mojej byłej. Mieliśmy z Tommo też się tam wybrać ale zastała nas miła niespodzianka i spędziliśmy je w "gejowskim gronie".
Dzień przed Dniem Bożego Narodzenia przystroiliśmy nasze mieszkania aby atmosfera była milsza. Na zewnątrz przystroiliśmy dwie choinki oraz zawiesiliśmy lampki na dachu. Wewnątrz zaś na kominku wisiały skarpetki, w każdym pomieszczeniu znajdowało się coś na znak świąt, czy to lampki czy figurki.
W salonie zaistniała piękna czerwono złota choinka. Pod nią stało parę prezentów zapakowanych w różne papiery z mikołajem czy reniferami. Co chwila dostawaliśmy jakieś sms'y od bliskich z życzeniami. Byłem im za to bardzo wdzięczny bo to na prawdę miły gest.
24 grudnia - Święta Bożego Narodzenia oraz urodzinki mojego pysiaczka.
Obudziłem się wcześnie rano. Zrobiłem przepyszne śniadanie. Omlet z tostami do tego pyszne czekoladowe capuccino ułożone na tacy razem z wazonem z różami oraz mini tort z zapalonymi świeczkami. Starannie zaniosłem to wszystko do pokoju i obudziłem Louis'a lekkim muśnięciem w czoło.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. - chłopak przetarł oczy, zobaczył mnie, szeroko się uśmiechnął i usiadł na łóżko.
- Oohh Harry, nie musiałeś, na prawdę - dał znak abym usiadł koło niego i tak też zrobiłem. Podałem mu tacę a on ją ułożył na swoich kolanach.
- Oj tam cicho bądź. Zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie. - zanim się obejrzałem mały dym wznosił sie do góry. - A.. ale miałeś pomyśleć życzenie.
- Po co mi jakieś głupie życzenie jak wszystko czego chce właśnie siedzi koło mnie? - Kąciki jego ust wysoko podniosły się do góry a on ukazał szereg białych zębów. Włożył jedną rękę w burzę moich loków i namiętnie pocałował moje wargi. - Dziękuję kochanie, to dużo dla mnie znaczy. Kocham cię i to bardzo. - nasze usta znów się spotkały a ja wymamrotałem tylko nieme "ja ciebie też". Pomimo tego, że dość często słyszę od niego "Kocham cię" za każdym razem przechodzą mi ciarki po plecach, moje ciało sztywnieje a ja nie mam pojęcia co zrobić. Nie wiem czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję.
Lou zaczął zajadać się śniadaniem, które przygotowałem. Aby pokazać mi że mu smakowało to gdy za każdym razem coś gryzł mówił głośne "Mniaaaam". To miłego z jego strony.
O 18 wszystko było już naszykowane. W sypialni przygotowany piękny duży stół. Na nim biały, lśniący obrus, na którym widniały potrawy. Ich zapach unosił się w powietrzy i na samą myśl o tym jedzeniu aż ślina ciekła z ust. Znajdowało się na nim także 5 nakryć do stołu. Piąte było dla "nieznajomego". Tak jak to mieliśmy w zwyczaju.
Nad rozpalonym kominkiem wisiało 5 skarpet a w nich cukierki w kształcie lasek. W tle leciały świąteczne piosenki, które nadawały milszą atmosferę świąt. Wszyscy postawiliśmy na luźny ubiór, nie jakieś garnitury. Każdy z nas miał ubrane rurki oraz jakąś wygodną koszulę.
gdy już wszystko zapięliśmy na ostatni guzik Tommo zgasił lampy, zapalił choinkę oraz świeczki. Nie da sie opisać pięknego wyglądu naszego domu. Wszędzie ciemno. Gdzie nie gdzie pozapalane lampki oraz świeczki. Sypialnia, w której mieliśmy zajadając się przepysznym przekąskami była oświetlona 4 świeczkami, blaskiem choinki oraz ogniem tryskającym z kominka. Przepiękny widok. Równo o 18:10 zaczęliśmy modlitwę przed posiłkiem, którą prowadziłem z dumą ja.
Po modlitwie każdy z nas wziął opłatek i zaczął składać sobie życzenia. Z Nickiem i Justinem nie było niczego nadzwyczajnego. " Wszystkiego dobrego, udanego związku, szczęśliwego małżeństwa.." zawsze to samo. Z Lou właściwie nasze życzenia to nie były życzenia.
- Skarbie, czego ja mogę ci życzyć? Mamy wszystko co chcemy niczego więcej nie potrzebujemy. - zaczął mówić podając mi kawałek opłatka.
- Tak, niczego więcej nie potrzebujemy. Dziękuję, że jesteś. To mi w zupełności do szczęścia wystarczy. - szeroko się do siebie uśmiechnęliśmy i namiętnie pocałowaliśmy. W końcu zasiedliśmy do stołu., nic ciekawego. Jedliśmy, rozmawialiśmy, wspominaliśmy stare czasy.. fajnie tak czasami posiedzieć i wspominać. Lubie takie dni.
W końcu przyszedł czas prezentów. Pierwsi otwierali Nick i Justin. Ich prezenty nie były hmm.. zbyt orginalne? Podarowali sobie jakieś naszyjniki i coś tam jeszcze, szerze nie za bardzo pamiętam co tam było.
Po nich swój prezent otworzył Louis. Bałem się, że mu się nie spodoba ale jednak moje przeczucia się myliły. Tak bardzo się ucieszył, że aż się popłakał i rzucił w moje ramiona.
- Kurwa Hazz, nie.. nie.. nie umiem w to uwierzyć. Tak bardzo ci dziękuję - mocno mnie przytulił i pocałował. Chłopaki patrzeli na nas ze zdziwieniem bo nie bardzo wiedzieli co to za prezent.
- Um jeśli można wiedzieć, co jest na tej płycie? - Spytał zakłopotani Jus. Lou wyrwał się w moich ramion, przetarł łzy i zaczął tłumaczyć.
- Jakby to powiedzieć.. za dużo do gadania więc powiem wam tylko, że to piosenka. Piosenka od Harry'ego. - Szybko wstał i włożył płytkę do odtwarzacza. Gdy Louis wcisnął "play" z głośników wydobył się mój głos.
"Now you were standing there right in front of me
I hold on it's getting harder to breathe
All of a sudden these lights are blinding me
I never noticed how bright they would be".
Tommo usiadł ze mną, przytulił się a z jego oczy wydobyła się słona ciesz. Byłem zadowolony z tego, że mu się spodobała. Chłopakom także ona bardzo odpowiadała, aż oni także się popłakali. Nie mieli pojęcia, że śpiewam więc dla nich to był duży szok. Gdy się skończyła Tomlinson dziękował mi jeszcze z jakieś tysiąc razy i w końcu znów włączył świąteczne piosenki.
Nadszedł czas na mój prezent. 22 latek podał mi go do rąk, ja usiadłem wygodnie i wziąłem głęboki oddech. Byłem trochę zdenerwowany bo nie wiedziałem czego się spodziewać. Urwałem pierwszy kawałek papierka i ujrzałem zeszyt z twardą brązową okładką. Szybko rozpakowałem to do końca i szeroko sie uśmiechnąłem. Spojrzałem na Louis'a a ten zdezorientowany nie wiedział co powiedzieć. Lekkim ruchem otworzyłem na pierwszej stronie. Był to dziennik. Każda strona miała inną datę. Przez około rok Tommo pisał wszystko co czuł w każdy jeden dzień. Opisywał swoje uczucia a teraz sam mi podarował go. Kartki były zapełnione do końca, nie zostało ani jednej pustej.
Zamknąłem go by nie zacząć go czytać, bo jak bym zaczął to bym na pewno nie skończył. Przetarłem okładkę opuszkami palców. Znajdowało się na niej nasze wspólne pierwsze zdjęcie i napis "One & Only ".
Kilka łez spłynęło z mojego policzka. Lou szybko je otarł i mocno przytulił.
Wtuliłem mokrą twarz w jego tors i powiedziałem drżącym głosem "tak bardzo ci dziękuję". Nic więcej nie zdołałem powiedzieć.
Reszta wigilii była bardzo przyjemna. Humor nam dopisał więc było bardzo dobrze. Mogę zdecydowanie stwierdzić, że były to najlepsze święta jakie kiedykolwiek przeżyłem.
Pamiętnik przeczytałem w jeden dzień. Ale nie będę zdradzał co w nim było, w końcu mam go i w każdej chwili mogę go przeczytać. Mniej więcej pisał tam co czuje.
Gdy czytałem pierwsze strony jak to się poznaliśmy i jak bardzo płakał i cierpiał gdy mnie z nim nie było nie umiałem powstrzymać łez. Te wszystko piękne porównania, te słowa... to wszystko takie cudowne.
Opisywał tam każde uczucie, te gorsze i te lepsze. To jak dowiedział się czegoś więcej o mnie, to jak się powoli we mnie zakochiwał to jak tego dokonał. Pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwsze tatuaże, pierwsze blizny...
" Są tacy, którzy uciekają od cierpienia miłości. Kochali, zawiedli się i nie chcą już nikogo kochać, nikomu służyć, nikomu pomagać. Taka samotność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Zamyka się w sobie. "
" Kochać to także umieć się rozstać. Umieć pozwolić komuś odejść, nawet jeśli darzy się go wielkim uczuciem. Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu. "
" Dopiero późną nocą, przy szczelnie zasłoniętych oknach gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości."
" Miłość jest kombinacją podziwu, szacunku i namiętności. Jeśli żywe jest choć jedno uczucie, nie ma o co robić szumu. Jeśli dwa, może to nie jest mistrzostwo świata, ale blisko. Jeśli wszystkie trzy, to śmierć jest niepotrzebna - trafiłeś do nieba za życia. "
"Miłość to spacer pośród drobniutkiego deszczu, dopiero po pewnym czasie człowiek orientuje sie ze przemókł do głębi serca."
Za każdym razem gdy czytam te wszystkie jego słowa.. po prostu płaczę. Kocham go nad życie i dziękuję Bogu, że to właśnie mi podarował takiego anioła.
Przepraszam skarby że tak długo czekaliście na ten rozdział ale mam żałobę i po prostu nie mam dobrej weny.
Mam ndzieję, że nie jesteście źli za tak zjebany rozdział ;c
Ugh... przepraszam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)