środa, 13 listopada 2013

Nasza bajka będzie dokończona w lepszym świecie.....

         Dzień dobry.
Dziś pierwszy raz od kilkudziesięciu lat przyszedłem do naszego starego domu.
Nic się nie zmieniło. Brązowy korytarz rozpoczynający wędrówkę po mieszkaniu. Duża biało czerwona kuchnia z niewielkimi meblami, na przeciwko salon... oh salon. Ile w nim się rzeczy działo. I nasz pokój... duże łoże pod zielonkawą ścianą, duża szafa i fotel... fotel na którym teraz siedzę.
Zapach ten sam... rozglądam się i widzę piękne fotografie uwieczniające nasze szczęście. Do kilku musiałem podejść by się dobrze przyjrzeć bo niestety wzrok już nie jest ten sam.
Siedziałem na tym fotelu i przypominałem sobie różne dziwne ale urocze sytuacje.
Jedna rzecz, która mi utkwiła w pamięci... pamiętnik. On zawsze pisał pamiętnik. Nigdy wcześniej nie miałem odwagi przyjść tu bez niego, zobaczyć wszystkie nasze wspomnienia... Aż w końcu przyszła nasza rocznica. Musiałem zdobyć sie na odwagę i tu przyjść i oto tu jestem. Oczywiście już jest noc, zanim oswoiłem się z wszystkimi faktami cały dzień zdążył już przeminąć.
Nagle coś pokusiło mnie otworzyć to pudełko... Jego pudełko, w którym miał wszystko. Tutaj właśnie znalazłem ten pamiętnik, w którym piszę. Mam nadzieję, że mój aniołek nie będzie sie za to gniewał.
Przeczytałem wszystko... Jego każde uczucie, słowo, które tu pięknie umieszczał.
Ostatnia notka - święta. Oj ile w ten dzień się działo. A ile po świętach... dziś mija 50 lat odkąd jesteśmy.. byliśmy razem. Nasza 50 ♥
Ile bym dał żeby to wszystko wydarzyło się od nowa. Pierwsze spojrzenie, pierwszy dotyk, pierwszy pocałunek, pierwszy stosunek... To było tak dawno a ja to pamiętam i nigdy nie zapomnę.
Pewnie jak ktoś znajdzie ten pamiętnik będzie chciał wiedzieć co sie działo dalej, na przykład taka osoba jak Vanessa... zaraz, kto? Vanessa? Kto to jest?
Otóż to jest była żona Harry'ego...
Nie no dobra, nie będę Was okłamywał. To nasza córka. Tak, ja i Harry mamy córkę. I pewnie znowu padną różne pytania, jak to? kiedy? gdzie? o co chodzi?
Spokojnie, ja wam wszystko dokładnie i po kolei wytłumaczę..
Święta... i po świętach.
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co się działo, w głowie widnieją mi tylko zamazane wspomnienia.
Pół roku po tych całych świętach wzięliśmy ślub.
Ja stojący na ołtarzu patrzę na wszystkie znajome mi twarze. Każdy uśmiecha się szeroko.. serce wali mi jak opętane, do oczu napływa mi mały strumień słonej wody gdy widzę mojego ukochanego.
Włosy jak zawsze ułożone do góry, czarny garnitur świetnie przylegający do jego ciała, widniejące usta z pięknym śnieżnobiałym uśmiechem i błysk w oku.
Nawet nie wiem kiedy a to minęło. Nie zdążyłem się przyzwyczaić a go już... przepraszam, już wracam na ziemię.
Na samą myśl o tych wszystkich latach spędzonych razem z moich oczu wypływają strumienie łez.
Po 10 latach od ślubu zdecydowaliśmy sie na adopcję.
Nie było łatwo, ale pragnęliśmy tego. Dużo załatwiania, upewniania że wszystko będzie dobrze aż w końcu się zgodzili. I tak mamy naszą wspaniałą córkę Vanessę, która w tej chwili ma prawie 30 lat. To tak szybko minęło... pamiętam jak przyszedłem do domu.. zaraz, wróć. Pamiętacie tą scenkę którą Harry sobie wyobrażał? Hhmmm opowiadał jakby to było cudownie mieć ze mną dziecko i ta scenka.. jak przychodzi z pracy i wtedy spotyka mnie bawiącego się z naszym dzieciątkiem..
Właśnie tak było, tyle że to ja to przeżyłem. Jej pierwsze kroczki, słowa.. eeehhh to już nie wróci. Było minęło.. trzeba się przyzwyczaić.
Kolejne piękne lata małżeństwa. Nasza córka dojrzewała wśród dwóch tatusiów i nikt nie miał z tym problemów. Wszystko było idealne. Na nic nie narzekam.
Minęło pięć lat odkąd.. odkąd Harry umarł. Przepraszam, jeśli kartki papieru będą mokre ale za łzy nie odpowiadam, same cisną się tam gdzie nie trzeba.
To już 5 lat a ja nadal w to uwierzyć nie mogę. Teraz by miał 69 lat. Byliśmy tacy szczęśliwi.. nasze zycie było idealne.
Jego włosy.. ta cholerna burza loków. Uwielbiał kiedy sie nimi bawiłem, tak cholernie to uwielbiał.
Uśmiech to była rzecz, której nigdy ale to nigdy nie zapomnę. Każde jedno słowo wypowiedziane z Jego ust.. takie idealne.
Zielone oczęta wpatrujące się we mnie. I te duuuuże czarne spojówki kiedy patrzał mi się prosto w oczy.
To ciało.. ciało które tak kochało mój dotyk, które uwielbiałem pieścić.
Jego każde cholerne "Kocham Cię Boo Bear"... Jego głos gdy śpiewał, żebym go nigdy nie zostawiał a tu nagle on mnie zostawił samego na tym świecie...
Tak bardzo tego nie chciałem.. mówiłem że jeśli on umrze to ja chce umrzeć wcześniej od niego bym nie musiał cierpieć bez niego. A tym czasem Go już nie ma... odszedł ode mnie. I nigdy nie wróci.
Pamiętam ten dzień tak bardzo...
Siedzieliśmy w tym właśnie mieszkaniu.. Hazz powiedział, ze pójdzie to ubikacji. Nikt się tego nie spodziewał! Nikt!
Siedziałem czekając na niego i usłyszałem huk. Szybko (tak szybko jak 67-letni mężczyzna może iść) poszedłem do łazienki i zobaczyłem Harry'ego leżącego na ziemi.
Tak bardzo tego nie chciałem! Nienawidzę tego dnia! Tak cholernie nienawidzę! Dlaczego to on musiał odejść pierwszy? Dlaczego nie ja?
Pare dni później był pogrzeb..
Przepraszam, nie mam ochoty o tym więcej pisać.
Na sam koniec tej mojej notki, chciałem powiedzieć, że jeśli przeczytałeś to chociaż nie mam pojęcia kim jesteś cholernie ci dziękuję. Jeśli rozumiesz nasze uczucia... uczucia homoseksualistów to dziękuję.
Tak bardzo my wszyscy boimy sie zaakceptowania a ty jesteś i wszystko rozumiesz. Dziękuję.
Jeszcze na samiutki koniec chciałbym się pożegnać z Haroldem jeśli pozwolicie.
Ekhem.. także Harry, nie mam pojęcia co mam ci teraz powiedzieć. Wiem, ze jesteś przy mnie i wiesz co czuję więc szczerze mówiąc nie mam nic ciekawego do powiedzenia.
Jedynie tyle, że dziękuję ci za te wspaniałe lata. Za to wszystko co dla mnie zrobiłeś... dzięki tobie moje życie jest o wiele lepsze, miałem sens by żyć. Dałeś mi szczęście, miłość i piękną córkę która na pewno cię bardzo mocno kocha.
Dziękuję Ci aniołku za wszystko, za kłótnie, za lepsze i gorsze dni. Za wszystko.
Na pewno tam gdzie teraz jesteś jest ci dobrze, wierzę w to i się cieszę.
Czuję, że za niedługo się spotkamy, więc szykuj miejsce dla mnie ♥
Kocham Cię skarbie, twój Boo Bear.




Witam w ostatnim rozdziale Love Diary  ♥
Szybko to minęło nie sądzicie? Chciałam wam podziekować za wszystko, za każde komentarze, za wsparcie za to że to czytaliście.
Mam nadzieję że podobała się Wam ta opowieść.
Kocham was bardzo mocno! I dziękuję za wszystko x
Może kiedyś jeszcze na siebie natrafimy :) 

piątek, 1 listopada 2013

Rozdział XXXI

      Nie ma to jak kochane święta.
Świetnie spędzony czas w miłym gronie i przyjemnej atmosferze. W tym roku spędziłem je z Louis'em, Nick'iem oraz Justin'em. Tak, tak.... nie było ani Gemmy ani Nathana ani Darcey ale wszystko było tak zaplanowane. Dziewczyny z malcem spędziły święta w swoim własnym gronie i rodziną mojej byłej. Mieliśmy z Tommo też się tam wybrać ale zastała nas miła niespodzianka i spędziliśmy je w "gejowskim gronie".
Dzień przed Dniem Bożego Narodzenia przystroiliśmy nasze mieszkania aby atmosfera była milsza. Na zewnątrz przystroiliśmy dwie choinki oraz zawiesiliśmy lampki na dachu. Wewnątrz zaś na kominku wisiały skarpetki, w każdym pomieszczeniu znajdowało się coś na znak świąt, czy to lampki czy figurki.
W salonie zaistniała piękna czerwono złota choinka. Pod nią stało parę prezentów zapakowanych w różne papiery z mikołajem czy reniferami. Co chwila dostawaliśmy jakieś sms'y od bliskich z życzeniami. Byłem im za to bardzo wdzięczny bo to na prawdę miły gest.
24 grudnia - Święta Bożego Narodzenia oraz urodzinki mojego pysiaczka.
Obudziłem się wcześnie rano. Zrobiłem przepyszne śniadanie. Omlet z tostami do tego pyszne czekoladowe capuccino ułożone na tacy razem z wazonem z różami oraz mini tort z zapalonymi świeczkami. Starannie zaniosłem to wszystko do pokoju i obudziłem Louis'a lekkim muśnięciem w czoło.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. - chłopak przetarł oczy, zobaczył mnie, szeroko się uśmiechnął i usiadł na łóżko.
- Oohh Harry, nie musiałeś, na prawdę - dał znak abym usiadł koło niego i tak też zrobiłem. Podałem mu tacę a on ją ułożył na swoich kolanach.
- Oj tam cicho bądź. Zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie. - zanim się obejrzałem mały dym wznosił sie do góry. - A.. ale miałeś pomyśleć życzenie.
- Po co mi jakieś głupie życzenie jak wszystko czego chce właśnie siedzi koło mnie? - Kąciki jego ust wysoko podniosły się do góry a on ukazał szereg białych zębów. Włożył jedną rękę w burzę moich loków i namiętnie pocałował moje wargi. - Dziękuję kochanie, to dużo dla mnie znaczy. Kocham cię i to bardzo. - nasze usta znów się spotkały a ja wymamrotałem tylko nieme "ja ciebie też". Pomimo tego, że dość często słyszę od niego "Kocham cię" za każdym razem przechodzą mi ciarki po plecach, moje ciało sztywnieje a ja nie mam pojęcia co zrobić. Nie wiem czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję.
Lou zaczął zajadać się śniadaniem, które przygotowałem. Aby pokazać mi że mu smakowało to gdy za każdym razem coś gryzł mówił głośne "Mniaaaam". To miłego z jego strony.

O 18 wszystko było już naszykowane. W sypialni przygotowany piękny duży stół. Na nim biały, lśniący obrus, na którym widniały potrawy. Ich zapach unosił się w powietrzy i na samą myśl o tym jedzeniu aż ślina ciekła z ust. Znajdowało się na nim także 5 nakryć do stołu. Piąte było dla "nieznajomego". Tak jak to mieliśmy w zwyczaju.
Nad rozpalonym kominkiem wisiało 5 skarpet a w nich cukierki w kształcie lasek. W tle leciały świąteczne piosenki, które nadawały milszą atmosferę świąt. Wszyscy postawiliśmy na luźny ubiór, nie jakieś garnitury. Każdy z nas miał ubrane rurki oraz jakąś wygodną koszulę.
gdy już wszystko zapięliśmy na ostatni guzik Tommo zgasił lampy, zapalił choinkę oraz świeczki. Nie da sie opisać pięknego wyglądu naszego domu. Wszędzie ciemno. Gdzie nie gdzie pozapalane lampki oraz świeczki. Sypialnia, w której mieliśmy zajadając się przepysznym przekąskami była oświetlona 4 świeczkami, blaskiem choinki oraz ogniem tryskającym z kominka. Przepiękny widok. Równo o 18:10 zaczęliśmy modlitwę przed posiłkiem, którą prowadziłem z dumą ja.
Po modlitwie każdy z nas wziął opłatek i zaczął składać sobie życzenia. Z Nickiem i Justinem nie było niczego nadzwyczajnego. " Wszystkiego dobrego, udanego związku, szczęśliwego małżeństwa.." zawsze to samo. Z Lou właściwie nasze życzenia to nie były życzenia.
- Skarbie, czego ja mogę ci życzyć? Mamy wszystko co chcemy niczego więcej nie potrzebujemy. - zaczął mówić podając mi kawałek opłatka.
- Tak, niczego więcej nie potrzebujemy. Dziękuję, że jesteś. To mi w zupełności do szczęścia wystarczy. - szeroko się do siebie uśmiechnęliśmy i namiętnie pocałowaliśmy. W końcu zasiedliśmy do stołu., nic ciekawego. Jedliśmy, rozmawialiśmy, wspominaliśmy stare czasy.. fajnie tak czasami posiedzieć i wspominać. Lubie takie dni.
W końcu przyszedł czas prezentów. Pierwsi otwierali Nick i Justin. Ich prezenty nie były hmm.. zbyt orginalne?  Podarowali sobie jakieś naszyjniki i coś tam jeszcze, szerze nie za bardzo pamiętam co tam było.
Po nich swój prezent otworzył Louis. Bałem się, że mu się nie spodoba ale jednak moje przeczucia się myliły. Tak bardzo się ucieszył, że aż się popłakał i rzucił w moje ramiona.
- Kurwa Hazz, nie.. nie.. nie umiem w to uwierzyć. Tak bardzo ci dziękuję - mocno mnie przytulił i pocałował. Chłopaki patrzeli na nas ze zdziwieniem bo nie bardzo wiedzieli co to za prezent.
- Um jeśli można wiedzieć, co jest na tej płycie? - Spytał zakłopotani Jus. Lou wyrwał się w moich ramion, przetarł łzy i zaczął tłumaczyć.
- Jakby to powiedzieć.. za dużo do gadania więc powiem wam tylko, że to piosenka. Piosenka od Harry'ego. - Szybko wstał i włożył płytkę do odtwarzacza. Gdy Louis wcisnął "play" z głośników wydobył się mój głos.

 "Now you were standing there right in front of me
I hold on it's getting harder to breathe
All of a sudden these lights are blinding me
I never noticed how bright they would be".

Tommo usiadł ze mną, przytulił się a z jego oczy wydobyła się słona ciesz. Byłem zadowolony z tego, że mu się spodobała. Chłopakom także ona bardzo odpowiadała, aż oni także się popłakali. Nie mieli pojęcia, że śpiewam więc dla nich to był duży szok. Gdy się skończyła Tomlinson dziękował mi jeszcze z jakieś tysiąc razy i w końcu znów włączył świąteczne piosenki.
Nadszedł czas na mój prezent. 22 latek podał mi go do rąk, ja usiadłem wygodnie i wziąłem głęboki oddech. Byłem trochę zdenerwowany bo nie wiedziałem czego się spodziewać. Urwałem pierwszy kawałek papierka i ujrzałem zeszyt z twardą brązową  okładką. Szybko rozpakowałem to do końca i szeroko sie uśmiechnąłem. Spojrzałem na Louis'a a ten zdezorientowany nie wiedział co powiedzieć. Lekkim ruchem otworzyłem na pierwszej stronie. Był to dziennik. Każda strona miała inną datę. Przez około rok Tommo pisał wszystko co czuł w każdy jeden dzień. Opisywał swoje uczucia a teraz sam mi podarował go. Kartki były zapełnione do końca, nie zostało ani jednej pustej.
Zamknąłem go by nie zacząć go czytać, bo jak bym zaczął to bym na pewno nie skończył. Przetarłem okładkę opuszkami palców. Znajdowało się na niej nasze wspólne pierwsze zdjęcie i napis "One & Only ".
Kilka łez spłynęło z mojego policzka. Lou szybko je otarł i mocno przytulił.
Wtuliłem mokrą twarz w jego tors i powiedziałem drżącym głosem "tak bardzo ci dziękuję". Nic więcej nie zdołałem powiedzieć.
Reszta wigilii była bardzo przyjemna. Humor nam dopisał więc było bardzo dobrze. Mogę zdecydowanie stwierdzić, że były to najlepsze święta jakie kiedykolwiek przeżyłem. 
Pamiętnik przeczytałem w jeden dzień. Ale nie będę zdradzał co w nim było, w końcu mam go i w każdej chwili mogę go przeczytać. Mniej więcej pisał tam co czuje.
Gdy czytałem pierwsze strony jak to się poznaliśmy i jak bardzo płakał i cierpiał gdy mnie z nim nie było nie umiałem powstrzymać łez. Te wszystko piękne porównania, te słowa... to wszystko takie cudowne.
Opisywał tam każde uczucie, te gorsze i te lepsze.  To jak dowiedział się czegoś więcej o mnie, to jak się powoli we mnie zakochiwał to jak tego dokonał. Pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwsze tatuaże, pierwsze blizny...

" Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Za­myka się w sobie. "

"  Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu. "

" Do­piero późną nocą, przy szczel­nie zasłoniętych ok­nach gry­ziemy z bólu ręce, umiera­my z miłości."

"  Miłość jest kom­bi­nacją podzi­wu, sza­cun­ku i na­miętności. Jeśli żywe jest choć jed­no uczu­cie, nie ma o co ro­bić szu­mu. Jeśli dwa, może to nie jest mis­trzos­two świata, ale blis­ko. Jeśli wszys­tkie trzy, to śmierć jest niepot­rzeb­na - tra­fiłeś do nieba za życia. "

"Miłość to spacer pośród drobniutkiego deszczu, dopiero po pewnym czasie człowiek orientuje sie ze przemókł do głębi serca."

Za każdym razem gdy czytam te wszystkie jego słowa.. po prostu płaczę. Kocham go nad życie i dziękuję Bogu, że to właśnie mi podarował takiego anioła. 





Przepraszam skarby że tak długo czekaliście na ten rozdział ale mam żałobę i po prostu nie mam dobrej weny.
Mam ndzieję, że nie jesteście źli za tak zjebany rozdział ;c
Ugh... przepraszam.

sobota, 19 października 2013

Rozdział XXX

     Szybkim krokiem zszedłem na dół a moim oczom ukazał się widok trzech mężczyzn przytulających się nawzajem.
- Justin? Nick? Co wy tu robicie? - Podbiegłem do znanych mi chłopaków i z uśmiechem rzuciłem im się w ramiona. To jest świetne uczucie kiedy ktoś kogo widziałeś hhmm z trzy? Cztery? Miesiące temu, nadal pamięta o twoim istnieniu.
- Wiesz, jakoś tak nam się przypomnieliście i chcieliśmy wam zrobić przed świąteczny prezent i przyjechać. - Tłumaczyli się zdejmując zimowe ubrania z siebie.
- Ale... ale skąd wiedzieliście gdzie teraz mieszkamy? Że się przeprowadziliśmy? - spytał zdezorientowany Louis.
- Chcieliśmy z Nickiem wam zrobić niespodziankę i poszliśmy do mieszkania Louis'a w Glasgow. Wtedy drzwi otworzył nam jakiś nieznany facet. Myśleliśmy, że nie jesteście razem i Lou ma nowego faceta ale się okazało, ze on tylko wynajmuję od ciebie mieszkanie. Spytaliśmy gdzie teraz mieszkasz a on wskazał nam ten adres i oto jesteśmy w gościnie! - nie mogliśmy uwierzyć w to, że zrobili nam taki zajebisty prezent. Co prawda z Tommo zastanawialiśmy się co u nich ale jakoś zapominaliśmy zadzwonić czy coś w tym stylu. Miło ich znowu widzieć.
Pokazałem chłopakom gdzie mogą mieć pokój przez czas ich pobytu a oni szybko się rozgościli i wypakowali rzeczy, które zabrali ze sobą. Dużo rozmawialiśmy co u nas, wypytywaliśmy o wszystko i śmialiśmy się bez umiaru.  Kidy Jus i Nick dowiedzieli się że Lou mi się oświadczył nie umieli powstrzymać się od radości. Mówili, że wiedzieli, że tak będzie. Gratulowali nam tej decyzji.
Wieczorem usiedliśmy na kanapie gdy Boo zaproponował, że pojedzie po jakiś alkohol. Justin pojechał z nim dla towarzystwa a ja z Nickiem mieliśmy chwilę by porozmawiać.
Pytał się o najważniejsze rzeczy. Jak się mamy, czy dobrze sobie razem radzimy, jak często się kłócimy... to było miłe z jego strony, że tak wypytywał.
- Kochasz go prawda? - gdy usłyszałem te pytanie moje policzki momentalnie stały się czerwone. Nigdy nie lubiłem gdy ktoś mnie o to pytał. To takie krępujące. Chłopak tylko się zaśmiał i powiedział, ze wszystko jest ok. Nie mam się czego wstydzić, że mu moge wszystko powiedzieć.
- Tak, tak kocham go. I to bardzo. - zobaczyłem, że interesuje go to co mówię dlatego bezrozumnie zacząłem wymieniać wszystkie jego zalety. - Kocham to kiedy się uśmiecha, kiedy patrzy na mnie tym nieskazitelnym wzrokiem. Czuję się wtedy taki... taki bezbronny. Gdy patrzy na mnie mogę zrobić dla niego wszystko, bez zbędnych słów. Kocham to gdy dotyka mnie swoimi delikatnymi dłońmi, kiedy mówi mi niegrzeczne słówka na ucho, kiedy się kochamy. Kiedy mówi mi, jak bardzo mnie kocha, jak bardzo zależy mu na mnie, jak bardzo ubóstwia to kiedy jest ze mną. On może mnie poprosić o wszystko a ja zrobię każdą jedną rzecz by tylko mu dogodzić. Pragnę jego oddechu na mojej szyi, jego dotyku, jego spojrzenia, uśmiechu, jego miłości. ale ty wiesz jak to jest co nie Nick? tak.. to piękne uczucie. - Widziałem w jego oczach małe łezki. Wiem, ze to wrażliwy chłopak i że lubi gdy ktos mówi o swoich uczuciach. On tylko mnie mocno przytulił i powiedział
- Harry.. tak bardzo ciesze się twoim szczęściem. Na prawde, korzystaj z każdej możliwej chwili spędzonej razem z nim. On cię kocha, ja to wiem, a ty kochasz go. Nie można rezygnować z tak pięknej miłości jaka jest między wami. Zaufaj mi - po tych słowach bardzo mocno przytuliłem go. Byłem wdzięczny za to, że nas tak wspiera. Nie znamy sie bardzo dobrze a uważam go za przyjaciela. W końcu on i Jus odbudowali nasz związek. gdyby nie oni możliwe, że tamtej nocy bym nie wrócił do Louis'ai teraz nie bylibyśmy tacy szczęśliwi. Nie wiem co bym wtedy zrobił, może nawet coś co by mnie bardzo zraniło, nie wiem. Ważne, że teraz jest już wszystko ok i mam przy sobie najlepsze osoby na świcie.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę o nas gdy Justin i Louis przerwali nam ją wchodząc do domu.
Przez resztę nocy w ogóle nie spaliśmy. Trochę się upiliśmy i robiliśmy strasznie głupie rzeczy.
Graliśmy w butelkę. Zadawaliśmy sobie różne dziwaczne zadania do zrobienia typu "Przeliż się ze swoim chłopakiem, zatańcz erotyczny taniec na nim, pokaż jak zaczynacie zabawy w łóżku". Gdy teraz tak o tym myślę to powinienem się wstydzić. Robić takie rzeczy w obecności chłopaków, których mało co znam i w dodatku, którzy także są gejami? W pewnym momencie strasznie się zdenerwowałem. Lou dostał zadanie żeby zatańczył jakiś seksowny taniec. Wypiął się w naszą stronę i zaczął robić twerki. Wtedy Justin go uderzył w dupę. Wiem, to tylko jakies klepnięcie ale strasznie mnie to zdenerwowało. Nie wiem czy to było przez wypicie tak dużej ilości alkoholu czy prze czysta zazdrość. Po tym od razu powiedziałem żebyśmy przystopowali i zagrali w normalną butelkę na pytania. Oczywiście nie obeszło się bez pytań typu " Kto na górze kto na dole? Jakie macie zabawy wstępne? czy nawet Jak często uprawiacie seks".
Po jakimś czasie Lou dostał pytanie na temat swojej rodziny. Nagle z jego twarzy zniknął uśmiech i powiedział tylko "Przepraszam, nie chce o tym rozmawiać. Właściwie jestem zmęczony, nie obraźcie się ale idę spać." Strasznie się tym przejąłem. Powiedziałem chłopakom, że też pójdę spać a oni zrobili to samo. Poszedłem szybko na górę i wskoczyłem do Louis'a pod kołdrę. Był odwrócony do mnie plecami więc mocno go przytuliłem.
- Tommo skarbie, co się dzieje? - przejęty całą sprawą zacząłem się wypytywać o to wszystko.
- Słuchaj - odwrócił się do mnie i popatrzał w oczy - powiedziałem, że nie mam ochoty o tym rozmawiać. Przepraszam, ale nie lubię tego tematu - musnął moje usta swoimi. Dlatego, że byłem pod wpływem alkoholu już chciałem zacząć grę wstępną ale od razu przypomniałem sobie, że muszę coś z niego wyciągnąć.
- Hej.. mi możesz powiedzieć tak? Nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic pamiętasz? Co się stało z twoja rodziną? Odeszli od ciebie? Ty od nich? Ktoś umarł? Nie zaakceptowali twojej orientacji? - bezmyślnie zadawałem setki pytań na raz.
- Harry! Zrozum, to nie jest mój ulubiony temat. Ja nie lubię o tym rozmawiać, wybacz. Może kiedyś będzie okazja i ci wszystko powiem. Jeszcze nie jestem na to gotowy rozumiesz? - Spuściłem wzrok a ten uniósł mój podbródek do góry i namiętnie zaczął całować. Już siedział na mnie cały rozebrany, podobnie jak ja, gdy nagle do pokoju wszedł Nick. Lou szybko zeskoczył ze mnie i zakrył się kołdrą.
- Ja yyy przepraszam chciałem się tylko yyyy - zasłonił oczy rękoma i zaczął się jąkać.
- Spokojnie Nick. Co chciałeś? - Uspokoiłem chłopaka.
- Chciałem sie spytać gdzie jest toaleta bo jeszcze nie miałem okazji z niej korzystać a teraz by mi się to przydało. - Chwycił się za głowę tłumacząc wszystko.
- Drugie drzwi po lewej na górze.
- Eem dziękuję. A i miłego seksu życzę. Spokojnie, nie będziecie nam przeszkadzać. Rozumiem tą całą potrzebę. - Arogancko się zaśmiał i puścił nam oczko. Gdy wyszedł zaczęliśmy się z Lou'm śmiać z nas samych.
- Ugh.. taki wstyd. Pierwszy raz nas widzą od nie wiadomo jak długiego czasu i co? Zastają nas w łóżku. Żenada. - przykryłem twarz poduszką i sam wstydziłem się siebie.
- Oh zamknij się ty głupolu. - Tommo mnie pocieszył i oczywiście tak jak się tego spodziewałem musiał dokończyć to co zaczął. Wszedł z powrotem na mnie i zaczął namiętnie całować. Zjeżdżał coraz niżej i niżej gdy już miał zaczynać usłyszeliśmy jęki z sąsiedniego pokoju. Oboje głośno się zaśmialiśmy ale nie zwróciliśmy na to większej uwagi i dokończyliśmy nasz po raz drugi przerwany seks.





Witam was. Z przykrością chciałam wam oznajmić iż jest to jeden z ostatnich rozdziałów tego opowiadania. ;c
Możliwe, ze nie jest wam tak smutno jak mi no ale cóż. Ja się bardzo do niego przywiązałam i tak jakoś trudno mi go skończyć. Mam nadzieję, że chociaż troszkę wam się podoba.
Aha.. zrobiłam tą stronę "informowani" wejdźcie w nią i zobaczcie czy na niej jesteście. Jeśli nie napiszcie w komentarzu a was dodam.
Chciałam was także poinformować, że zakładam kolejne opowiadania (też o Larry'm :D) więc jeśli bd. chcieli je czytać napiszcie w komentarzu i ja od razu zrobię na nim taką stronę jak teraz jest tutaj "informowani".
Mam nadzieję, że wam się rozdział podoba (mi szczerze mówiąc nie za bardzo) i bardzo prosze o komentarze. One motywują bla bla bla... już wam tyle razy to mówiłam haha
Dobranoc x

środa, 16 października 2013

Rozdział XXIX

           Dzień dobry mamo i tato! Dziś mam świetny humor. Pewnie spytacie dlaczego. Otóż już Wam mówię. Miałem cudowny sen, no ale nie opowiem go Wam bo wszystko wyjdzie na jaw. Po prostu przyśnił mi sie cudowny prezent dla Louis'a. Mam nadzieję, że mu się spodoba. A co do snu, dziękuję, że mnie odwiedziliście w nim. Już dawno to się nie zdarzało a ja za Wami bardzo tęsknie więc od czasu do czasu przyda mi się takie wsparcie z Waszej strony.
Cóż ja mogę Wam powiedzieć. Jedynie tyle, że teraz do szczęścia nie brakuje mi już nic. Gemma i Nathan do mnie wrócili, Darcy jest moją przyjaciółką, której mogę powiedzieć wszystko, czuję to, że Wy jesteście blisko mnie no i mam Louis'a koło siebie. Ostatnio myślałem nad tym i chciałem Was przeprosić. Zapewne pamiętacie jak Wam mówiłem gdy byłem młodszy, że codziennie będę do Was przychodził z moją żoną i dziećmi. Chodzi o to, że no tak jakby to się nigdy nie spełni. I nie chodzi o to, że Was już nie ma tylko o to, że ja nigdy nie będę miał żony. Dobrze Wiecie jak bardzo kocham Tommo i ja nie mam zamiaru się od niego oddalić. On jest moim powietrzem do życia, jest przy mnie codziennie, kocha mnie a ja jego. Obiecywaliśmy sobie, że już zawsze będziemy szczęśliwi a ja mu wierzę. Może nie będziecie z tego zadowoleni ale mam zamiar żyć w długim i szczęśliwym małżeństwie z nim. Chciałem Was bardzo przerosić, że zawiodłem, że nie doczekaliście się tych Waszych wyczekiwanych wnucząt, że ich nigdy się nie doczekacie. Tak, adoptowane, oczywiście. Ale nie biologiczne. Przepraszam, że nigdy Wam nie powiedziałem, że jestem biseksualny. Tak, czułem to już w najmłodszych latach mojego życia. Jednak nie miałem odwagi Wam o tym powiedzieć. Bałem się, że tego nie zaakceptujecie no i w dodatku nie byłem w stu procentach o tym przekonanym. Owszem, czułem coś do innych chłopaków ale myślałem, że to tylko takie chwilowe. Wiecie, okres dojrzewania i takie sprawy. Kończąc to... przepraszam, że Was zawiodłem aczkolwiek mam nadzieję, że mi to przebaczycie widząc jak bardzo jestem szczęśliwy z Louis'em, jak bardzo się kochamy i jak bardzo nam na sobie zależy. Wybaczcie mi to, mam nadzieję że tam na górze jest Wam dobrze, no bo gdzie indziej mogli by pójść tacy wspaniali ludzie jak Wy?

Wczoraj gdy przyszedłem z kąpieli nie potrzebnie  zrobiłem awanturę z Lou'm. Odświeżony po prysznicu wszedłem do pokoju i doznałem szoku. Tommo trzymał mój pamiętnik z dłoni i przewracał kartki w te i wewte. Wiedziałem, że nie przeczytał tego bo on nie jest na tyle głupi by czytać mój prywatny pamiętnik, w końcu mamy trochę prywatności, którą szanujemy, ale pomimo tego zacząłem się wydzierać.
- Louis! Odłóż go! - szybko wparowałem do pokoju wyrywając pamiętnik z jego dłoni - Kurwa! Mówiłem, ze on jest mój i masz go nie dotykać tak? - rozgniewany krzyczałem na chłopaka a ten zesmutniał.
- Ja.. ja.. ja tylko go wziąłem.. - mówił jąkając się a ja mu arogancko przerwałem
- Mówiłem ci coś? On jest tylko i wyłącznie mój! Tylko ja mogę wiedzieć co w nim pisze, tylko ja moge go otwierać i w nim pisać czy go czytać. - Widziałem żal w jego oczach. Może nie to co żal ale cholerny smutek. Tak wiem, za bardzo zareagowałem na to ale jestem wrażliwy na tym punkcie. Mówiłem mu kiedyś, żeby starał unikać tego zeszytu bo jest on mi bardzo bliski i nie chciałbym żeby wpadł w niepowołane ręce.
- Harry czy ty kurwa nie przesadzasz? Wziąłem go tylko do ręki! - wydarł się na mnie a teraz ja czułem ten ból co on wcześniej. Nie byliśmy przyzwyczajeni do naszego krzyku. Zazwyczaj nie kłóciliśmy się a jak już to robiliśmy to rozwiązywaliśmy konflikt spokojną rozmową.
- Ale ty..
- Ciii - przerwał mi kontynuując swój monolog - Może masz tam jakieś tajemnice przede mną? Może nie chcesz mi czegoś powiedzieć? - spuściłem wzrok na dół i pokręciłem lekko głową - No to o co sie czepiasz? Nawet go nie otworzyłem. Leżał na łóżku, wziąłem go do ręki żeby go odłożyć na biurko ale zastanawiało mnie to czy to jest ten "twój ukochany pamiętnik" więc tylko tak przejechałem kartki by sprawdzić to. Jesteś zbyt nadpobudliwy... - Dokończył i kierował się w stronę drzwi.
- Lou! Czekaj skarbie - chłopak zatrzymał się, ja rzuciłem zeszyt na łóżko i podszedłem do niego tak blisko że nasze czoła się zderzały. - przepraszam, wiesz jak jestem uczulony na tym punkcie, po prostu krępowałbym sie gdybyś przeczytał moje wszystkie wpisy, w których ośmieszam się pisząc jak bardzo cie kocham - Louis szeroko się uśmiechnął i musnął w usta - Nie jesteś zły prawda Tommo? - chłopak pokręcił głową, włożył dłonie w moje loczki i namiętnie pocałował - kocham cię.
- Ja ciebie też. - dzwonek do drzwi przerwał nam romantyczny moment. Louis szybko zeszedł na dół żeby otworzyć drzwi a ja w tym czasie schowałem pamiętnik bardzo głęboko do szuflady.
- Loooouuuuis! - usłyszałem znajomy głos i szybko zbiegłem na dół.




Ok... to tyle, znowu długo nic nie dawałam. Tak bardzo przepraszam, za krótki i daremny rozdział ale nie mam praktycznie czasu na to wszystko. Tyle nauki, zajęć poza lekcyjnych, gitara, treningi mecze (btw. zaraz jadę na mecz ;/ życzcie powodzenia hehe) że nie mam czasu na pisanie długich i rozbudowanych rozdziałów. Ten rodział pisałam przez ten cały tydzień. Gdy tylko znalazłam chwilkę pisałam pare zdań żeby w końcu coś dodać. Mam nadzieję, że nie jesteście źli. Komentujcie, dawajcie uwagi, krytykę, cokolwiek :D To zachęca do pisania, dziękuje x
Ahaaa jeszcze jedno, stwierdziłam, że dodam zakładkę "informowani" więc jeśli chcesz być informowana/ny o nowych rozdziałach, prosze napisz w komentarzu chociażby zwykłe "ja" żeby później nie musiała was wszystkich szukać x dziekuję 

sobota, 12 października 2013

Rozdział XXVIII

      Powoli moje oczy zaczęły się przebudzać. Otarłem je i ze zdziwieniem spojrzałem wokół siebie. Moje pierwsze wrażenie było dziwne. "Gdzie ja jestem? Co ja tutaj robię? O co chodzi"? Po chwili gdy ujrzałem Tommo koło siebie przypomniałem sobie, że przecież już mieszkamy razem. Moja pamięć mnie czasami zaskakuje. Jak mogłem nie pamiętać takiej rzeczy.
Odwróciłem się na plecy, założyłem ręce za głowę a Lou przytulił moją gołą klatkę piersiową. Myślałem, że się obudził ale jednak nic z tego. Leżałem wpatrując się bezczynnie w sufit. Zastanawiałem się jak to będzie dalej. Mieszkamy razem ale co dalej z naszym życiem? Ślub? Przecież jest za wcześnie, mam dopiero 19 lat a Louis niecałe 22. Będziemy musieli jeszcze przeczekać dłuższy czas. Dzieci? To jest ciekawa rzecz. Zawsze marzyłem żeby mieć swoje dzieci, przy których będę od małego. Zobaczę jak przychodzą na świat, jak pierwszy raz otwierają oczka, pierwszy uśmiech, pierwsze ząbki, pierwsze kroczki, pierwsze wypowiedziane słowa, przedszkole, szkoła, kłopoty, oceny, pierwsza miłość, zdrady, małżeństwo, wnukowie aż w końcu umrę jako szczęśliwy ojciec i dziadek. A co teraz? Jedynym wyjściem zostaje adopcja. Tylko zastanawia mnie to czy dadzą dwóm gejom dziecko. Oczywiście jest to legalne ale pomimo tego nie zawsze muszą na to pozwalać. Chciałbym żeby wszystko poszło po mojej myśli.
W mojej głowie utworzyła się piękna wizja.

W zimny wieczór wracam do domu. Zmęczony pracą wchodzę do cieplutkiego domu w którym znajdują się dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Moim oczom ujawniają się one i widzę Louis'a z małym Tommy'm. Całuję ich obu gdy chłopak każe mi usiąść na ziemie trzyma malca za opuszki palców aż w końcu puszcza a on sam do mnie idzie. Czuję wielką dume i radość.

W moich oczach pojawiły się łzy, które aż prosiły się o wyjście z nich.
- Nie płacz skarbie. Coś się stało? - Lou spojrzał na mnie z kwaśną miną i przetarł policzki dłońmi.
- Nie, nie... zbyt dużo myślałem i tak jakoś wyszło. - pocieszyłem chłopaka i namiętnie pocałowałem jego usta. Trwaliśmy długo w pocałunku. Tomlinson zaczął  głaskać bok moich pleców, w tym samym czasie znajdując się na moich biodrach. Wplotłem palce w jego włosy gdy ten zaczął całować moją szyję. Wiedząc, że uwielbiam gdy ktoś składa pocałunki za moim uchem zrobił to aby mnie podniecić. Nie ukrywam iż udało mu się to zrobić. Ściągnąłem z niego bluzkę a moim oczom ukazała się drobna, ale bardzo podniecająca klatka piersiowa. Zacząłem ją pieścić gdy ten szybkim ruchem zjechał na dół chcąc ściągnąć moje bokserki.
- Uumm Tommo - przerwałem mu podnosząc jego głowę do góry - chciałem ci powiedzieć... że.. yy nie goliłem się przez dłuższy czas. - chłopak jedynie zaśmiał się głośno i odparł "Myślisz że to mnie powstrzyma?". Również się zaśmiałem ale również poczułem zażenowanie gdyż czułem sie nie zbyt komfortowo kiedy ujrzał moje przyrodzenie zarośnięte. W końcu oboje byliśmy przyzwyczajeni, że zawsze jesteśmy ogoleni. Może to dziwne ale nie lubiłem być nie ogolony, no ale przez ostatni czas jakoś mi sie nie chciało tego robić. Szybkim ruchem zerwał ostatnie ubranie ze mnie i uśmiechnął się patrząc mi w oczy. Po chwili czuję nieziemne podniecenie na moim członku. Wygiąłem głowę do tyłu chwytając Louis'a za włosy. Czułem coraz większą przyjemność. Nie słyszałem nic prócz naszych szybkich oddechów, jęków i skrzypienia łóżka. Cudowne uczucie jak zawsze. Po paru minutach Lou zwiększył prędkość poruszania się. Moje ciało było już w innym świecie. Tak cudownym, w którym uwielbiałem być. Jeszcze chwila i... zaraz. Dlaczego ja to piszę w swoim pamiętniku? W dodatku tak opisując to wszystko. Przecież ostatnio ustaliłem, że piszę go do swoich rodziców. Mamo, tato... przepraszam za te wszystkie brednie jakie tu wypisuję. Ale to po prostu jest silniejsze i samo karze się tu napisać. Ciekawe czy byście byli dumnie ze syna geja. Właśnie... to jest zastanawiające. Tato ty zawsze powtarzałeś "Już nie umiem się doczekać kiedy poznam twoją żonę. Na pewno będzie cudowna". Chwaliłeś te wszystkie kobiety, że są cudowne a ja jednak wolę mężczyzn. Czy to nie jest śmieszne? A Ty mamo... tak chciałaś mieć już wnuków. Obiecywałem Ci, że będziemy przyjeżdżać jak najczęściej się będzie dało. Tylko, że są dwie przeszkody na tej drodze. Po pierwsze, mam chłopaka. Nie możemy mieć własnych dzieci. A po drugie... Ciebie, Ciebie już nie ma. Nie ma już was i nigdy już nie będzie tutaj na ziemi. Ale Wiecie co? Wiem, że jesteście przy mnie. Czuję, że pomimo tego, że Wasz kochany synek jest gejem, kochacie mnie i nie opuściliście mnie. Jak to Gemma ujęła "Wiem, że jesteście ze mnie dumni".
Po naszym porannym przywitaniu zjedliśmy śniadanie. Trochę ogarnęliśmy dom i zaprosiliśmy Gemmę z Nathan'em a wspólny dzień w naszym nowym domu. Przyszli niespodziewanie szybko.
Gdy Lou bawił sie z Nathanem znowu ogarnęło mnie to dziwne uczucie. Widziałem jak malec bawi się z chłopakiem i poczułem się jak ojciec. Widząc ten uśmiech na ich obu twarzach czuję się taki spełniony. Gdy nagle po chwili uświadamiam sobie że Nathan nie jest moim dzieckiem. Ale pomimo tego ta chwila gdy to sobie wyobrażam jest cudowna.
Dużo rozmawialiśmy, na temat mieszkania, ślubu, dzieci, przyszłości.... Gemma jak najbardziej się zgadzała z adopcją i ślubem. W końcu wspierała nas z tym wszystkim. Jestem im bardzo wdzięczny za to.
Późnym wieczorem poszli do domu a my z Lou poszlismy spać bo w końcu trzeba było iść w końcu do pracy.
Kolejny tydzień był dość normalny. Nic wielkiego się nie działo. Raz przyszła Darcy i zaczęła wypytywać dlaczego nic o tym nie wie. Z Lou normalnie przyznaliśmy, że zapomnieliśmy ją o tym poinformować na co się fuknęła na jakieś 5 minut. To było dość śmieszne. Podobnie jak Gemma zadawała różne pytania na temat naszej przyszłości. Dziwnie się z tym czułem bo przeważnie ja odpowiadałem na te pytania nie wiedząc czy Tommo zgadza się ze mną w stu procentach. Ale nic nie mówił więc uważałem to za "tak, wszystko się zgadza".
Dużymi krokami zbliżamy się do świąt i urodzin Louis'a a ja nadal nie mam żadnego prezentu. Na pewno coś jeszcze znajdę tylko muszę szczerze się zastanowić czego on by tak na prawdę chciał. Mam nadzieję, że pomożecie mi znaleźć coś odpowiedniego.
Kocham was bardzo! Tęsknie xx




Ok, witam po dłuuuuuugiej przerwie. Ale szczerze, nie miałam ani weny ani czasu i wgl. niczego co by mnie zachęcało to pisania. Ostatnio przechodze dość dziwny okres w swoim życiu i tak jakoś... nie wazne.
Tak, zdaję sobie sprawę, ze nie jest to jakiś tam super rozdział no ale lepsze to niż nic. Wgl. nie jestem z niego zadowolona, no ale jakoś to przeżyję.
Mam ogromną prośbę, jeśli czytasz proooosze skomentuj. Byle co, krytyka też się liczy. Chce po prostu zobaczyć ile osób to czyta i wgl. czy jest sens w pisaniu dalszych rozdziałów.

środa, 25 września 2013

Rozdział XXVII

            Obudziłem się wypoczęty rano i z pośpiechem wstałem aby pójść do toalety. Załatwiłem swoje potrzeby i ubrałem na siebie obcisłe, czarne rurki z białym wełnianym sweterkiem Louis'a. Sprawdziłem, czy jest chleb w domu, okazało się, że nie dlatego ubrałem buty, kurtkę i wyszedłem. Po otworzeniu drzwi doznałem zdziwienia. Moje oczy zostały porażone światłem białego puchu leżącego na ziemi. Właściwie nie wiem dlaczego tak zareagowałem, w końcu był już listopad. Na ten widok kąciki moich ust wysoko się podniosły ku górze. Było zimno dlatego wróciłem do domu i ubrałem rękawiczki i szalik. Cieszyłem się na zimę, lubię tę porę roku gdyż są święta, które uwielbiam. Popędziłem w stronę sklepu przyglądając się dzieciom, które bawiły się rzucając w siebie kulkami ulepionymi ze śniegu.. Widać było, że tryskały radością widząc puch. Auta jechały z większą ostrożnością bo było bardzo ślisko. Wszedłem do sklepu, wziąłem bułki, kilka składników do kanapek i szybkim krokiem wracałem do domu. Szedłem potykając się o niestabilną ziemię i o własne nogi. Po jakimś czasie wróciłem do mieszkania i zacząłem robić śniadanie nam obu. Wlałem wody do czajnika, do kubków dałem herbatę o smaku owoców leśnych a bułki przekroiłem, na pół po czym posmarowałem je masłem i położyłem ogórek, ser, pomidor i szynkę. Było dość zimno w domu dlatego wrzuciłem do kominka drewno, zapaliłem je a po chwili ciepło rozniosło się po mieszkaniu. Ułożyłem jedzenie na tacy i z dużą ostrożnością poszedłem z nim na górę zanieść Tommo'wi aby je zjadł.
- Dzień dobry śpiochu - powiedziałem wchodząc do pokoju.
- Dobry - powiedział zaspanym głosem a ja kazałem mu usiąść i dałem mu tacę na kolana.
- Jak się spało? - spytałem całując go w czoło. On tylko pokazał kciuk do góry bo miał pełno jedzenia w ustach. - Wiesz, że spadł śnieg. Tak bardzo się cieszę. - powiadomiłem go o news'ie i sam zacząłem zajadać się bułeczkami.
- Hazz, trzeba jechać po moje wszystkie rzeczy. Widzisz, już spadł śnieg a my tego nie zrobiliśmy. Może pojedziemy po to dzisiaj? Zadzwonię do kolegi, on pożyczy auto ciężarowe z pracy i pomoże nam przewieść rzeczy i meble. Co ty na to? - spytał się a ja się ucieszyłem.
- Tak! to jest świetny pomysł. Dziś sobota, mamy na to dwa dni. W poniedziałek idziemy do pracy. - powiedziałem z niechęciom. Po parunastu minutach chłopak wstał, ubrał się i wykonał szybki telefon w sprawie transportu.
- Harry! Szybko ubieraj się. Tony o 4 będzie w Glasgow po szafy i takie duperele. Pojedziemy dwoma autami, znaczy trzema razem z nim, wtedy zabierzemy więcej rzeczy. - powiedział pospieszając mnie i ubierając zimowe rzeczy.
- Lou, wiesz pomyślałem że Gemma na pomoże i przyjedzie za chwile spakować nasze rzeczy do torb z Nathanem. Nie masz nic przeciwko prawda? - Tomlinson pokiwał głową i udał sie do samochodu. Zostawiłem liścik dla Gemmy na stole z informacją gdzie co mam i zrobiłem to samo co on. O dziwo jechaliśmy tylko pięć godzin. Dotarliśmy na miejsce około godziny 13 i zaczęliśmy pakować jego rzeczy. Ja zająłem się jego pokojem a on salonem. Wszystkie ubrania pomieściły się w dwóch walizkach. Było to dla mnie dziwne bo dla moich ubrać były by potrzebne z 3 albo i 4 walizki.
Po godzinie jego rzeczy były zapakowane i włożone do mojego auta. Następnie zostały rzeczy z kuchni i łazienki. Zrobiliśmy to razem. Szybko ten czas minął. Tony przyjechał nieco szybciej, był już o 3. Pomógł nam rozebrać szafy i włożył je do samochodu. Wszystkie rzeczy typu ubrania jakieś ozdoby to ja wziąłem z Lou a kolega Louis'a wziął meble w tym telewizor i łóżko. Późnym wieczorek byliśmy już w Londynie. Wynieśliśmy wszelkie rzeczy z pojazdów i umieściliśmy je w domu. Pomimo późnej godziny chcieliśmy skończyć przeprowadzkę bo byłego domu Lou'ego. Stare meble wywiózł gdzieś  Tony a te które przywieźliśmy postawiliśmy na miejsce tamtych. Rozpakowaliśmy graty do domu i daliśmy drobną opłatę chłopakowi za pomoc. Około godziny 22 poszliśmy do mojego mieszkania bo moje rzeczy. Wszystko było idealnie zapakowane a na walizkach kartka z napisem

"Mam nadzieję, że się nie pogubicie za bardzo. Życzę udanego mieszkania razem i liczę na zaproszenie na parapetówkę. ~ Gemma "

Zadzwoniłem do niej i bardzo podziękowałem za to co zrobiła. Zabrałem pakunki z Louis'em do ręki stanąłem w progu drzwi i przyglądałem się po raz ostatni mojemu mieszkaniu. To tutaj przeżyłem najwięcej wspomnień. Długo tu mieszkałem a teraz się wyprowadzam. I to nie byle gdzieś. Do normalnego domu i to z moją miłością. Robię kolejny ogromny krok w moim życiu i wiem, ze to nie jest pomyłka. Cieszę się, że to właśnie z nim to robię. Codziennie będę budził się koło niego, spędzał z nim czas. Po prostu rogal tworzy mi się na twarzy myśląc o tym.
Stałem tam jeszcze przez chwilę po czym powiedziałem "żegnaj domeczku", zamknąłem zamki i pospiesznie udałem sie do auta. Już 2 godziny później wszystko było gotowe. Spędziliśmy na tym cały dzień ale się opłacało. Siedzieliśmy na kanapie przy kominku popijając czerwone wino wtuleni w siebie. Tak bardzo jestem zadowolony z tej decyzji. Na samą myśl o spędzaniu z nim czasu, że nie będziemy musieli sie ukrywać, że nie będziemy musieli dojeżdżać się cieszę. Jest to na prawdę dla mnie duża szansa w życiu i nie chce jej zmarnować.
Lou spojrzał się na mnie, uśmiechnął i powiedział " Witaj w nowym domu kochanie, to tutaj będą biegać nasze małe dzieciaczki, tutaj spędzimy kolejne lata życia, to tutaj będziemy siedzieć jako staruszkowie i umrzemy. Dziękuję, że to właśnie ty ze mną tutaj jesteś." po czym namiętnie pocałował moje usta.




Witam, jak zawsze chciałam przeprosić że tak długo musieliście czekać na next ale obiecuję że to się zmieni. Jutro Kevin (ten niemiec) wraca do domu więc bd. miała więcej czasu. Mam nadzieję, że nie bd. mieli tego za złe. Liczę na opinię! Dziękuję że jesteście, miłego dnia skarby x
+ przepraszam, że taki nie dopracowany ale za chwilkę jadę na mecz i musiałam to pisać w pośpiechu :/

sobota, 21 września 2013

Rozdział XXVI

      Jak? Jakim cudem? Może ona kłamie, może tylko chce nas skłócić i udaje że nas akceptuje? To nie może być prawda. Przecież Lou by mi powiedział. Znaczy, tak myślę. On mi mówi o wszystkim, zapewniał mnie że to robi. Modliłem się, żeby to nie była prawda. Siedziałem wbity w krzesło, nie wiedząc co zrobić i tylko myślałem o zielonych migdałach.
-J-jak to? Gemma żartujesz sobie! - jąkałem się mówić z niedowierzaniem.
- Harry, tak bardzo mi przykro - spuściła wzrok na dół z żalem. Po chwili spojrzała w moje oczy i chciała złapać moją ręke gdy ja ją zabrałem ze stołu. Wiem, to było chamskie ale to, że mi nie powiedzieli było jeszcze gorsze. Myślałem, że on mi bardziej ufa ale chyba się jednak pomyliłem. - bardzo jesteś zły? - nie odzywałem się na co zaczęłam mnie prosić o przebaczenie. Miałem ochotę pójść do niego i rzucić mu pierścionek prosto w twarz ale jednak coś mi nie pozwalało tego zrobić i postanowiłem wyjść nie mówiąc gdzie idę. Z hukiem drzwi wyszedłem na dwór jak sądzę Louis pewnie poszedł spytać się Gemmy o co chodzi. Pomimo tego nie wyszedł za mną. Został tam. i to nawet lepiej, chciałem mieć chwilę spokoju na przemyślenie tego. Poszedłem do jakiegoś parku. Nie mam pojęcia jak on się nazywa gdyż nie za często bywam w tamtych rejonach Londynu. W czasie spaceru pomiędzy drzewami tylko myślałem o tym jak on mógł nie powiedzieć. Przekonywał mnie, że ma zaufanie do mnie i mówi mi o wszystkim. Dlaczego mi nie powiedział. Gdyby zrobił to wcześniej nie byłoby takiego zamieszania. Teraz nie wiem co myśleć. Usiadłem na bliską ławeczkę i złapałem się za głowę. Do moich oczu zaczęły napływać łzy. Bardzo tego nie chciałem ale to było zbyt silne. Po chwili zobaczyłem, ze da dół leci słona woda z moich policzków. Jedyne co mnie najbardziej załamywało to to, że on się do tego nie przyznał tylko Gemma. Mogli chociażby to razem powiedzieć ale jednak stchórzył. Moje myśli były zaplątane. W pewnym momencie zdjąłem obrączkę z palca i chciałem ją wrzucić jak najdalej ode mnie. Nie miałem odwagi. bawiłem się w nią długo ale kiedyś bym tego żałował. Musiałem być silny, obiecywałem, że przetrwamy wszystko, że pomimo upadków i ciągłych sprzeczek będziemy razem na wieki. To był ten moment sprawdzający wiem to, ale mimo tego w mojej głowie i tak pojawiały się myśli typu "A co jeśli zrobi to? Zdradzi mnie z własną siostrą! To najgorsze co może być. "
   
  Skarbie przepraszam. Tak bardzo żałuję, że ci nie powiedziałem. Proszę, wróć do domu, nie chcę żeby ci sie coś stało. kocham Cię ~ Tommo

Przeczytałem wiadomość i rozmyślałem co zrobić. Chciałem wrócić ale pewna część mnie tego nie chciała. po parunastu minutach stwierdziłem, że jednak wrócę. Za bardzo go kocham by do nie go nie powrócić. Ale nie wybaczę mu tego od tak. Oczekuję pełnych i racjonalnych wyjaśnień.
-Harry, proszę, nie bądź strasznie zły..- gdy wszedłem do domu zobaczyłem idącego Louis'a w moją stronę ze łzami na twarzy. Przytulił mnie mocno a ja go odepchnąłem.
-Powiedz mi, dlaczego mi nie powiedziałeś? tylko tego oczekuję - powiedziałem stanowczo i udałem się usiąść na kanapie w salonie.
- To długa historia.
-Lou! Nie obchodzi mnie to! Chce wiedzieć wszystko! Mam to gdzieś, masz mi powiedzieć jak to było!- uniosłem głos a w jego oczach pojawił się strach.
- Eeehh To zaczęło sie w szkole aktorskiej. Jak pewnie wiesz nie była to tylko szkoła dla aktorów, można było wybrać także inne kierunki. Ale do rzeczy. Chodziliśmy z Gemmą na zajęcia dodatkowe z angielskiego i tak sie zapoznaliśmy. Później coraz więcej czasu spędzaliśmy razem i tak zostaliśmy parą. Byłeś młody i w ogóle się nie interesowałeś czy ma chłopaka czy nie. Z resztą większość czasu spędzałeś z kolegami czy spałeś czasami u ciotki. Pewnie to pamiętasz - kiwnąłem głową a on dalej opowiadał - byliśmy ze sobą przez długi czas. Kochałem ją i wiedziałem, że to właściwa osoba. Do czasu... - wziął głęboki oddech a mi było go żal. Widziałem, że ciężko mu było o tym mówić więc go złapałem za rękę i słuchałem dalej uważnie - fuuu... do czasu gdy nie poznałem Stana. Był moim najlepszym przyjacielem. Pewnego dnia coś po prostu zaiskrzyło. Leżeliśmy na kanapie, on zaczął głaskać moją dłoń spojrzał w oczy i pocałował. - Lou opowiadał a mi się przypomniał nasz pierwszy pocałunek. Tak doskonale, nie wiem czemu nie zaiskrzyło w tym czasie do końca. Po co tak długo czekałem. Pamiętam jak bardzo tęskniłem gdy odszedł, wtedy wiedziałem że to coś więcej niż przyjaźń. Cieszę się że to przetrwało aż do dziś - I tak się zaczęło. Spędzaliśmy czas razem, byliśmy ukrytą parą. Wtedy wiedziałem, ze jestem bi. Tak bi, nie gejem Hazz. Gemma się o tym dowiedziała i zerwała ze mną. nie miała jakichkolwiek kontaktów ze mną do póki nie zjawiłeś się ty. Szczerze mówiąc nie poznałem cię dopóki nie zobaczyłem Gemmy. Kiedyś nie miałeś tych słodkich loczków, twoje oczy miały raczej odcień niebieski a dołeczki były mniejsze. Nie spodziewałem się, że wyrośniesz na takiego przystojniaka. kończąc nasz temat. Po prostu kiedyś zadzwoniła do mnie i powiedziała, że chce sie spotkać i porozmawiać. Powiedziała, że chce żebym nie zadawał sie z tobą i co kiedyś pomiędzy nami było zniknęło w tajemnicy. ale ja nie umiałem, tak się w tobie zabujałem, że nie chciałem odchodzić. I tak oto jestem z tobą. Kocham Cię i mam nadzieję, że mi wybaczysz. - zrozumiałem. Wiedziałem, że to nie on  tego chciał tylko Gemma. Cieszę się, że powiedział prawdę i mam nadzieję że mnie już nigdy nie okłamie. Porozmawialiśmy o tym jeszcze chwilkę a dlatego, że robiło się późno poszliśmy spać.
Gdy zasypiałem zacząłem rozmyślać po chuj ja pisze ten cały "Larry Stylinson Love Diary" w ogóle o co chodzi? Dlaczego wymyśliłem taką nazwę? Heh to wszystko takie śmieszne. Wiecie ( w ogóle do kogo ja się zwracam? "wiecie"? przecież ja nikomu tego nie pokażę! Jedynie sam to kiedyś przeczytał. Bosz... ciekawe czy ja jestem jakiś opętany czy coś.) gdy to piszę czuję ulgę. Czuję jakbym zwracał sie do kogoś. Czasami czuję jakbym zwracał się do moich rodziców. Wiem, że oni to wszystko widzą ale jednak czuje ulgę gdy się z tego 'wyspowiadam'. Lubię pisac o moich wszystkich uczuciach bo tak na prawdę nie umiem o nich rozmawiać z innymi, nawet Louis'em. Mamo, tato jeśli mnie teraz widzicie, wiedzcie, że was kocham. Wierzę w to, że jesteście ze mną i czujecie sie dumni ze mnie i z mojej miłości. Kocham was bardzo mocno!

PS. tęsknie za wami.





Ok, witam serdecznie. Chciałam przeprosić dlatego iż nie pisałam tutaj długo aczkolwiek mam niemca z wymiany szkolnej i nie mam jak tutaj pisać gdyż musze się nim zajmować. Mam nadzieję że zrozumiecie to :D Mam nadzieję, że się podoba i skomentujecie <3 kocham was pysiaczki!

piątek, 13 września 2013

Rozdział XXV

-Harry! Nie zgadniesz co się stało! Mam pracę - wbiegł szybko do domu i rzucił się z wielkim uśmiechem na mnie.
- Serio? Jejku jak się cieszę! Jaka to praca? - Uścisnąłem go mocno i szeroko uśmiechnąłem.
- Nie jest to jakaś super extra wybitna praca no ale będę sprzedawcą w sklepie. Wiesz... w tym... jak mu tam leciało. Zara! Tak, ten z ubraniami - zaczął wszystko tłumaczyć, ma przyjść do pracy od następnego tygodnia. Bardzo się z tego cieszę. W końcu nie będzie musiał cały dzień siedzieć w domu i czekać do wieczora aż ja się pojawię. No i w końcu przyda nam się jakiś zapasowy grosz. Może zaczniemy odkładać na ślub bo w końcu musi się odbyć. Rozebrał się i pomógł mi wysprzątać mieszkanie.
-Halo? - odebrałem telefon z lekkim zdziwieniem bo nie wiedziałem czyj to numer.
- Hej wujek tutaj Nathan. - wzruszyłem się i bardzo ucieszyłem.
-ojejku kotuś! jak tam u ciebie? bardzo się za tobą stęskniłem. - byłem strasznie zadowolony z tego, że młody do mnie zadzwonił. Chwilkę porozmawialiśmy i zaprosił mnie i Louis'a do siebie. O dziwo Gemma się na to zgodziła. Mówiła, że on bardzo się za nami stęsknił i czasami płakał więc zgodziła się abyśmy tam przyszli. Lou na początku nie chciał, bał się znowu pójść do niej. Wie, że ona go nie akceptuje i nie chce się pogrążać.
- Louis no proszę, chodź ze mną - powiedziałem błagając go. - to tylko z dwie godziny. Tak bardzo tęsknie za Nathanem, prosze chodź ze mną się z nim spotkać. On chciał żebyś ty też tam przyszedł, proszę? - spojrzałem na niego całując go namiętnie w usta. Jak to Lou musiał zacząć. Położył mnie na kanapie i bardzo namiętnie całował. Leżał na mnie i ruszał biodrami do góry i na dół. - e, e, e... jak to zrobimy to pójdziesz?
- hhmmm może - chciał zacząć mnie całować ale ja się odsunąłem.
- Nie to nie, nie idziesz nie ma seksu - wstawałem już z kanapy.
-Dobra już dobra pójdę. - Rzuciłem się na niego i ściągnąłem mu koszulkę. Pieściłem jego ciało i całowałem szyję. Coraz niżej i niżej... nie chciałem na sam początek już brać jego członka no ale tak jakby dał mi taki znak i obniżał moją głowę niżej. Rozpiąłem spodnie i ściągnąłem je wraz z bokserkami. Ale postawiłem jednak na swoim. Rozebrałem go i przewróciłem żebym to ja leżał plecami na kanapie. Zaśmiał się i powiedział "Oj Hazz ty bajerancie ". Także mnie rozebrał i zaczął bawić się moim penisem.Było w prost rewelacyjnie. Kochaliśmy się może z 20 minut. Gdy każdy z nas doszedł poszliśmy pod prysznic się wykąpać i przygotować do wyjścia.
-Hazz jesteś pewny? - złapał mnie za rękę stojąc pod drzwiami mieszkania Gemmy.
- Lou spokojnie, wszystko będzie dobrze, nie bój się. - uspokoiłem go.
- Tak wiem - jego kąciki ust uniosły się w górę i lekko musnął moje wargi. Zapukałem, nawet nie trwało do 5 sekund a Nathan otworzył drzwi i mocno się na mnie rzucił. Zaczął mnie przytulać i mówić jak bardzo cieszy się, że tutaj jestem. Czułem taką radość, że jestem znowu z nim. Tak bardzo sie za nim stęskniłem. Gdy mnie wyściskał poszedł do Louis'a i zrobił to samo. Byłem taki dumny z tego, że on wie o nas, że nas akceptuje a co najważniejsze polubił Tommo. Weszliśmy do środka i przywitałem sie z Gemmą. O dziwo była ona bardzo, ale to bardzo miła. Jej nastawienie do zycia było inne. Na początku nie wiedziałem co jest grane po paru minutach skapnąłem się, że prawdopodobnie nie jest juz z tym swoim gościem. Nie widziałem śladu pustych butelek po alkoholu, wcześniej było ich mnóstwo, nie było szaro od dymu z papierosów i ogółem była świetna atmosfera. Dla pewności spytałem się o to czy jest jeszcze z nim powiedziała, że nie. Ucieszyłem się z tego bo wiem, że to o nastawiał ja przeciwko nam. Louisa' też przywitała bardzo dobrze. Przytuliła go i spytała co u niego. Cieszy mnie to. Po przywitaniu usiedliśmy w sypialni i zaczęliśmy opowiadać wszystko co się działo. Nie chcieliśmy od razu mówić o tym że się zaręczyliśmy więc postanowiliśmy to powiedzieć na sam koniec. Zostawiliśmy z Nathanem na chwilkę Gemmę i Louis'a samych. Myślałem że może po przeprowadzeniu jakiejkolwiek rozmowy bardziej by się poznali. Ja bawiłem się z Nathanem. Mówiłem jak to tęskniłem za nim o to samo. Mówił że w szkole wszystko ok, mama coraz więcej czasu z nim spędza tylko przeszkadza mu to, że nie widuję się z nim. No ale ogólnie to było dobrze. Bawiłem się z nim tak przez co najmniej godzinę dopóki sie nie wykończyłem. Spytałem się go czy pójdzie teraz po wujka Louis'a niech się nim teraz troszkę zajmie. Z chęcią to zrobił.
-I jak tam Harry? Jak ci się żyje? - zaczęliśmy przeprowadzać konwersacje.
- Jest dobrze, a nawet bardzo. Jak u ciebie?
- Lepiej, nie ma już tutaj Justin'a no i ogółem mam coraz lepsze relacje z Nathanem. Lou mówił że sie tutaj przeprowadza, fajnie. Ciesze się z twojego szczęścia młody.
- Tak, to na prawdę świetna informacja. Będziemy blisko siebie, nie będziemy musieli martwić się o dojazd ani nic z tych rzeczy. Jest na prawdę dobrze. - po krótkiej przerwie Gemma zaczęła mnie przepraszać.
-Słuchaj, przepraszam za wszystko. Za to, że cię opuściłam gdy mnie potrzebowałeś, za to, że nie zajmowałam się Nathanem, że nie akceptowałam twojego związku. Tak bardzo mi przykro. Nath mi opowiedział co przechodziłeś. Mówił, że nawet on rozumie to że jesteście parą. Że jesteście normalni tak jak mama z tatą byli. Na pewno byli by z ciebie dumni Harry, na pewno. - mówiła ze łzami w oczach a ja jej uważnie słuchałem. Tak się cieszyłem że w końcu to zauważyła.
- Dziękuję siostra, to na prawdę wiele dla mnie znaczy. - chwyciłem ją za dłoń i wtedy zobaczyła mój pierścionek. - wiem, pewnie to ci sie będzie wydawało dziwne ale Lou mi się oświadczył. Zgodziłem się. - uśmiechnąłem się nie pewnie bo nie wiedziałem co odpowie. Lecz po chwili ona rzuciła się  na mnie z wielkim usmiechem.
- Tak bardzo się cieszę! Boże Harry, jestem z ciebie na prawdę dumna. - popłakała sie a ja zrobiłem to samo. Zaczęła wypytywać o wszystko a ja tylko odpowiadałem ze nie wiem. haha bo na prawdę nic nie wiedziałem. Cieszyłem sie z tego że ona się cieszy. Opanowaliśmy się z emocji i zawołaliśmy chłopaków do kuchni. Lou usiadł koło mnie a ja chwyciłem go za rękę. Bardzo się zdziwił. Mówiłem mu wcześniej, zebyśmy nie robili codziennych rzeczy przy Gemmie no a teraz trzymam go publicznie za rękę. Bardzo się z tego ucieszył. Powiedziałem ze ona już wie o zaręczynach i poinformowaliśmy o tym Nathan'a. Również się ucieszył. To jest wielka duma dla mnie widząc jak taki młody chłopak rozumie homoseksualistów. Jestem z niego na prawdę zadowolony. Czasami czuję takie coś, że to po części jest mój syn. W końcu ja go wychowywałem przez długi czas, przyzwyczailiśmy się do siebie. Bardzo mi go teraz brakuje. Ale sądzę, że gdy jesteśmy już w zgodzie będziemy sie widywać regularnie. Siostra zrobiła nam kolacje przy której rozmawialiśmy o nas, o mnie i Louis'e.
- Jak to się stało, że zakochałem się w Harry'm? to proste, na samym początku gdy poznaliśmy sie na koncercie wiedziałem, że to miły gość. Zapoznałem się z nim i zacząłem spędzać z nim więcej czasu. Coraz bardziej sie zapoznawaliśmy aż doszedłem do takiego momentu gdzie powiedziałem sobie " Louis co ty? Tyle czasu z nim spędzasz, przecież nie znasz go do końca. Ale cholera, ma coś w sobie. Ma to czego potrzebuje. Wiem, że zaprzyjaźnimy sie na pewno. Chyba się w nim  zakochałem. Tyle o nim myślę, po prostu on jest perfekcyjny. Ale nie mogę zgłupieć! Przeciez on nie jest gejem" no i tak aż do dnia gdy go pierwszy raz pocałowałem. Czułem tą potrzebę, musiałem to zrobić chociaż wiedziałem jakie są konsekwencje. No i tak do dziś, było wiele upadków lecz nie chciałem sie poddawać. Kocham go i wiem, że on mnie też. - mówił zaciskając mi dłoń i patrząc mi w oczy. Po tych słowach byłem pewny, że mnie kocha i że ja go też. Pocałowałem go namiętnie w usta.
- dziękuję skarbie, ja ciebie też - odpowiedziałem z dumą. Po chwili Nath spytał się czy moze znowu porwać Louis'a do zabawy bo nie skoczyli jakieś gry. Poszli się bawić.
- Harry, to co mówił Lou było piękne. Wiedziałam, że sie kochacie ale nie że aż tak. Mówcie o sobie tak prawdziwie, cieszę się że jesteście razem. - wzięła wielki oddech - Wiesz... pomyślałam, że jeśli już się zaręczyliście to powinniście o sobie wiedzieć wszystko.
- Nie rozumiem.. - powiedziałem z zażenowaniem bo nie miałem pojęcia o co jej chodzi.
- Harry, my się już znaliśmy z Louis'em wcześniej - poczułem sie oszukany w środku i nagle zesmutniałem - słuchaj.. byliśmy kiedyś parą, ale to wszystko się skończyło gdy poznał jakiegoś kolesia i się z nim przespał. - nie mogłem uwierzyć w to co ona powiedziała.



Witam was serdecznie. Mam nadzieję ze sie podoba :D
zapraszam do komentowania <3
btw. HAPPY B-DAY NIALLER!!!!

wtorek, 3 września 2013

Rozdział XXIV

- Witaj skarbie - otarłem oczy i zobaczyłem Louis'a leżącego nade mną.
- Dobry kochanie - pocałowaliśmy się namiętnie. Spojrzałem na zegarek "12". Byłem w lekkim szoku że jest już 12 no ale przynajmniej się wyspałem. - serio ze mną zostaniesz? Nie kłamiesz mnie?
- Nie Hazz, mówię prawdę. Czuje, że to jest prawidłowy wybór. Pragnę tego żeby być z tobą a jakaś głupia praca nie stanie nam na drodze. Kocham cię i dobrze o tym wiesz, tak bardzo się cieszę - szeroko sie uśmiechnęliśmy a Lou objął mnie swoimi ramionami.
- Dziękuję kotek, tak bardzo jestem z tego zadowolony - leżeliśmy jeszcze chwilę wtuleni w siebie. Później On położył się na plecach a ja na jego klatce piersiowej głowę. Dałem rękę blisko oczu, wpatrywałem się w pierścionek, który mi podarował i właśnie w tej chwili uświadomiłem sobie, że już na pewno spędzę z nim resztę życia. To jest ta osoba. Mężczyzna, który zawładną moim sercem, duszą, umysłem i mną całym. To jest zakochanie, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Gdy patrzy na mnie tym swoim zniewalającym, niebiańskim spojrzeniem czuję się tak wspaniale ale nie komfortowo. Jego wzrok powala na kolana a jak patrzy się na mnie wiem, że myśli o mnie a to uczucie jest strasznie dziwaczne. Uśmiech - to jest rzecz bez której nie umiem żyć. Jego 'banan na twarzy' po postu powoduje u mnie to samo a gdy wiem, że cieszy się z czegoś co ja dokonałem jeszcze bardziej jestem szczęśliwy. Jego dotyk... to jest jedyne czego dosłownie nie umiem opisać. Wiem, że czuję ciarki na całym ciele a w głębi zadowolenie. On ma takie delikatne dłonie a gdy pieśni mnie nimi czuję się jak w siódmym niebie. Seks no to mam tylko jedno słowo "AAWW". Gdy kocham się z nim mam z tego wielką satysfakcje po pierwsze wiem, że on jest wtedy zadowolony a druga rzecz to to że my uprawiamy miłość. Robimy to wszystko z miłości. Te czułe pocałunki, dotyki, orgazmy..... kocham to. Jego łzy ranią mnie bardziej niż cokolwiek innego na świecie. Czasami jak widze gdy płaczę mam ochotę wziąć jakąkolwiek ostrą rzecz i wbić ją sobie głęboko w ciało. Czuję, że to po części jest moja wina a nie umiem przeboleć tego, że powoduję smutek u mojej kochanej osoby. Dlatego zawsze gdy widze jak płaczę momentalnie podchodzę i pocieszam go. Nie umiem patrzeć na to, że słona woda wylewa się z jego wspaniałych ocząt. Najgorsze uczucie na świecie. Jego słowa... to one motywują mnie do dalszego funkcjonowania. To one dają mi inspiracje do życia. "Kocham cię skarbie, nie wiem co bym bez ciebie zrobił, dajesz mi natchnienie w życiu, chce spędzić z tobą reszte życia......" jakkolwiek nie byłbym smutny jeśli Tommo mi powie, że mnie kocha w 50% mam już lepszy humor. Nie da sie wtedy nie uśmiechnąć. Tak, pewnie. Kłócimy się i to dość często no ale chyba każdy może nas zrozumieć. Pomimo tego, że mu powiedziałem, że nie chce go już więcej widzieć, ze ma odejść on dalej przy mnie jest. Dalej siedzi codziennie ze mną i słucha jak marudzę jak to źle było w pracy. Mam tylko go, on jest przy mnie w każdej chwili. Nie ważne czy mam zły humor czy dobry jest przy mnie a to się liczy. Kocham go cały sercem i nie pozwolę odejść.
Po południu zaczęliśmy rozmawiać jak to będzie wyglądało. Stwierdziliśmy, że na samym początku ustalimy gdzie będziemy mieszkać. Postanowiliśmy, że u Tomlinson'a. On ma dom niedaleko stąd, jest większy no a nam się przyda troszkę wolnego placu. W najbliższym czasie pojedziemy po jego rzeczy i przeprowadzimy się tam. No ale chyba poczekamy jeszcze z dwa tygodnie na znalezienie mu pracy i przywiezienie wszystkich rzeczy. Właśnie praca, to jest kolejna rzecz, którą musimy załatwić. Niestety u mnie w piekarni nie ma wolnego stanowiska. Poszukamy gdzie indziej. Na pewno coś się znajdzie przecież to Londyn. A jeśli nie to będzie niestety musiał jeździć poza miasto. No ale ma auto więc nie będzie jakiegoś ogromnego problemu.
- Harry... słuchaj myślałem o naszym związku.. - zaczął troszkę poważniejszą rozmowę.
- Tak, słucham? - przeczuwałem, że powie coś o tym no ale dałem mu skończyć. Lekki uśmiech pojawił sie na mojej twarzy.
- Powinniśmy wszystkim o tym powiedzieć no i wziąć ślub. Pewnie pomyślisz że to idiotyczne no ale ja tego potrzebuję, proszę. - złapał mnie za rękę i głęboko spojrzał w oczy.
-Kotuś, nie zrozum mnie źle. Hmmm wiesz sądze że to za wcześnie. Kocham cię i na pewno weźmiemy ten ślub ale nie teraz. Ja mam dopiero 19 lat a ty 22 skończysz w grudniu. Mamy kupe czasu. Nie martw się ok? - spuścił wzrok na dół - popatrz na mnie, rozumiesz? Kocham cię ale to za wcześnie. Oczywiście możemy powiedzieć wszystkim ale ze ślubem poczekamy? Nie obawiaj się na pewno sie odbędzie... - Patrzał na mnie, uśmiechnął się i namiętnie pocałował w usta.
- Ok, poczekam. Na ciebie warto czekać Styles.


Witam, mam nadzieję, że się podoba. Zachęcam do komentowania i ewentualnie krytykowania :) spokojnie, zniosę krytykę. A i przepraszam, że tak nie regularnie dodaję nowe rozdziały ale jest te rozpoczęcie roku i sami rozumiecie... eehhh a i btw. powodzenia w szkole! Ja nadal nie umiem uwierzyć że do niej już chodze ugh.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział XXIII

         Trzymałem jego rękę mówiąc "Proszę, obudź się. Obiecuję, zaczniemy wszystko od nowa. Będziemy szczęśliwi, przysięgam". Czekałem aż się wybudzi ale po trzech godzinach dalej leżał i się nie ruszał. Poszedłem do ubikacji a gdy wróciłem zobaczyłem pielęgniarkę i wybudzonego Louis'a.
-proszę wyjść - powiedziała a Lou spojrzał się na mnie z lekkim uśmiechem a ja odwzajemniłem ruch. Po jakiś piętnastu minutach wszedłem do środka.
-Hej kotek - usiadłem i przywitałem się.
- Przepraszam my się znamy? - serce stanęło mi w gardle. Nie umiałem oddychać pomyślałem "Że co kuźwa? 'Czy my się znamy'? Tommo błagam nie rób mi tego"
- Przepraszam, że co? Serio mnie nie pamiętasz? To ja Harry. - spojrzał na mnie jakby nie wiedział i co chodzi.
- Ummm no nie za bardzo. Możesz mi przypomnieć? - łzy pojawiły się w moich oczach aż nagle spłynęły w dół. Nie mogłem uwierzyć, że mnie nie pamięta. Lekarz powiedział, że to lekki upadek. Nie może od tak mnie kłamać. Wstałem i wyszedłem z pokoju. Musiałem oswoić się z faktem, że mnie nie pamięta. Gdy zamknąłem drzwi usłyszałem jak krzyczy "Hazz". Szybko wróciłem do niego. - Hej, nie płacz kotek. Pamiętam cię. Nie martw się. - zaśmiał się lekko.
- Boże głupku. Nie strasz mnie. - pocałowałem go w usta.
- "Wszystko zaczniemy od nowa" to chciałem zacząć. No ale stwierdziłem, że teraz będzie wszystko okay. - Głośno się zaśmiałem i zaczęliśmy o nas rozmawiać.To nie była jakaś tam konkretna rozmowa tylko tak sobie rozmawialiśmy. Stwierdziłem, że jak na razie dam mu spokój z tym mieszkaniem u mnie. Jeśli wyjdzie w najbliższym czasie  ze szpitala wtedy porozmawiamy. Po godzinie przyszła Darcy. Zaczęła sie wypytywać o wszystko. Była troszkę zdenerwowana i zakłopotana ale doprowadziliśmy ją do ładu.
Minął tydzień. Jak na razie Louis mieszka u mnie. Znaczy to nie jest nic ustalone. po prostu miał jeszcze te pare dni wolnego więc został u mnie. Nie robiliśmy głupich rzeczy bo ma tą nogę w gipsie ale takie rzeczy jak romantyczne kolacje jak najbardziej przeszły. Wcześniej dzwonił do swojego szefa i dostał kolejne dwa tygodnie chorobowego. Dlatego że miał ten gips nie mógł iść do pracy więc wyszło nam to na dobre. Ale już po kolejnym tygodniu ściągnęli mu go. Męczył się z nim dwa tygodnie ale noga szybko wyzdrowiała. Nie było większego problemu z zajęciem się nim. Z Nathanem się nie widziałem. Rozpoczęcie roku szkolnego już było. Teraz nie mamy w ogóle czasu dla siebie. Z resztą Gemma pewnie mu się zabroniła ze mną widywać. Gdy Lou był u mnie przez tę resztę wolnego ja chodziłem do pracy. Siedział sam w domu podczas gdy ja zapierdzielałem w pracy. Miło nam ten czas minął. On zajmował się domem, gotował, sprzątał itp. a ja chodziłem do pracy, wracałem po szesnastej a później spędzaliśmy czas razem. Ostatnia noc jego u mnie. Nie rozmawiałem z nim o tym żeby został. Dlaczego? dlatego ponieważ powiedział "nie". Nie chce się narzucać. Myślałem, że może sam zmieni zdanie. Wiem, że pewnie będzie mi trudno ale musze to jakoś przeboleć.
Gdy przyszedłem z pracy Louis był pięknie ubrany. Czarne rurki, koszula, marynarka, krawat..... cudownie. Wszedłem do środka a tam naszykowany stół ze świecami, kolacja, świeczki. Było na prawdę fantastycznie. Śmialiśmy się, wydurnialiśmy ale też poważnie rozmawialiśmy.
- Harry... - spojrzał na mnie tak prawdziwie. Tak zakochanie, nigdy tego nie zapomnę. Wyciągnął małe pudełeczko z marynarki. Moja twarz miała na sobie uśmiech od ucha do ucha. - Słuchaj, wiesz jak bardzo cię kocham a ja wiem jak ty mnie... Nie mogę dłużej żyć w niepewności. Wiem, że tego razem chcemy. I ty i ja. Tu jest pierścionek, możemy uznać że jest on zaręczynowy. Tak bardzo cię kocham i chcę spędzić z tobą resztę życia. Wiem, że pewnie uznasz że jestem szalony ale... ale nigdy wcześniej nie czułem tego uczucia. Pomimo tych naszych prawie codziennych sprzeczek wiem, że jesteśmy stworzeni dla siebie. Codziennie patrzę na ciebie i widzę moją inspirację w życiu, coś do czego chcę dążyć i spędzić resztę moich lat. Przyjmiesz go na znak naszej miłości? Błagam... - podszedł do mnie i otworzył pudełeczko. Spojrzał z niepewnością a ja bez zastanowienia rzuciłem sie na niego i rozpłakałem.
- Boże.. jak ja bardzo cię kocham. Tak mocno, nawet sobie tego nie wyobrażasz. - Tego uczucia nie da się opisać. Nie wiem jak to powiedzieć ale czuje takie wielkie motyle w brzuchu.Na jego widok mam ochotę żyć. Po prostu napełniamy się wzajemnie. Zaczęliśmy sie całować. Wskoczył mi na biodra i poszliśmy do sypialni. Rzuciłem go na łózko i ściągnąłem koszulkę. "Brakowało mi tego" szepnął mi do ucha i usiadł okrakiem na mnie. Zaczął się rozbierać i ja także. Gdy byliśmy już nadzy schodził niżej i wziął mojego członka do ust. Nie myślałem o nic. Po prostu wiedziałem, że tego chce. Chce spędzić z nim resztę mojego życia. On jest tą osobą, która daje mi szczęście w życiu, która powoduje że mam uśmiech na twarzy i chęci do życia. To on jest codziennie przy mnie i pociesza mnie. Pomimo tych sprzeczek kocham go całym sercem. Każdy związek tak ma. Wiem, że mam dopiero 19 lat i całe moje życie jest przede mną ale to jest ten człowiek. Nie chce nikogo innego. Wiem, ze pewnie nie zostaniemy zaakceptowani ale nie interesuje mnie to. Chce mieć z nim ślub. To jest to czego pragnę, to do czego będę teraz dążył. Uprawialiśmy miłość bardzo namiętnie. Pierwszy raz tak długo i tak emocjonalnie. Dosłownie zaczęliśmy około godziny 22 a skończyliśmy około 6 rano. Było fantastycznie. Gdy Louis ostatnio raz doszedł, położyliśmy się.
- Kochanie, zostanę z tobą już na zawsze. Rzucam pracę i wprowadzam się do ciebie. - powiedział z zaangażowaniem. Spojrzałem głębokim wzrokiem na niego i szeroko uśmiechnąłem.
-Tak bardzo dziękuję. - pocałowałem go mocno i poszliśmy spać.





Witam was serdecznie :D To tyle jak na dziś i przepraszam, że ostatnio tak mało dodaję ale jest początek roku, mi sie zaczęły treningi z siatkówki i mam coraz mniej czasu na blogi ;// Licze że się podoba i czekam na komentarze <3
Aha.. i chciałam was zaprosić na mojego innego bloga o moim zespole. Mam nadzieję że się spodoba x http://rednails69.blogspot.com/

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział XXII

-Harry? - za zakrętu dobiegał głos Tomlinson'a. Sądziłem, że to koniec, że już ma mnie dość. Szczerze? Nie dziwiłbym mu się. Zawsze to ja wszystko pierdole. Zawsze ja wracam i to zawsze ja za wszystko przepraszam. Nikt nie umie ze mną wytrzymać. Myślałem, że mnie opuści. W tak trudnej chwili w moim życiu. A jednak, poszedł za mną. Wrócił po mnie. Tak bardzo się cieszę, że jednak mu zależy na mnie.
Stałem chwilę w miejscu aż nagle usłyszałem duży huk. Przestraszyłem się.
- Louis? - biegłem jak najszybciej w stronę jego domu. Najgorsze myśli pałętały się po mojej głowie. Zauważyłem dwa auta, był wypadek. Wielka panika, ludzie zbierali się wokół patrząc co się stało. Wyciągali ciała z samochodów. Nie był to mały wypadek. - Louis? Louis! - krzyczałem bo wiedziałem, że wyszedł na dwór ale go nie widziałem. Rozglądałem się wszędzie nie widziałem go. Podszedłem bliżej zdarzenia. Krzyczałem nie widziałem go. Moje myśli to był jeden wielki koszmar. Nie umiałem go znaleźć. Trzymałem się za głowę patrząc na część wypadku. Ludzie wszystko zasłaniali. Ja się bałem, nie wiedziałem co zrobić. Szybko przebiegłem na drugą stronę ulicy. Widziałem jak ktoś zbiera go z ulicy. - Louis! - szybko podbiegłem. Był cały brudny a jego noga nie wyglądała najlepiej. Wziąłem go na ręce i podziękowałem tamtej osobie.
-Hazz tak bardzo przepraszam, wyszedłem żeby pójść za tobą, wybiegłam na ulicę i... - był wykończony. Byłem cały zapłakany. Ktoś zadzwonił po pogotowie. Usiadłem na ziemi i trzymałem go na kolanach - tak bardzo przepraszam - zamykał oczy a z moich leciały łzy. - mam dość, nie czuję się dobrze.
-Tommo słuchaj mnie. Popatrz na mnie. Wiesz, że wszystko będzie dobrze tak? Rozumiesz? wiem, że tak. Pamiętaj że musimy jeszcze do wesołego miasteczka jechać. Pamiętasz jak było fajnie? - zyskiwałem na czasie opowiadając mu różne rzeczy. Karetka nie przyjeżdżała, była policja ale ani śladu lekarzy.
- Harry.. - zaczął mówić zamykając oczy - wiem, że będziesz zły ale... - robił głębokie wdechy i wydechy - kiedyś bawiłem się twoim telefonem.... byłeś tam. Na filmiku, śpiewałeś jakąś piosenkę. Możesz mi zaśpiewać. Proszę? poczułbym się wtedy lepiej  i to bardzo - jego głowa cały czas wypadała mi z dłoni. Zgodziłem się, jeśli to miało mu pomóc mogłem zaśpiewać.
- Don't let me...don't let me... don't let me go couse i'm tired of feeling alone - śpiewałem po cichutku do jego ucha mając nadzieje, że jak najszybciej przyjadą lekarze. Śpiewałem dalej aż nagle przyjechała karetka. Zabrali go, nie pozwolili mi jechać z nim. Głos syren, płacz rodzin ludzi z wypadku, krzyki innych, i ten cały szum..... zatracałem sie w widoku małego wozu, który oddalał się coraz bardziej i bardziej aż nagle zniknął.
Nigdy bym się tego nie spodziewał. Byliśmy tacy szczęśliwi a teraz co? Louis ma wypadek przez naszą głupotę. Nie pozwolę mu odejść, nie teraz. Za żadne skarby. Zrobię wszystko co w mojej mocy by dalej był szczęśliwy. Oddam wszystko za niego. Nie ważne jaka będzie cena tego ja to zrobię. Tak bardzo mi na nim zależy. Moje serce jest w rozsypce. Nie wiem co się dzieje. To tylko jeden głupi dzień a tak mi zrujnował życie. Ale ja się nie poddam, nie tak łatwo i bez walki. Uratuję go i nasz związek. Nawet gdyby miało by to kosztować moje życie.
Policjant poprosił mnie żebym sie odsunął od miejsca wypadku. Ja zakłopotany poszedłem do domu Louis'a. Usiadłem na fotelu i zacząłem mówić sam do siebie. "Boże Harry, coś ty narobił? To była głupia sprzeczka o coś. Mogłeś go puścić, a nie przetrzymywać dlatego że nie chcesz być sam. Ty jebany samolubie. Patrz co teraz narobiłeś! Jedź do niego! Przysięgam... jeśli cos mu się przez to stanie i nie wyjdzie z tego zabije się." Wstałem, poszukałem kluczy i szybko pojechałem do szpitala.
-Dzień dobry, Louis Tomlinson? która sala?
-A pan to kto?
-Jego bliski przyjaciel.
-2 piętro. Poczeka Pan tam chwilę bo ma prześwietlenie. Jak lekarz wyjdzie wtedy można się spytać co mu jest. Pokój 216. - podziękowałem i udałem się na góre. Usiadłem na krzesło i czekałem z niecierpliwością. Nie wiedziałem co myśleć. Czekałem zalany łzami. "A co jeśli z tego nie wyjdzie? Co ja wtedy zrobię? Stracę go na zawsze. Nie mogę tak myśleć! Proszę Panie Boże niech on wyjdzie z tego, nie chce aby on już do ciebie odszedł. Ja go potrzebuję tutaj na ziemi. Potrzebuję go bo się gubię. Wiem, że napotkałeś nas ponieważ miałeś jakiś plan. Proszę nie psuj nam tego, my po prostu chcemy być razem szczęśliwi. Nie zabieraj mi go, błagam. Nie dziś, nie w takiej sytuacji. " nie umiałem się z tym pogodzić. Usłyszałem otwieranie drzwi. Zobaczyłem lekarza.
-Przepraszam panie doktorze. Nazywam się Harry Styles, jestem bardzo bliskim przyjacielem Louis'a moge się dowiedzieć co mu jest?
- Przepraszam Panie Styles ale takie rzeczy są chronione. Mogę powiedzieć to tylko jego rodzinie i to pod jego zgodą.
-Czy pan serio mówi? Widzi pan kogoś ze mną? Nie! Louis nie ma bliskiej rodziny, jestem sam. My jesteśmy sami. Nie ma nikogo innego niż mnie więc gadaj pan co mu jest - Zdenerwowałem się unosząc głos na lekarza a wszyscy się na mnie dziwnie patrzeli.
-Ok, tak więc nie ma szczególnego urazu. Teraz jest nie przytomny ale to tylko przez szok. Za niedługo się wybudzi. Ma złamaną nogę. Dokładnie kolano, przez jakiś czas będzie miał gips. Mam nadzieję że zajmie się pan nim, panie Styles.
- A mogę do niego wejść?
-Tak, tyle, ze będzie musiał pan poczekać. Dopiero wybudzi się za jakieś dwie, trzy godziny. Może nawet później. Dla niego to wielki szok, niczego się nie spodziewał. Proszę wejść ale po cichu.
-Dziękuję - wszedłem do środka. Zauważyłem go leżącego na łóżku. Miał ten cały sprzęt przyczepiony. Usiadłem na krzesło obok niego. Wziąłem do ręki jego dłoń i wtuliłem się w nią. Najgorszy był dźwięk tego całego ujstrojstwa. "Piip, piiiiiip, piiiip...." Chciałem to wyłączyć, nie znoszę tego dźwięku od kiedy mój tato zmarł. Była podobna sytuacja, siedziałem w szpitalu trzymając jego dłoń aż nagle "piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii......" . Nagle znalazło się w pokoju dziesięć tysięcy ludzi, mnie stamtąd wyrzucili aż nagle odszedł. Odszedł i nie wrócił. Nigdy już nie wróci. Dlatego nienawidzę szpitali, boję się tego, że to może się powtórzyć. Nie chce żeby tak się stało z Tommo. Potrzebuję go tutaj, on nie może odejść. Nie teraz, nie gdy ja jestem z nim i go potrzebuje. On dopiero zaczyna życie. Dopiero poznał mnie i zaczyna czuć że żyje. Nie może teraz odejść, ja na to na pewno nie pozwolę.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział XXI

         Siedziałem ze łzami w zamkniętym pokoju w kącie. Nic mnie już nie mogło pocieszyć. Nathan odszedł i znając Gemmę już nie będę się z nim często widywał. Taki mały chłopczyk a tak zmienił moje życie. Zawsze myślałem że nie dorosnę do takich rzeczy. Ja? Z dziećmi? Proszę was.... a jednak. On zmienił całkowicie moje życie. Mam lepsze spostrzeżenie na świat a dzięki niemu mam Louis'a. Gdyby nie on nie wróciłbym do niego. Nie miałbym tyle odwagi. A Tommo? Nie wiem co z nim. Teraz gdy nie ma Natha ze mną mam tylko jego, właściwie miałbym gdyby nie to że nie chce ze mną zostać. Jeśli on tego nie chce to ja się poddaję. On wyjedzie i co mi z tego? Będziemy się widywać raz na miesiąc? Heh nie. To jest zbyt trudne a ja nie chce przez to przechodzić. Załamię się psychicznie. Potrzebuję pomocy, współczucia i ciepła. On mi najwidoczniej nie chce tego dać.
-Hazz? - usłyszałem pukanie do drzwi i głos Louis'a.
-Idź stąd! Nie chce cię już widzieć! - emocje mnie poniosły. Nie wiedziałem co powiedzieć za bardzo mnie bolał fakt że go już nie będzie. Pewnie go zabolały te słowa.
-Harry, wysłuchaj mnie proszę.. dobrze wiesz, że nie mogę zostać. Ja nie mam tu pracy a dom.. - otworzyłem drzwi, spojrzał się na mnie we łzach - tak bardzo mi przykro.
- Serio ci kurwa przykro? Gdybyś tylko chciał, gdybyś miał odrobinę chęci. Zostałbyś tutaj. A to że nie masz jebanej pracy to nie jest żaden argument. Mówiłem ci! Nie jestem aż taki biedy żeby nie utrzymać nas! A dom? Po pierwsze masz tutaj swój dom a po drugie możesz przecież ze mną zamieszkać? Ale co? Ty nie chcesz! Ja dłużej tego nie zniosę, wynoś się! - krzyczałem poniesiony emocjami. Jedyne co widziałem to ból na jego twarzy. Otwarte usta, twarz we łzach i uniesiony wzrok na moje oczy. Oddech nie umiał mu się wyregulować w ciszy słyszałem jak jego serce bije. Miałem ochotę go przytulić, pocałować ale nie umiałem. Ten fakt że sobie odchodzi sprawiał za duży ból.
-Harry ja... - nie dałem mu dokończyć i krzyknąłem "No co?" wtedy tego pożałowałem. Spojrzał na mnie w takich łzach że aż moje całe serce się rozpadło na kawałeczki. Wziął głęboki oddech, zagryzł wargę i szybko wybiegł z domu. Nie miałem pojęcia co zrobić. Po tym jak usłyszałem trzask drzwi pobiegłem szybko za nim. Biegł szybko, nie umiałem go dogonić. Zgubiłem go. Musiałem stanąć na pasach bo auta jechały jak szalone i możliwe że by mi się coś stało. Widziałem jak się oddalał, spojrzał na mnie z żalem i spuszczonym wzrokiem i biegł dalej. Chwilę później juz go prawie nie widziałem. Mogłem biec i tak też zrobiłem. Nie wiedziałem gdzie pobiegł bo skręcił a ja nie wiedziałem gdzie. Po chwili namyślenia Spostrzegłem się w tą stronę jest jego dom i pewnie tam pobiegł. Szybko przypomniałem sobie gdzie dokładnie mieszkał i poszedłem tam. Chwyciłem klamkę ale było zamknięte.
- Louis wiem ze tam jesteś! Nie oszukasz mnie. Proszę cię otwórz. - zacząłem wydzierać się i pukać po drzwiach. Przechodzący ludzie patrzeli się na mnie jak na debila. Ale miałem na to szczerze wyjebane. - Kotek otwórz! Błagam cię. - 5 minut później, nadal nie otworzył. Usiadłem sobie oparty o drzwi i czekałem na cud. Nie chciałem go opuścić. Wiedziałem że popełniłem błąd i chciałem go naprawić. Kolejne minuty, nic. Nawet nie dał znaku życia. Spojrzałem na tatuaż. Przypomniał mi się ten dzień. To jacy byliśmy szczęśliwi gdy wróciliśmy do siebie. Czekałem tak samo jak dzisiaj. Pod jego domem i sam. Zdałem sobie sprawę że tylko ja zawsze winie bo ja przychodzę i przepraszam. Tak bardzo mi wstyd. Wgapiałem się w "Hi" i cierpiałem. Bałem się, że już nigdy do mnie nie wróci. Wstałem i głośno krzyknąłem. On nie chciał otworzyć. "Jeśli kogoś kochasz daj mu prawo wyboru" pomyślałem że Lou wybrał samotność. Otarłem twarz o koszulkę i oddalałem się od jego domu.





Cześć wam, przepraszam, ze taki smutas ale nie mam nastroju. Nie wiem, może za bardzo przejęłam się tą sprawą z LarryShippers (może słyszeliście). No nic, mam nadzieję że pomimo tego się podoba. Zachęcam do komentowania (bardzo podnosi na duchu :D ) .

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział XX

          Kolejne dni były bardzo podobne do  poprzednich. Zwiedzaliśmy trochę Wielką Brytanie. Największy problem stanowił dla mnie Nathan. Codziennie próbowałem mu wszystko wytłumaczyć. Jak to jest, że się kochamy, dlaczego dwaj mężczyźni mogą być razem, czemu ja się jeszcze tego wstydzę. To jest strasznie trudne do wytłumaczenia 9-latkowi, który praktycznie jeszcze nic nie wie o życiu. Ok, może przeszedł już trochę ale tego jeszcze pojąć nie umie. Dlatego czułem się bardzo nie komfortowo przy nim.
Wiem, to on mi pomógł wrócić do Louis'a i mówił że rozumie i że wszystko będzie dobrze. Ale kurde... to nie jest takie łatwe. "Harry, masz mi przywieść do jutra Nathana. On do mnie wraca i nie interesuje mnie co o tym myślisz" Tak, Gemma zadzwoniła. Płacz, moje życie w połowie legło w gruzach. Wiem, ze jak go jej oddam nie będę taki sam. On jest częścią mojego życia, nie chce jej tracić. Wiem, ze jak jej go dam nie będzie pozwalała mi się z nim widywać. Dlaczego? tak właśnie. Jakimś cudem dowiedziała się że jestem z Louis'em. "Nie życzę sobie żeby Nathan przebywał koło dwóch ciot. On nie jest taki i nigdy nie będzie" jej okrutne słowa. Mówiła to na początku a ja ją zapewniałem że tak nie będzie. I co? Jednak miała racje że będę z Tommo.Nie miałem pojęcia ze to wszystko się tak potoczy.
Próbowałem jakoś wytłumaczyć do Gemmię, spróbować przekonać że u nas mu dobrze, że nic mu się nie stanie. Ale ona nie uległa. Nie chce go zostawić u mnie a jutro już Nath musi być u niej. Tak bardzo mnie to boli. Położyliśmy się wcześnie spać żebyśmy jutro byli wypoczęci.
-Hazz kochanie, prosze cię. Nie smuć się. Przysięgam, wszystko będzie dobrze? Sluchasz mnie? - przytulił  mnie mocno leżąc na łóżku a ja płakałem. Nie chce go stracić.
-Lou, dziękuję ale ja nie umiem się uśmiechnąć. To za bardzo boli.
-A mnie bolą twoje łzy. Pojedziemy tam jutro i zobaczymy co da się zrobić. Wszystko będzie dobrze, obiecuję. - namiętnie zaczął mnie całować. - dobranoc skarbie.
- dobranoc, kocham cię - uśmiechnął się podarował kolejny pocałunek i szepnął do ucha "ja ciebie też, najbardziej na świecie".  Zasypiałem z nadzieją, że jutrzejszy dzień nigdy nie nadejdzie. Ale oczywiście jak na złość nawet nie wiem kiedy zasnąłem a już był poranek. Wstałem jako pierwszy, ubrałem się i spakowałem swoje rzeczy. Już nie wrócę tutaj przez ten tydzień. Musze to jakoś ogarnąć, mam nadzieję że Louis mi w tym wszystkim pomoże i będzie ze mną pomimo tego wszystkiego. 30 minut później reszta wstała. Widac ze nie mieli zbyt wesołego humoru lecz próbowali to ukryć. Po Nathanie było widać że nie chce jechać do domu. Rozmawiałem z nim o tym i sam mi powiedział, że nie chce tam jechać. Ale to jest jego matka, ja nie mam uprawnień do tego żeby go zatrzymać u siebie. Jeśli Gemma mówi że mam jej go oddać to tak muszę zrobić.
 7 godzin później, "Londyn".
Poszliśmy do mnie do domu. Spakowałem wszystkie rzeczy Nathana porozmawialiśmy chwilę i wyszliśmy z domu. W między czasie podziękowałem Darcy i zaprowadziliśmy ją do domu. Lou bał się wejść do Gemmy domu. Nie miał zbyt dużo odwagi by stanąć jej twarzą w twarz. Ale przekonałem go. Powiedziałem "Lou kochanie, przejdziemy przez to razem ok? Ja przezwyciężyłem swój strach przed ludźmi teraz ty zrób to dla mnie. Wejdźmy tam normalnie nie wstydźmy się siebie" on szeroko się uśmiechnął, uścisnął mocno dłoń a ja Nathana i weszliśmy do środka. Gemma patrzała się przez chwilę na nas a my braliśmy tylko głębokie oddechy. Nath pobiegł szybko do niej i mocno przytulił. Było widać że tęsknił za nią. Wymienili pare zdań i chłopak poszedł sobie.
-Hej - powiedziałem wahając się.
- Cześć, dziękuję że go przyprowadziłeś. Do zobaczenia. - powiedziała tych pare słów patrząc się z żalem na mnie i na Louis'a. Teraz w tej chwili uświadomiłem sobie że już nie będzie tego malca koło mnie. Nie będzie mnie budził rano chcąc się bawić czy kusić na wyjście na miasto. Nie będę słyszał jego śmiechu codziennie i nie będę czuł radości jaką mi dawał i okazywał. Rozpłakałem się i przytuliłem mocno Louis'a. Wyszliśmy z domu i schodziliśmy po klatce schodowej. Tommo próbował mnie pocieszyć ale nic to nie dawało. Część mojego życia odeszła i prawdopodobnie już nie wróci. Usłyszałem szybkie biegnięcie na schodach w naszą stronę.
-Wujek!- usłyszałem łagodny krzyk chłopca. Odwróciłem się a on mocno rzucił się na mnie bardzo mocno przytulił. - już idziesz?
-Tak Nath, musze już iść. Masz się słuchać mamy, pamiętaj słuchaj głosu serca i bądź grzeczny. Kiedyś się znowu zobaczymy. - malcowi wypłynęło kilka łez z oczu.
-Wujek dziękuję ci za wszystko, kocham cię. - objął moje ciało swoimi małymi rączkami i ścisną koszulkę w dłoniach.
-Ja ciebie też. - Następnie puścił mnie i podszedł do Tomlinson'a. On się schylił a ten go przytulił.
-Ciebie też kocham wujek. - wtedy i on się rozpłakał. Poczułem się taki dumny z niego. Widać że 21-latkowi też zależało na nim. Gdyby nie było to on nam tak bardzo pomógł.  Pożegnaliśmy się i odeszliśmy. Mały patrzał się na nas w oknie i machał. Ja próbowałem też sie jakoś uśmiechnąć ale nie potrafiłem.
Gdy doszliśmy do domu próbowaliśmy wykombinować co dalej będzie.
-Tommo proszę cię. Zamieszkaj ze mną tutaj w Londynie. Teraz gdy nie ma ze mną już nikogo załamię się już totalnie. Tak bardzo prosze nie zostawiaj mnie tutaj samego. Wszystko się ułoży tylko zostań ze mną. - płakałem jak małe dziecko wtulając się w jego ciepłą klatkę piersiową.
-Hazz... nie mogę, przepraszam. - odepchnąłem go od siebie i pobiegłem do swojego pokoju.





Mam nadzieję, że się podoba. Zapraszam do komentowania. To bardzo motywuje mnie na duchu! Dziękuję za wszystko xx

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział XIX

         -Dary tak bardzo Ci dziękuję - wyskoczyłem szybko z auta i przytuliłam ją. - Nathan kochanie! Co ty tu robisz mały urwisie? - wziąłem go na ręce i przytuliłem. Powiedzieli, że chcieli zrobić nam niespodziankę więc znaleźli adres Lou i przyjechali. Jestem im bardzo za to wdzięczny, pewnie nawet nie zdają sobie z tego sprawy jak bardzo. Podszedłem do szeroko uśmiechniętego Tomlinson'a i musnąłem w usta. "Znowu razem" szepnąłem do ucha i weszliśmy do środka. Opowiadaliśmy sobie co ciekawego robiliśmy. Byłem tak szczęśliwy widząc Natha bardzo się za nim stęskniłem. Sądze, że on za mną też bo co chwilę przychodził do mnie na kolana i przytulał się. Jeszcze nie czułem się zbyt komfortowo wśród nich. Gdy Tommo chciał mnie pocałować czy coś z tych rzeczy zazwyczaj obracałem głowę czy odchodziłem. Wiem, że nie powinienem ale on rozumie że to moja najbliższa rodzina i musze się z nimi oswoić. Dwie godziny później zostałem sam z Darcy w kuchni. Siedzieliśmy i patrzeliśmy na Louis'a który bawił się z Nathanem. To było niewiarygodne uczucie. W jednej chwili poczułem się jak ojciec. Widziałem jak bardzo się lubią. Wygłupiali się śmiejąc się i bawiąc w różne gry. To jest niesamowite patrząc na dwie osoby najbliższe twojemu sercu, które tak się polubiły. Tak bardzo ich kocham.
- Harry... Ciesze się że mogę wam pomagać. - złapała moją dłoń i mówiła prosto w oczy.
- Tez się cieszę że tu jesteś. Wiesz, jesteś jedyna osobą która nam pomaga. Nikt inny tego nie akceptuje.
-Kochasz go prawda? - spytała się a ja spuściłem oczy na dół i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Heh.. tak i to bardzo. Wiesz, on jest inny od wszystkich. Nigdy bym nie pomyślał że zakocham się w mężczyźnie ale on nie jest taki jak reszta. Tylko on mnie rozumie, zawsze mi pomaga, jego wzrok powala a uśmiech tak mnie uszczęśliwia - mówiłem patrząc się na Tomlinson'a bijącego się z małym. - gdy mnie dotyka ciarki mam na całym ciele. Wiem, ze to jest ta właściwa osoba. Nie interesuje mnie to, że inni mogą tego nie zaakceptować. Ja go kocham i wiem że on mnie też. Zawsze możemy na siebie liczyć. Nie chcę odpuszczać swojej prawdziwej miłości bo innym się to nie podoba. Nie mogę. - mówiłem wszystko co myślę. Czasami zerkałem na nią a ona patrzała się na mnie wiedząc co czuję. Wiem, że mogę na nią liczyć a ona mi pomoże. - eeejj a tak w ogóle to co z moją pracą? wiesz może?
- taaaaa byłam tam i powiedziałam, ze wylądowałeś w szpitalu. Tak, kłamstwo jak nic no ale chyba warto było. Masz dwa tygodnie. - zaśmiałem się, bardzo podziękowałem i mocno przytuliłem. Posiedzieliśmy chwilę i jeszcze trochę porozmawialiśmy. Około godziny później poszliśmy oprowadzić ich na miasto. Byliśmy na lodach, pooglądaliśmy wiele utalentowanych ludzi grających na rynku. Na prawdę mają talent. Byliśmy w pracy u Louis'a żeby wziąć mu wolne. Nie zgodzili się, znaczy jak on się pytał. Później Darcy poszła z nim. Myslałem, że padnę ze śmiechu. Udawali że są parą i że chcą jechać na wakacje bo wcześniej nie mogli bo niby szef Darcy nie dał jej wolnego. Dziewczyna go tak zabajerowała że dał mu ten urlop. Myślałem, że mi brzuch pęknie ze śmiechu. Chodziliśmy nie wiadomo gdzie aż w końcu Lou powiedział, że zabierze nas gdzieś. Pobiegł szybko po auto i pojechaliśmy gdzieś. Wyszliśmy z samochodu i zobaczyliśmy wieeeeeelkie wesołe miasteczko "M&D's". Byłem pod wrażeniem bo az tak dużych rollercasterów nie widziałem. To był na prawdę udany dzień. Jak się obudziłem, myślałem że nie będzie zbyt fajnie ale później gdy dowiedziałem się że możemy znowu byś blisko siebie od razu uśmiech pojawił mi się na twarzy.
Chodziliśmy na prawie wszystkie karuzele. Mieliśmy przy sobie Nathana więc nie mogliśmy wchodzić na te największe ale i tak było fantastycznie. Na początku nie trzymałem Tommo za rękę ale później Darcy pokiwała mi głową że mam to zrobić. On się bardzo ucieszył, że pierwszy zrobiłem ten krok. O dziwno każdy normalnie się na nas patrzał. Nie było czegoś takiego, że " oooo gej! fuj, jak oni tak mogą" było bardzo miło. Wróciliśmy do domu około 21. Nathan padł jak kawka. Darcy też. My z Louis'em mieliśmy trochę większy "problem" z zaśnięciem. W końcu trzeba było uczcić kolejne dwa tygodnie razem.




To tyle, dziękuję za wszystkie komentarze, odsłony itp. mam nadzieję ze się podoba.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział XVIII

        Wstałem wcześnie rano, było około 6. Nie chciałem budzić Louisa ale on i tak wstał.
-Dzień dobry kochanie - pocałował mnie z namiętnością.
- Nie wiem czy taki dobry. - powiedziałem z żalem a na jego twarzy pojawił się niewyraźny grymas. 
 Ubraliśmy się on poszedł zrobić nam śniadanie a ja zacząłem pakować swoje rzeczy. Ten dzień zaczynał się do bani. Obudzenie się rano ze świadomością, że wyjeżdżasz od swojej drugiej połówki jeszcze bardziej mnie zdołowało. Czekałem na jakiś cud. Może Darcy by zadzwoniła tak przypadkiem i powiedziała, że nie muszę iść do pracy i mogę sobie u niego posiedzieć. Czekałem ale nic. Pakowałem ubrania i rozmyślałem jak to z nami będzie. Tak bardzo chciałem, żeby znów przeprowadził się do Londynu. Nawet nie musi mieszkać ze mną może pójść do swojego domu i tam mieszkać. Znaleźlibyśmy mu pracę i jakoś byśmy się ustatkowali. Ale jednak to wszystko nie jest takie proste. Później myślałem nad tym, że możemy się spotykać co jakiś czas. Nie wiem, co miesiąc czy dwa tygodnie. Ale tak nie może być. To za bardzo boli. "Miłość przetrwa wszystko" - nie. Niestety mieszkanie bardzo daleko od swojego partnera nie jest fajne. Bardzo boli a ja tego bólu nie zniosę. Nie mam więcej pomysłów na nasz związek. W pewnym momencie na myśl przyszło mi rozstanie. Niby lepiej dla nas bo nie będziemy musieli do siebie jeździć taki duży kawał drogi a jak się rozstaniemy to nie będziemy tak za sobą tęsknić. Ale jednak, ja tego nigdy nie zrobię. Nie zostawię Louisa nawet gdybyśmy mieli się widywać raz na rok. On jest najlepszą rzeczą jaka kiedykolwiek mnie spotkała w życiu. Nie wiem jak to będzie. Musimy o tym szczerze porozmawiać. Dokończyłem pakowanie walizki i zszedłem na dół do kuchni. Śniadanie już było gotowe. Usiadłem do stolika i milczałem.
-Hazz? Kotek? Rozchmurz się. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - Lou starał się mnie pocieszać ale ja i tak nie umiałem szczerze się uśmiechnąć.
-Tommo, wiesz ze ja nie dam rady tak? Ja się załamie. To jakiś koszmar - Oparłem łokcie o stół a w dłoniach trzymałem moją załzawioną twarz. Louis wstał, usiadł blisko mnie i przytulił.
- Harry, wiesz że nie odpuścimy? Będziemy razem obiecuje. Znajdziemy jakieś racjonalne rozwiązanie i będzie wszystko dobrze. Nie możemy się teraz poddawać rozumiesz? Tak długo na siebie czekaliśmy a teraz chcesz odpuścić? Nie... tak nie może być. Zobacz na tatuaże, to miało być wieczne prawda? A ty chcesz to wszystko teraz spieprzyć. Nie pozwolę na to. - wziął moją twarz w dłonie - kocham cię głupku i nigdy nie pozwolę ci teraz odejść za nic w świcie. Przetrwamy to, rozumiesz?
- Też cię kocham - musnął moje usta i poszedł na swoje miejsce. Jedliśmy kanapki i rozmawialiśmy o tym jak sobie wyobrażamy nasz związek. Stwierdziliśmy, że będziemy się spotykać co jakiś czas. A jeśli znaleźlibyśmy Louis'owi stałą prace mógłby się znów przeprowadzić do Londynu. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy. Poszliśmy do salonu usiąść na kanapę. Mocno się w niego wtuliłem bo wiedziałem, że spotkam go dopiero za dwa tygodnie. To będzie totalny koszmar. Juz sobie wyobrażałem jak będę tęsknić za jego śniadaniem, chodzeniem do miasta, uśmiechem, spojrzeniami, dotykiem czy nawet seksem. Wiem, że to nie będzie łatwe ale mam nadzieję że jakos sobie dam radę. Może nawet Darcy i Nathan mi pomogą. Siedzieliśmy i siedzieliśmy.... dochodziła godzina dziewiąta. Czas pożegnania. Zaniosłem walizkę do auta. Oczywiście nasze twarze były całe we łzach. Nie sądziłem, że to będzie aż tak bolało. Wyszliśmy na dwór.
- Hazz pamiętaj że zawsze będę przy tobie. Możesz dzwonić, pisać czy cokolwiek dziesięć tysięcy na dzień. Zawsze będę na twoją dyspozycje. - płakaliśmy jak małe dzieci. Wtuleni w siebie nie chcieliśmy wypuścić drugiego z ramion.
- Tommo, tak bardzo cię kocham. Pamiętaj. Ty też dzwoń kiedy chcesz. Nigdy się nie wahaj, będziesz czegokolwiek potrzebował to zadzwoń do mnie ja ci pomoge. W każdej sytuacji. Nigdy nie przestawaj wierzyć w naszą miłość. Kocham cię - Nasze usta się spotkały. Namiętny pocałunek zakończył nasze pożegnanie. Wsiadłem do auta i powoli ruszałem. Wpatrywałem się tylko w lusterko, stał tam taki samotny, zapłakany i bezradny. Wiem, że nie miał pojęcia co zrobić. Ja jechałem i widziałem go coraz mniejszego i mniejszego. Najgorsze uczucie na świecie.
Już pół godziny jazdy za mną a ja dalej nie przestałem płakać. Zapewne Lou też jeszcze płakał. Usłyszałem, że coś dzwoni. "Tommo <3 " ? Zdziwiłem się. Odebrałem telefon. A gdy usłyszałem co powiedział, moje kąciki ust wysoko się podniosły.




Ok. To tyle na dzisiaj. Nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Mam nadzieję że wam się podoba to co pisze. :) Liczę na komentarze bo bardzo to motywuje. Dzięki za wszystko x

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział XVII

          Kolejne dni mijały tak samo. Było fantastycznie. Mieliśmy tylko czas dla siebie i próbowaliśmy to jak najlepiej wykorzystać. Jeździliśmy poza miasto zwiedzać Wielką Brytanie. Wiedzieliśmy, że za jakiś czas to się skończy, że będę musiał wracać do Londynu. Do pracy i Nathana. Szczerze mówiąc bardzo się za nim stęskniłem. Dzwoniłem do niego i powiedział, że wszystko jest w porządku. Byłem bardzo wdzięczny Darcy bo w końcu mogłaby jechać gdzieś na wakacje czy sama odpocząć ale jednak mi pomaga. Ona jako jedyna z moich znajomych wie jak dużo Louis dla mnie znaczy. Wie, że to jest miłość a nie jakieś głupie igraszki spowodowane tylko dlatego, że chce uprawiać seks z mężczyzną. Wiem, że mogę na nią liczyć za co jestem jej na prawdę winny dużo przysługę. Pomimo tego, że nie jesteśmy parą kocham ją. Oczywiście nie tak jak Tomma ale jak przyjaciółkę czy nawet siostrę. Wracając do mojego teraźniejszego związku. Spędziliśmy na prawdę bardzo ale to bardzo przyjemny tydzień. Pewnego dnia poszliśmy na miasto do Glasgow. A tak w ogóle. To muszę powiedzieć, że jak teraz chodzę w miejsca publiczne to już tak bardzo się nie wstydzę. Oczywiście jest to jeszcze dla mnie krępujące i ukrywam moją prawdziwą miłość do niego ale już troszkę lepiej się zachowuję. Nie trzymamy się jeszcze za ręce ale czasami przytulimy się czy nawet pocałujemy. Louis jest ze mnie bardzo dumny. Wie, że to dla mnie ciężkie i próbuje to zaakceptować a ja próbuję się zmienić. Wierzymy w to, ze się uda.
Idziemy przez centrum miasta. Zauważyliśmy studio tatuaży. Pomyśleliśmy, że możemy tam wejść. Chcieliśmy po prostu utrwalić nasz związek jakimś szczególnym tatuażem. Nie chcieliśmy imion. To jest trochę nie w naszym stylu. Potrzebowaliśmy czegoś innego. Jakiegoś znaku szczególnego czy ulubionej rzeczy. W pewnym momencie gdy przeglądaliśmy katalog wpadliśmy na pomysł, że możemy zrobić sobie pierwsze słowa, które wypowiedzieliśmy do siebie. Spodobał nam się ten pomysł więc go zrealizowaliśmy. Było na prawdę świetnie. Napisaliśmy to naszym pismem i w dodatku tatuażysta pozwolił nam zrobić ten tatuaż. Oczywiście nie cały bo musiał nam pomóc ale w większości zrobiliśmy go samodzielnie. Ja zrobiłem swój na ramieniu. Napis " Hi " a Lou miał na przedramieniu napis "Oops". Pamiątka na całe życie. Było warto. W inne dni jeździliśmy autami nie wiadomo gdzie. Gdziekolwiek nas poniosło tam spędzaliśmy czas. Najlepszy tydzień w moim życiu. Nadeszła sobota. W dzień było miło ale gdy nadeszła godzina 22 zrobiła się dziwna atmosfera. Leżeliśmy w łóżku i rozmawialiśmy. Nie ukrywam, że płakałem. To po prostu był jeden wielki smutek. Wiedząc, że już jutro rano wyjadę stamtąd i, że zobaczymy się dopiero za pare tygodni było dla mnie szokującym doznaniem. Nie chciałem tego. Tak daleko od niego. Tyle czasu na to czekałem, tyle czasu spędziłem czekając na ten jeden cholerny tydzień. Dlaczego te głupie życie jest takie odrażające. Z jednej strony chcesz żyć jak najdłużej a z drugiej chcesz już gnić w tej jebanej trumnie. Łzy spływały z moich oczu jak wodospad. Lou też był smutny ale próbował zachować zimną krew żebym jeszcze bardziej nie wpadł w panikę.
-A jeśli byś pojechał ze mną? Możesz zamieszkać u mnie. Albo jeśli nie chcesz to sam będziesz mieszkał w sowim domku. Pamiętasz go? Przecież możesz tam być.. Lou prosze - płakałem wtulając się w niego a on ocierał moje łzy głęboko wzdychając żeby się nie rozpłakać
-Hazz dobrze wiesz, że nie moge. Mam tutaj pracę której nie mogę zostawić
- nie ważne. możesz żyć ze mną. Ja mam pracę. Albo znajdziemy ci jakąś nową.
- Harry... uspokój się. Nic nie wymyślisz. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Zobaczymy się za niedługo. Dobrze wiesz, ze wszystko się pięknie ułoży. Trzeba tylko poczekać.
-Ale ja tak bardzo nie chcę cię zostawiać... tak bardzo nie chce - wtuliłem się w niego najmocniej jak potrafiłem. Wtedy łzy spłynęły z jego oczu. Pewnie zrozumiał, że nie damy sobie rady bez siebie na wzajem. To tak bolało. Nie dość, że masz tą świadomość, że nie będzie przy tobie najbliższej ci osoby to jeszcze to, że wiesz, że twoja połówka jest smuta i płacze. To jest najgorszy widok na całym świecie. Położyłem całą mokrą twarz na jego gołej klatce piersiowej i wtuliłem mocno. Pocałował mnie w nią i powiedział cichym szeptem " wszystko będzie dobrze skarbie, wszystko będzie dobrze.....". Otarłem łzy i spojrzałem na jego oczy. Pocałowałem namiętnie usta i powiedziałem " tak bardzo cię kocham. Nawet sobie z tego sprawy nie zdajesz. Nie chce cię zostawiać. To tak boli"
- Wiem kochanie. Wytrzymamy to. Bądźmy silni. Wiesz, że też cię kocham. - odwzajemnił pocałunek. Była namiętny i długi. Zaczął pieścić moje ciało. Ja momentalnie znalazłem się na nim. Nigdy nie zauważam kiedy to się dzieje. Powoli ściągałem jego bokserki a on moje. Podniecałem go ruszając biodrami ale jednocześnie całując go koło szyi. Czułem jak jego członek unosi się ku górze. Od razu moje usta kierowały się na dół. Wziąłem go do ust i delikatnie poruszałem w górę i w dół. Kocham te ciarki na plecach gdy się kochamy. A jeszcze bardziej tą świadomość że to co robisz, to że sprawiasz mu przyjemność powoduje wielki uśmiech na jego twarzy jest jeszcze lepszym uczuciem. Przez pare minut się nim bawiłem. Ale oczywiście jak to on musiał szarpnąć mnie za loki na znak, że masz przestać. To takie śmieszne gdy on chce mną kierować gdy w tym czasie ja nim manipuluję. No ale cóż, jeśli tego chce to tego dostanie. Przyspieszyłem ruch głową a po chwili moje usta zalazły się białą mazią. Lou głośną rykną moje imię. Przyjemne uczucie. Gdy już doszedł do siebie podniósł mnie do góry i namiętnie całował. Teraz to on znalazł się na górze. Ale zamiast podniecać mnie w taki sam sposób jak ja to robiłem bawił się moim penisem. Brał bo do ręki i lekko poruszał. Jak to ja szybko się podnieciłem i przewróciłem go na brzuch. Włożyłem członka do niego i namiętnie poruszałem biodrami w przód i w tył. To, że stękał przy tym było jeszcze większą motywacją dla mnie żebym to robił. Tej przyjemności nie da się zastąpić żadnym innym uczuciem. Coraz szybsze ruchy, coraz głębsze oddechy i coraz głośniejsze jęki. Gdy już prawie dochodziłem Lou wziął moją rękę i mocno zacisnął. Pewnie na znak ze mu się to podoba. Wiem to, a to jest wspaniałe. Szybciej i szybciej a ucisk dłoni był coraz mocniejszy. Po paru minutach już doszedłem a wtedy w całym domu nie było nic słychać tylko jedno wielkie "AAAWWWH". Chwilkę się na nim położyłem ale nie trwało to długo. Tommo przewrócił mnie na drugą stronę i zaczął swoje gierki. Teraz on włożył członka do mnie i zaczął sprawiać mi przyjemność Pomijając fakt, że miał penisa wewnątrz mnie i poruszał biodrami wziął mojego penisa i bawił się nimi swoimi dłońmi. Moje stęki było słychać na cały dom. Wiedziałem że rolę się wkrótce zmienią.
Ale bądźmy szczerzy... każdy wiedział, że ten wieczór tak się zakończy.


Ok, witam was serdecznie. Na początek chciałam was bardzo ale to bardzo przeprosić że tak długo nic nie dodawałam ale miałam sporo rzeczy na głowie i nie miałam czasu nawet wejść i zobaczyć ile miałam wejść na blogu. Po drugie chciałam wam podziękować bo jest ich ponad 2000 a to jest dla mnie dużo biorąc pod uwagę to że nie jest to jakiś bardzo fajny czy sławny blog :D Po trzecie chciałam wam podziękować za komentarze i za to że to czytacie a po czwarte chciałam prosić o dalsze czytanie i komentowanie. Mam nadzieję że się podoba :D aaaaa i jeszcze jedno. Stwierdziłam, że nie bd. pisać nic w stylu 'UWAGA +18"bo jest to bezsensu. I tak wiem, ze większość z was to czyta więc... no nie ma sensu. Dobranoc xx