wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział XXIII

         Trzymałem jego rękę mówiąc "Proszę, obudź się. Obiecuję, zaczniemy wszystko od nowa. Będziemy szczęśliwi, przysięgam". Czekałem aż się wybudzi ale po trzech godzinach dalej leżał i się nie ruszał. Poszedłem do ubikacji a gdy wróciłem zobaczyłem pielęgniarkę i wybudzonego Louis'a.
-proszę wyjść - powiedziała a Lou spojrzał się na mnie z lekkim uśmiechem a ja odwzajemniłem ruch. Po jakiś piętnastu minutach wszedłem do środka.
-Hej kotek - usiadłem i przywitałem się.
- Przepraszam my się znamy? - serce stanęło mi w gardle. Nie umiałem oddychać pomyślałem "Że co kuźwa? 'Czy my się znamy'? Tommo błagam nie rób mi tego"
- Przepraszam, że co? Serio mnie nie pamiętasz? To ja Harry. - spojrzał na mnie jakby nie wiedział i co chodzi.
- Ummm no nie za bardzo. Możesz mi przypomnieć? - łzy pojawiły się w moich oczach aż nagle spłynęły w dół. Nie mogłem uwierzyć, że mnie nie pamięta. Lekarz powiedział, że to lekki upadek. Nie może od tak mnie kłamać. Wstałem i wyszedłem z pokoju. Musiałem oswoić się z faktem, że mnie nie pamięta. Gdy zamknąłem drzwi usłyszałem jak krzyczy "Hazz". Szybko wróciłem do niego. - Hej, nie płacz kotek. Pamiętam cię. Nie martw się. - zaśmiał się lekko.
- Boże głupku. Nie strasz mnie. - pocałowałem go w usta.
- "Wszystko zaczniemy od nowa" to chciałem zacząć. No ale stwierdziłem, że teraz będzie wszystko okay. - Głośno się zaśmiałem i zaczęliśmy o nas rozmawiać.To nie była jakaś tam konkretna rozmowa tylko tak sobie rozmawialiśmy. Stwierdziłem, że jak na razie dam mu spokój z tym mieszkaniem u mnie. Jeśli wyjdzie w najbliższym czasie  ze szpitala wtedy porozmawiamy. Po godzinie przyszła Darcy. Zaczęła sie wypytywać o wszystko. Była troszkę zdenerwowana i zakłopotana ale doprowadziliśmy ją do ładu.
Minął tydzień. Jak na razie Louis mieszka u mnie. Znaczy to nie jest nic ustalone. po prostu miał jeszcze te pare dni wolnego więc został u mnie. Nie robiliśmy głupich rzeczy bo ma tą nogę w gipsie ale takie rzeczy jak romantyczne kolacje jak najbardziej przeszły. Wcześniej dzwonił do swojego szefa i dostał kolejne dwa tygodnie chorobowego. Dlatego że miał ten gips nie mógł iść do pracy więc wyszło nam to na dobre. Ale już po kolejnym tygodniu ściągnęli mu go. Męczył się z nim dwa tygodnie ale noga szybko wyzdrowiała. Nie było większego problemu z zajęciem się nim. Z Nathanem się nie widziałem. Rozpoczęcie roku szkolnego już było. Teraz nie mamy w ogóle czasu dla siebie. Z resztą Gemma pewnie mu się zabroniła ze mną widywać. Gdy Lou był u mnie przez tę resztę wolnego ja chodziłem do pracy. Siedział sam w domu podczas gdy ja zapierdzielałem w pracy. Miło nam ten czas minął. On zajmował się domem, gotował, sprzątał itp. a ja chodziłem do pracy, wracałem po szesnastej a później spędzaliśmy czas razem. Ostatnia noc jego u mnie. Nie rozmawiałem z nim o tym żeby został. Dlaczego? dlatego ponieważ powiedział "nie". Nie chce się narzucać. Myślałem, że może sam zmieni zdanie. Wiem, że pewnie będzie mi trudno ale musze to jakoś przeboleć.
Gdy przyszedłem z pracy Louis był pięknie ubrany. Czarne rurki, koszula, marynarka, krawat..... cudownie. Wszedłem do środka a tam naszykowany stół ze świecami, kolacja, świeczki. Było na prawdę fantastycznie. Śmialiśmy się, wydurnialiśmy ale też poważnie rozmawialiśmy.
- Harry... - spojrzał na mnie tak prawdziwie. Tak zakochanie, nigdy tego nie zapomnę. Wyciągnął małe pudełeczko z marynarki. Moja twarz miała na sobie uśmiech od ucha do ucha. - Słuchaj, wiesz jak bardzo cię kocham a ja wiem jak ty mnie... Nie mogę dłużej żyć w niepewności. Wiem, że tego razem chcemy. I ty i ja. Tu jest pierścionek, możemy uznać że jest on zaręczynowy. Tak bardzo cię kocham i chcę spędzić z tobą resztę życia. Wiem, że pewnie uznasz że jestem szalony ale... ale nigdy wcześniej nie czułem tego uczucia. Pomimo tych naszych prawie codziennych sprzeczek wiem, że jesteśmy stworzeni dla siebie. Codziennie patrzę na ciebie i widzę moją inspirację w życiu, coś do czego chcę dążyć i spędzić resztę moich lat. Przyjmiesz go na znak naszej miłości? Błagam... - podszedł do mnie i otworzył pudełeczko. Spojrzał z niepewnością a ja bez zastanowienia rzuciłem sie na niego i rozpłakałem.
- Boże.. jak ja bardzo cię kocham. Tak mocno, nawet sobie tego nie wyobrażasz. - Tego uczucia nie da się opisać. Nie wiem jak to powiedzieć ale czuje takie wielkie motyle w brzuchu.Na jego widok mam ochotę żyć. Po prostu napełniamy się wzajemnie. Zaczęliśmy sie całować. Wskoczył mi na biodra i poszliśmy do sypialni. Rzuciłem go na łózko i ściągnąłem koszulkę. "Brakowało mi tego" szepnął mi do ucha i usiadł okrakiem na mnie. Zaczął się rozbierać i ja także. Gdy byliśmy już nadzy schodził niżej i wziął mojego członka do ust. Nie myślałem o nic. Po prostu wiedziałem, że tego chce. Chce spędzić z nim resztę mojego życia. On jest tą osobą, która daje mi szczęście w życiu, która powoduje że mam uśmiech na twarzy i chęci do życia. To on jest codziennie przy mnie i pociesza mnie. Pomimo tych sprzeczek kocham go całym sercem. Każdy związek tak ma. Wiem, że mam dopiero 19 lat i całe moje życie jest przede mną ale to jest ten człowiek. Nie chce nikogo innego. Wiem, ze pewnie nie zostaniemy zaakceptowani ale nie interesuje mnie to. Chce mieć z nim ślub. To jest to czego pragnę, to do czego będę teraz dążył. Uprawialiśmy miłość bardzo namiętnie. Pierwszy raz tak długo i tak emocjonalnie. Dosłownie zaczęliśmy około godziny 22 a skończyliśmy około 6 rano. Było fantastycznie. Gdy Louis ostatnio raz doszedł, położyliśmy się.
- Kochanie, zostanę z tobą już na zawsze. Rzucam pracę i wprowadzam się do ciebie. - powiedział z zaangażowaniem. Spojrzałem głębokim wzrokiem na niego i szeroko uśmiechnąłem.
-Tak bardzo dziękuję. - pocałowałem go mocno i poszliśmy spać.





Witam was serdecznie :D To tyle jak na dziś i przepraszam, że ostatnio tak mało dodaję ale jest początek roku, mi sie zaczęły treningi z siatkówki i mam coraz mniej czasu na blogi ;// Licze że się podoba i czekam na komentarze <3
Aha.. i chciałam was zaprosić na mojego innego bloga o moim zespole. Mam nadzieję że się spodoba x http://rednails69.blogspot.com/

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział XXII

-Harry? - za zakrętu dobiegał głos Tomlinson'a. Sądziłem, że to koniec, że już ma mnie dość. Szczerze? Nie dziwiłbym mu się. Zawsze to ja wszystko pierdole. Zawsze ja wracam i to zawsze ja za wszystko przepraszam. Nikt nie umie ze mną wytrzymać. Myślałem, że mnie opuści. W tak trudnej chwili w moim życiu. A jednak, poszedł za mną. Wrócił po mnie. Tak bardzo się cieszę, że jednak mu zależy na mnie.
Stałem chwilę w miejscu aż nagle usłyszałem duży huk. Przestraszyłem się.
- Louis? - biegłem jak najszybciej w stronę jego domu. Najgorsze myśli pałętały się po mojej głowie. Zauważyłem dwa auta, był wypadek. Wielka panika, ludzie zbierali się wokół patrząc co się stało. Wyciągali ciała z samochodów. Nie był to mały wypadek. - Louis? Louis! - krzyczałem bo wiedziałem, że wyszedł na dwór ale go nie widziałem. Rozglądałem się wszędzie nie widziałem go. Podszedłem bliżej zdarzenia. Krzyczałem nie widziałem go. Moje myśli to był jeden wielki koszmar. Nie umiałem go znaleźć. Trzymałem się za głowę patrząc na część wypadku. Ludzie wszystko zasłaniali. Ja się bałem, nie wiedziałem co zrobić. Szybko przebiegłem na drugą stronę ulicy. Widziałem jak ktoś zbiera go z ulicy. - Louis! - szybko podbiegłem. Był cały brudny a jego noga nie wyglądała najlepiej. Wziąłem go na ręce i podziękowałem tamtej osobie.
-Hazz tak bardzo przepraszam, wyszedłem żeby pójść za tobą, wybiegłam na ulicę i... - był wykończony. Byłem cały zapłakany. Ktoś zadzwonił po pogotowie. Usiadłem na ziemi i trzymałem go na kolanach - tak bardzo przepraszam - zamykał oczy a z moich leciały łzy. - mam dość, nie czuję się dobrze.
-Tommo słuchaj mnie. Popatrz na mnie. Wiesz, że wszystko będzie dobrze tak? Rozumiesz? wiem, że tak. Pamiętaj że musimy jeszcze do wesołego miasteczka jechać. Pamiętasz jak było fajnie? - zyskiwałem na czasie opowiadając mu różne rzeczy. Karetka nie przyjeżdżała, była policja ale ani śladu lekarzy.
- Harry.. - zaczął mówić zamykając oczy - wiem, że będziesz zły ale... - robił głębokie wdechy i wydechy - kiedyś bawiłem się twoim telefonem.... byłeś tam. Na filmiku, śpiewałeś jakąś piosenkę. Możesz mi zaśpiewać. Proszę? poczułbym się wtedy lepiej  i to bardzo - jego głowa cały czas wypadała mi z dłoni. Zgodziłem się, jeśli to miało mu pomóc mogłem zaśpiewać.
- Don't let me...don't let me... don't let me go couse i'm tired of feeling alone - śpiewałem po cichutku do jego ucha mając nadzieje, że jak najszybciej przyjadą lekarze. Śpiewałem dalej aż nagle przyjechała karetka. Zabrali go, nie pozwolili mi jechać z nim. Głos syren, płacz rodzin ludzi z wypadku, krzyki innych, i ten cały szum..... zatracałem sie w widoku małego wozu, który oddalał się coraz bardziej i bardziej aż nagle zniknął.
Nigdy bym się tego nie spodziewał. Byliśmy tacy szczęśliwi a teraz co? Louis ma wypadek przez naszą głupotę. Nie pozwolę mu odejść, nie teraz. Za żadne skarby. Zrobię wszystko co w mojej mocy by dalej był szczęśliwy. Oddam wszystko za niego. Nie ważne jaka będzie cena tego ja to zrobię. Tak bardzo mi na nim zależy. Moje serce jest w rozsypce. Nie wiem co się dzieje. To tylko jeden głupi dzień a tak mi zrujnował życie. Ale ja się nie poddam, nie tak łatwo i bez walki. Uratuję go i nasz związek. Nawet gdyby miało by to kosztować moje życie.
Policjant poprosił mnie żebym sie odsunął od miejsca wypadku. Ja zakłopotany poszedłem do domu Louis'a. Usiadłem na fotelu i zacząłem mówić sam do siebie. "Boże Harry, coś ty narobił? To była głupia sprzeczka o coś. Mogłeś go puścić, a nie przetrzymywać dlatego że nie chcesz być sam. Ty jebany samolubie. Patrz co teraz narobiłeś! Jedź do niego! Przysięgam... jeśli cos mu się przez to stanie i nie wyjdzie z tego zabije się." Wstałem, poszukałem kluczy i szybko pojechałem do szpitala.
-Dzień dobry, Louis Tomlinson? która sala?
-A pan to kto?
-Jego bliski przyjaciel.
-2 piętro. Poczeka Pan tam chwilę bo ma prześwietlenie. Jak lekarz wyjdzie wtedy można się spytać co mu jest. Pokój 216. - podziękowałem i udałem się na góre. Usiadłem na krzesło i czekałem z niecierpliwością. Nie wiedziałem co myśleć. Czekałem zalany łzami. "A co jeśli z tego nie wyjdzie? Co ja wtedy zrobię? Stracę go na zawsze. Nie mogę tak myśleć! Proszę Panie Boże niech on wyjdzie z tego, nie chce aby on już do ciebie odszedł. Ja go potrzebuję tutaj na ziemi. Potrzebuję go bo się gubię. Wiem, że napotkałeś nas ponieważ miałeś jakiś plan. Proszę nie psuj nam tego, my po prostu chcemy być razem szczęśliwi. Nie zabieraj mi go, błagam. Nie dziś, nie w takiej sytuacji. " nie umiałem się z tym pogodzić. Usłyszałem otwieranie drzwi. Zobaczyłem lekarza.
-Przepraszam panie doktorze. Nazywam się Harry Styles, jestem bardzo bliskim przyjacielem Louis'a moge się dowiedzieć co mu jest?
- Przepraszam Panie Styles ale takie rzeczy są chronione. Mogę powiedzieć to tylko jego rodzinie i to pod jego zgodą.
-Czy pan serio mówi? Widzi pan kogoś ze mną? Nie! Louis nie ma bliskiej rodziny, jestem sam. My jesteśmy sami. Nie ma nikogo innego niż mnie więc gadaj pan co mu jest - Zdenerwowałem się unosząc głos na lekarza a wszyscy się na mnie dziwnie patrzeli.
-Ok, tak więc nie ma szczególnego urazu. Teraz jest nie przytomny ale to tylko przez szok. Za niedługo się wybudzi. Ma złamaną nogę. Dokładnie kolano, przez jakiś czas będzie miał gips. Mam nadzieję że zajmie się pan nim, panie Styles.
- A mogę do niego wejść?
-Tak, tyle, ze będzie musiał pan poczekać. Dopiero wybudzi się za jakieś dwie, trzy godziny. Może nawet później. Dla niego to wielki szok, niczego się nie spodziewał. Proszę wejść ale po cichu.
-Dziękuję - wszedłem do środka. Zauważyłem go leżącego na łóżku. Miał ten cały sprzęt przyczepiony. Usiadłem na krzesło obok niego. Wziąłem do ręki jego dłoń i wtuliłem się w nią. Najgorszy był dźwięk tego całego ujstrojstwa. "Piip, piiiiiip, piiiip...." Chciałem to wyłączyć, nie znoszę tego dźwięku od kiedy mój tato zmarł. Była podobna sytuacja, siedziałem w szpitalu trzymając jego dłoń aż nagle "piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii......" . Nagle znalazło się w pokoju dziesięć tysięcy ludzi, mnie stamtąd wyrzucili aż nagle odszedł. Odszedł i nie wrócił. Nigdy już nie wróci. Dlatego nienawidzę szpitali, boję się tego, że to może się powtórzyć. Nie chce żeby tak się stało z Tommo. Potrzebuję go tutaj, on nie może odejść. Nie teraz, nie gdy ja jestem z nim i go potrzebuje. On dopiero zaczyna życie. Dopiero poznał mnie i zaczyna czuć że żyje. Nie może teraz odejść, ja na to na pewno nie pozwolę.

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział XXI

         Siedziałem ze łzami w zamkniętym pokoju w kącie. Nic mnie już nie mogło pocieszyć. Nathan odszedł i znając Gemmę już nie będę się z nim często widywał. Taki mały chłopczyk a tak zmienił moje życie. Zawsze myślałem że nie dorosnę do takich rzeczy. Ja? Z dziećmi? Proszę was.... a jednak. On zmienił całkowicie moje życie. Mam lepsze spostrzeżenie na świat a dzięki niemu mam Louis'a. Gdyby nie on nie wróciłbym do niego. Nie miałbym tyle odwagi. A Tommo? Nie wiem co z nim. Teraz gdy nie ma Natha ze mną mam tylko jego, właściwie miałbym gdyby nie to że nie chce ze mną zostać. Jeśli on tego nie chce to ja się poddaję. On wyjedzie i co mi z tego? Będziemy się widywać raz na miesiąc? Heh nie. To jest zbyt trudne a ja nie chce przez to przechodzić. Załamię się psychicznie. Potrzebuję pomocy, współczucia i ciepła. On mi najwidoczniej nie chce tego dać.
-Hazz? - usłyszałem pukanie do drzwi i głos Louis'a.
-Idź stąd! Nie chce cię już widzieć! - emocje mnie poniosły. Nie wiedziałem co powiedzieć za bardzo mnie bolał fakt że go już nie będzie. Pewnie go zabolały te słowa.
-Harry, wysłuchaj mnie proszę.. dobrze wiesz, że nie mogę zostać. Ja nie mam tu pracy a dom.. - otworzyłem drzwi, spojrzał się na mnie we łzach - tak bardzo mi przykro.
- Serio ci kurwa przykro? Gdybyś tylko chciał, gdybyś miał odrobinę chęci. Zostałbyś tutaj. A to że nie masz jebanej pracy to nie jest żaden argument. Mówiłem ci! Nie jestem aż taki biedy żeby nie utrzymać nas! A dom? Po pierwsze masz tutaj swój dom a po drugie możesz przecież ze mną zamieszkać? Ale co? Ty nie chcesz! Ja dłużej tego nie zniosę, wynoś się! - krzyczałem poniesiony emocjami. Jedyne co widziałem to ból na jego twarzy. Otwarte usta, twarz we łzach i uniesiony wzrok na moje oczy. Oddech nie umiał mu się wyregulować w ciszy słyszałem jak jego serce bije. Miałem ochotę go przytulić, pocałować ale nie umiałem. Ten fakt że sobie odchodzi sprawiał za duży ból.
-Harry ja... - nie dałem mu dokończyć i krzyknąłem "No co?" wtedy tego pożałowałem. Spojrzał na mnie w takich łzach że aż moje całe serce się rozpadło na kawałeczki. Wziął głęboki oddech, zagryzł wargę i szybko wybiegł z domu. Nie miałem pojęcia co zrobić. Po tym jak usłyszałem trzask drzwi pobiegłem szybko za nim. Biegł szybko, nie umiałem go dogonić. Zgubiłem go. Musiałem stanąć na pasach bo auta jechały jak szalone i możliwe że by mi się coś stało. Widziałem jak się oddalał, spojrzał na mnie z żalem i spuszczonym wzrokiem i biegł dalej. Chwilę później juz go prawie nie widziałem. Mogłem biec i tak też zrobiłem. Nie wiedziałem gdzie pobiegł bo skręcił a ja nie wiedziałem gdzie. Po chwili namyślenia Spostrzegłem się w tą stronę jest jego dom i pewnie tam pobiegł. Szybko przypomniałem sobie gdzie dokładnie mieszkał i poszedłem tam. Chwyciłem klamkę ale było zamknięte.
- Louis wiem ze tam jesteś! Nie oszukasz mnie. Proszę cię otwórz. - zacząłem wydzierać się i pukać po drzwiach. Przechodzący ludzie patrzeli się na mnie jak na debila. Ale miałem na to szczerze wyjebane. - Kotek otwórz! Błagam cię. - 5 minut później, nadal nie otworzył. Usiadłem sobie oparty o drzwi i czekałem na cud. Nie chciałem go opuścić. Wiedziałem że popełniłem błąd i chciałem go naprawić. Kolejne minuty, nic. Nawet nie dał znaku życia. Spojrzałem na tatuaż. Przypomniał mi się ten dzień. To jacy byliśmy szczęśliwi gdy wróciliśmy do siebie. Czekałem tak samo jak dzisiaj. Pod jego domem i sam. Zdałem sobie sprawę że tylko ja zawsze winie bo ja przychodzę i przepraszam. Tak bardzo mi wstyd. Wgapiałem się w "Hi" i cierpiałem. Bałem się, że już nigdy do mnie nie wróci. Wstałem i głośno krzyknąłem. On nie chciał otworzyć. "Jeśli kogoś kochasz daj mu prawo wyboru" pomyślałem że Lou wybrał samotność. Otarłem twarz o koszulkę i oddalałem się od jego domu.





Cześć wam, przepraszam, ze taki smutas ale nie mam nastroju. Nie wiem, może za bardzo przejęłam się tą sprawą z LarryShippers (może słyszeliście). No nic, mam nadzieję że pomimo tego się podoba. Zachęcam do komentowania (bardzo podnosi na duchu :D ) .

środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział XX

          Kolejne dni były bardzo podobne do  poprzednich. Zwiedzaliśmy trochę Wielką Brytanie. Największy problem stanowił dla mnie Nathan. Codziennie próbowałem mu wszystko wytłumaczyć. Jak to jest, że się kochamy, dlaczego dwaj mężczyźni mogą być razem, czemu ja się jeszcze tego wstydzę. To jest strasznie trudne do wytłumaczenia 9-latkowi, który praktycznie jeszcze nic nie wie o życiu. Ok, może przeszedł już trochę ale tego jeszcze pojąć nie umie. Dlatego czułem się bardzo nie komfortowo przy nim.
Wiem, to on mi pomógł wrócić do Louis'a i mówił że rozumie i że wszystko będzie dobrze. Ale kurde... to nie jest takie łatwe. "Harry, masz mi przywieść do jutra Nathana. On do mnie wraca i nie interesuje mnie co o tym myślisz" Tak, Gemma zadzwoniła. Płacz, moje życie w połowie legło w gruzach. Wiem, ze jak go jej oddam nie będę taki sam. On jest częścią mojego życia, nie chce jej tracić. Wiem, ze jak jej go dam nie będzie pozwalała mi się z nim widywać. Dlaczego? tak właśnie. Jakimś cudem dowiedziała się że jestem z Louis'em. "Nie życzę sobie żeby Nathan przebywał koło dwóch ciot. On nie jest taki i nigdy nie będzie" jej okrutne słowa. Mówiła to na początku a ja ją zapewniałem że tak nie będzie. I co? Jednak miała racje że będę z Tommo.Nie miałem pojęcia ze to wszystko się tak potoczy.
Próbowałem jakoś wytłumaczyć do Gemmię, spróbować przekonać że u nas mu dobrze, że nic mu się nie stanie. Ale ona nie uległa. Nie chce go zostawić u mnie a jutro już Nath musi być u niej. Tak bardzo mnie to boli. Położyliśmy się wcześnie spać żebyśmy jutro byli wypoczęci.
-Hazz kochanie, prosze cię. Nie smuć się. Przysięgam, wszystko będzie dobrze? Sluchasz mnie? - przytulił  mnie mocno leżąc na łóżku a ja płakałem. Nie chce go stracić.
-Lou, dziękuję ale ja nie umiem się uśmiechnąć. To za bardzo boli.
-A mnie bolą twoje łzy. Pojedziemy tam jutro i zobaczymy co da się zrobić. Wszystko będzie dobrze, obiecuję. - namiętnie zaczął mnie całować. - dobranoc skarbie.
- dobranoc, kocham cię - uśmiechnął się podarował kolejny pocałunek i szepnął do ucha "ja ciebie też, najbardziej na świecie".  Zasypiałem z nadzieją, że jutrzejszy dzień nigdy nie nadejdzie. Ale oczywiście jak na złość nawet nie wiem kiedy zasnąłem a już był poranek. Wstałem jako pierwszy, ubrałem się i spakowałem swoje rzeczy. Już nie wrócę tutaj przez ten tydzień. Musze to jakoś ogarnąć, mam nadzieję że Louis mi w tym wszystkim pomoże i będzie ze mną pomimo tego wszystkiego. 30 minut później reszta wstała. Widac ze nie mieli zbyt wesołego humoru lecz próbowali to ukryć. Po Nathanie było widać że nie chce jechać do domu. Rozmawiałem z nim o tym i sam mi powiedział, że nie chce tam jechać. Ale to jest jego matka, ja nie mam uprawnień do tego żeby go zatrzymać u siebie. Jeśli Gemma mówi że mam jej go oddać to tak muszę zrobić.
 7 godzin później, "Londyn".
Poszliśmy do mnie do domu. Spakowałem wszystkie rzeczy Nathana porozmawialiśmy chwilę i wyszliśmy z domu. W między czasie podziękowałem Darcy i zaprowadziliśmy ją do domu. Lou bał się wejść do Gemmy domu. Nie miał zbyt dużo odwagi by stanąć jej twarzą w twarz. Ale przekonałem go. Powiedziałem "Lou kochanie, przejdziemy przez to razem ok? Ja przezwyciężyłem swój strach przed ludźmi teraz ty zrób to dla mnie. Wejdźmy tam normalnie nie wstydźmy się siebie" on szeroko się uśmiechnął, uścisnął mocno dłoń a ja Nathana i weszliśmy do środka. Gemma patrzała się przez chwilę na nas a my braliśmy tylko głębokie oddechy. Nath pobiegł szybko do niej i mocno przytulił. Było widać że tęsknił za nią. Wymienili pare zdań i chłopak poszedł sobie.
-Hej - powiedziałem wahając się.
- Cześć, dziękuję że go przyprowadziłeś. Do zobaczenia. - powiedziała tych pare słów patrząc się z żalem na mnie i na Louis'a. Teraz w tej chwili uświadomiłem sobie że już nie będzie tego malca koło mnie. Nie będzie mnie budził rano chcąc się bawić czy kusić na wyjście na miasto. Nie będę słyszał jego śmiechu codziennie i nie będę czuł radości jaką mi dawał i okazywał. Rozpłakałem się i przytuliłem mocno Louis'a. Wyszliśmy z domu i schodziliśmy po klatce schodowej. Tommo próbował mnie pocieszyć ale nic to nie dawało. Część mojego życia odeszła i prawdopodobnie już nie wróci. Usłyszałem szybkie biegnięcie na schodach w naszą stronę.
-Wujek!- usłyszałem łagodny krzyk chłopca. Odwróciłem się a on mocno rzucił się na mnie bardzo mocno przytulił. - już idziesz?
-Tak Nath, musze już iść. Masz się słuchać mamy, pamiętaj słuchaj głosu serca i bądź grzeczny. Kiedyś się znowu zobaczymy. - malcowi wypłynęło kilka łez z oczu.
-Wujek dziękuję ci za wszystko, kocham cię. - objął moje ciało swoimi małymi rączkami i ścisną koszulkę w dłoniach.
-Ja ciebie też. - Następnie puścił mnie i podszedł do Tomlinson'a. On się schylił a ten go przytulił.
-Ciebie też kocham wujek. - wtedy i on się rozpłakał. Poczułem się taki dumny z niego. Widać że 21-latkowi też zależało na nim. Gdyby nie było to on nam tak bardzo pomógł.  Pożegnaliśmy się i odeszliśmy. Mały patrzał się na nas w oknie i machał. Ja próbowałem też sie jakoś uśmiechnąć ale nie potrafiłem.
Gdy doszliśmy do domu próbowaliśmy wykombinować co dalej będzie.
-Tommo proszę cię. Zamieszkaj ze mną tutaj w Londynie. Teraz gdy nie ma ze mną już nikogo załamię się już totalnie. Tak bardzo prosze nie zostawiaj mnie tutaj samego. Wszystko się ułoży tylko zostań ze mną. - płakałem jak małe dziecko wtulając się w jego ciepłą klatkę piersiową.
-Hazz... nie mogę, przepraszam. - odepchnąłem go od siebie i pobiegłem do swojego pokoju.





Mam nadzieję, że się podoba. Zapraszam do komentowania. To bardzo motywuje mnie na duchu! Dziękuję za wszystko xx

czwartek, 8 sierpnia 2013

Rozdział XIX

         -Dary tak bardzo Ci dziękuję - wyskoczyłem szybko z auta i przytuliłam ją. - Nathan kochanie! Co ty tu robisz mały urwisie? - wziąłem go na ręce i przytuliłem. Powiedzieli, że chcieli zrobić nam niespodziankę więc znaleźli adres Lou i przyjechali. Jestem im bardzo za to wdzięczny, pewnie nawet nie zdają sobie z tego sprawy jak bardzo. Podszedłem do szeroko uśmiechniętego Tomlinson'a i musnąłem w usta. "Znowu razem" szepnąłem do ucha i weszliśmy do środka. Opowiadaliśmy sobie co ciekawego robiliśmy. Byłem tak szczęśliwy widząc Natha bardzo się za nim stęskniłem. Sądze, że on za mną też bo co chwilę przychodził do mnie na kolana i przytulał się. Jeszcze nie czułem się zbyt komfortowo wśród nich. Gdy Tommo chciał mnie pocałować czy coś z tych rzeczy zazwyczaj obracałem głowę czy odchodziłem. Wiem, że nie powinienem ale on rozumie że to moja najbliższa rodzina i musze się z nimi oswoić. Dwie godziny później zostałem sam z Darcy w kuchni. Siedzieliśmy i patrzeliśmy na Louis'a który bawił się z Nathanem. To było niewiarygodne uczucie. W jednej chwili poczułem się jak ojciec. Widziałem jak bardzo się lubią. Wygłupiali się śmiejąc się i bawiąc w różne gry. To jest niesamowite patrząc na dwie osoby najbliższe twojemu sercu, które tak się polubiły. Tak bardzo ich kocham.
- Harry... Ciesze się że mogę wam pomagać. - złapała moją dłoń i mówiła prosto w oczy.
- Tez się cieszę że tu jesteś. Wiesz, jesteś jedyna osobą która nam pomaga. Nikt inny tego nie akceptuje.
-Kochasz go prawda? - spytała się a ja spuściłem oczy na dół i uśmiechnąłem się pod nosem.
- Heh.. tak i to bardzo. Wiesz, on jest inny od wszystkich. Nigdy bym nie pomyślał że zakocham się w mężczyźnie ale on nie jest taki jak reszta. Tylko on mnie rozumie, zawsze mi pomaga, jego wzrok powala a uśmiech tak mnie uszczęśliwia - mówiłem patrząc się na Tomlinson'a bijącego się z małym. - gdy mnie dotyka ciarki mam na całym ciele. Wiem, ze to jest ta właściwa osoba. Nie interesuje mnie to, że inni mogą tego nie zaakceptować. Ja go kocham i wiem że on mnie też. Zawsze możemy na siebie liczyć. Nie chcę odpuszczać swojej prawdziwej miłości bo innym się to nie podoba. Nie mogę. - mówiłem wszystko co myślę. Czasami zerkałem na nią a ona patrzała się na mnie wiedząc co czuję. Wiem, że mogę na nią liczyć a ona mi pomoże. - eeejj a tak w ogóle to co z moją pracą? wiesz może?
- taaaaa byłam tam i powiedziałam, ze wylądowałeś w szpitalu. Tak, kłamstwo jak nic no ale chyba warto było. Masz dwa tygodnie. - zaśmiałem się, bardzo podziękowałem i mocno przytuliłem. Posiedzieliśmy chwilę i jeszcze trochę porozmawialiśmy. Około godziny później poszliśmy oprowadzić ich na miasto. Byliśmy na lodach, pooglądaliśmy wiele utalentowanych ludzi grających na rynku. Na prawdę mają talent. Byliśmy w pracy u Louis'a żeby wziąć mu wolne. Nie zgodzili się, znaczy jak on się pytał. Później Darcy poszła z nim. Myslałem, że padnę ze śmiechu. Udawali że są parą i że chcą jechać na wakacje bo wcześniej nie mogli bo niby szef Darcy nie dał jej wolnego. Dziewczyna go tak zabajerowała że dał mu ten urlop. Myślałem, że mi brzuch pęknie ze śmiechu. Chodziliśmy nie wiadomo gdzie aż w końcu Lou powiedział, że zabierze nas gdzieś. Pobiegł szybko po auto i pojechaliśmy gdzieś. Wyszliśmy z samochodu i zobaczyliśmy wieeeeeelkie wesołe miasteczko "M&D's". Byłem pod wrażeniem bo az tak dużych rollercasterów nie widziałem. To był na prawdę udany dzień. Jak się obudziłem, myślałem że nie będzie zbyt fajnie ale później gdy dowiedziałem się że możemy znowu byś blisko siebie od razu uśmiech pojawił mi się na twarzy.
Chodziliśmy na prawie wszystkie karuzele. Mieliśmy przy sobie Nathana więc nie mogliśmy wchodzić na te największe ale i tak było fantastycznie. Na początku nie trzymałem Tommo za rękę ale później Darcy pokiwała mi głową że mam to zrobić. On się bardzo ucieszył, że pierwszy zrobiłem ten krok. O dziwno każdy normalnie się na nas patrzał. Nie było czegoś takiego, że " oooo gej! fuj, jak oni tak mogą" było bardzo miło. Wróciliśmy do domu około 21. Nathan padł jak kawka. Darcy też. My z Louis'em mieliśmy trochę większy "problem" z zaśnięciem. W końcu trzeba było uczcić kolejne dwa tygodnie razem.




To tyle, dziękuję za wszystkie komentarze, odsłony itp. mam nadzieję ze się podoba.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział XVIII

        Wstałem wcześnie rano, było około 6. Nie chciałem budzić Louisa ale on i tak wstał.
-Dzień dobry kochanie - pocałował mnie z namiętnością.
- Nie wiem czy taki dobry. - powiedziałem z żalem a na jego twarzy pojawił się niewyraźny grymas. 
 Ubraliśmy się on poszedł zrobić nam śniadanie a ja zacząłem pakować swoje rzeczy. Ten dzień zaczynał się do bani. Obudzenie się rano ze świadomością, że wyjeżdżasz od swojej drugiej połówki jeszcze bardziej mnie zdołowało. Czekałem na jakiś cud. Może Darcy by zadzwoniła tak przypadkiem i powiedziała, że nie muszę iść do pracy i mogę sobie u niego posiedzieć. Czekałem ale nic. Pakowałem ubrania i rozmyślałem jak to z nami będzie. Tak bardzo chciałem, żeby znów przeprowadził się do Londynu. Nawet nie musi mieszkać ze mną może pójść do swojego domu i tam mieszkać. Znaleźlibyśmy mu pracę i jakoś byśmy się ustatkowali. Ale jednak to wszystko nie jest takie proste. Później myślałem nad tym, że możemy się spotykać co jakiś czas. Nie wiem, co miesiąc czy dwa tygodnie. Ale tak nie może być. To za bardzo boli. "Miłość przetrwa wszystko" - nie. Niestety mieszkanie bardzo daleko od swojego partnera nie jest fajne. Bardzo boli a ja tego bólu nie zniosę. Nie mam więcej pomysłów na nasz związek. W pewnym momencie na myśl przyszło mi rozstanie. Niby lepiej dla nas bo nie będziemy musieli do siebie jeździć taki duży kawał drogi a jak się rozstaniemy to nie będziemy tak za sobą tęsknić. Ale jednak, ja tego nigdy nie zrobię. Nie zostawię Louisa nawet gdybyśmy mieli się widywać raz na rok. On jest najlepszą rzeczą jaka kiedykolwiek mnie spotkała w życiu. Nie wiem jak to będzie. Musimy o tym szczerze porozmawiać. Dokończyłem pakowanie walizki i zszedłem na dół do kuchni. Śniadanie już było gotowe. Usiadłem do stolika i milczałem.
-Hazz? Kotek? Rozchmurz się. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - Lou starał się mnie pocieszać ale ja i tak nie umiałem szczerze się uśmiechnąć.
-Tommo, wiesz ze ja nie dam rady tak? Ja się załamie. To jakiś koszmar - Oparłem łokcie o stół a w dłoniach trzymałem moją załzawioną twarz. Louis wstał, usiadł blisko mnie i przytulił.
- Harry, wiesz że nie odpuścimy? Będziemy razem obiecuje. Znajdziemy jakieś racjonalne rozwiązanie i będzie wszystko dobrze. Nie możemy się teraz poddawać rozumiesz? Tak długo na siebie czekaliśmy a teraz chcesz odpuścić? Nie... tak nie może być. Zobacz na tatuaże, to miało być wieczne prawda? A ty chcesz to wszystko teraz spieprzyć. Nie pozwolę na to. - wziął moją twarz w dłonie - kocham cię głupku i nigdy nie pozwolę ci teraz odejść za nic w świcie. Przetrwamy to, rozumiesz?
- Też cię kocham - musnął moje usta i poszedł na swoje miejsce. Jedliśmy kanapki i rozmawialiśmy o tym jak sobie wyobrażamy nasz związek. Stwierdziliśmy, że będziemy się spotykać co jakiś czas. A jeśli znaleźlibyśmy Louis'owi stałą prace mógłby się znów przeprowadzić do Londynu. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy. Poszliśmy do salonu usiąść na kanapę. Mocno się w niego wtuliłem bo wiedziałem, że spotkam go dopiero za dwa tygodnie. To będzie totalny koszmar. Juz sobie wyobrażałem jak będę tęsknić za jego śniadaniem, chodzeniem do miasta, uśmiechem, spojrzeniami, dotykiem czy nawet seksem. Wiem, że to nie będzie łatwe ale mam nadzieję że jakos sobie dam radę. Może nawet Darcy i Nathan mi pomogą. Siedzieliśmy i siedzieliśmy.... dochodziła godzina dziewiąta. Czas pożegnania. Zaniosłem walizkę do auta. Oczywiście nasze twarze były całe we łzach. Nie sądziłem, że to będzie aż tak bolało. Wyszliśmy na dwór.
- Hazz pamiętaj że zawsze będę przy tobie. Możesz dzwonić, pisać czy cokolwiek dziesięć tysięcy na dzień. Zawsze będę na twoją dyspozycje. - płakaliśmy jak małe dzieci. Wtuleni w siebie nie chcieliśmy wypuścić drugiego z ramion.
- Tommo, tak bardzo cię kocham. Pamiętaj. Ty też dzwoń kiedy chcesz. Nigdy się nie wahaj, będziesz czegokolwiek potrzebował to zadzwoń do mnie ja ci pomoge. W każdej sytuacji. Nigdy nie przestawaj wierzyć w naszą miłość. Kocham cię - Nasze usta się spotkały. Namiętny pocałunek zakończył nasze pożegnanie. Wsiadłem do auta i powoli ruszałem. Wpatrywałem się tylko w lusterko, stał tam taki samotny, zapłakany i bezradny. Wiem, że nie miał pojęcia co zrobić. Ja jechałem i widziałem go coraz mniejszego i mniejszego. Najgorsze uczucie na świecie.
Już pół godziny jazdy za mną a ja dalej nie przestałem płakać. Zapewne Lou też jeszcze płakał. Usłyszałem, że coś dzwoni. "Tommo <3 " ? Zdziwiłem się. Odebrałem telefon. A gdy usłyszałem co powiedział, moje kąciki ust wysoko się podniosły.




Ok. To tyle na dzisiaj. Nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Mam nadzieję że wam się podoba to co pisze. :) Liczę na komentarze bo bardzo to motywuje. Dzięki za wszystko x

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział XVII

          Kolejne dni mijały tak samo. Było fantastycznie. Mieliśmy tylko czas dla siebie i próbowaliśmy to jak najlepiej wykorzystać. Jeździliśmy poza miasto zwiedzać Wielką Brytanie. Wiedzieliśmy, że za jakiś czas to się skończy, że będę musiał wracać do Londynu. Do pracy i Nathana. Szczerze mówiąc bardzo się za nim stęskniłem. Dzwoniłem do niego i powiedział, że wszystko jest w porządku. Byłem bardzo wdzięczny Darcy bo w końcu mogłaby jechać gdzieś na wakacje czy sama odpocząć ale jednak mi pomaga. Ona jako jedyna z moich znajomych wie jak dużo Louis dla mnie znaczy. Wie, że to jest miłość a nie jakieś głupie igraszki spowodowane tylko dlatego, że chce uprawiać seks z mężczyzną. Wiem, że mogę na nią liczyć za co jestem jej na prawdę winny dużo przysługę. Pomimo tego, że nie jesteśmy parą kocham ją. Oczywiście nie tak jak Tomma ale jak przyjaciółkę czy nawet siostrę. Wracając do mojego teraźniejszego związku. Spędziliśmy na prawdę bardzo ale to bardzo przyjemny tydzień. Pewnego dnia poszliśmy na miasto do Glasgow. A tak w ogóle. To muszę powiedzieć, że jak teraz chodzę w miejsca publiczne to już tak bardzo się nie wstydzę. Oczywiście jest to jeszcze dla mnie krępujące i ukrywam moją prawdziwą miłość do niego ale już troszkę lepiej się zachowuję. Nie trzymamy się jeszcze za ręce ale czasami przytulimy się czy nawet pocałujemy. Louis jest ze mnie bardzo dumny. Wie, że to dla mnie ciężkie i próbuje to zaakceptować a ja próbuję się zmienić. Wierzymy w to, ze się uda.
Idziemy przez centrum miasta. Zauważyliśmy studio tatuaży. Pomyśleliśmy, że możemy tam wejść. Chcieliśmy po prostu utrwalić nasz związek jakimś szczególnym tatuażem. Nie chcieliśmy imion. To jest trochę nie w naszym stylu. Potrzebowaliśmy czegoś innego. Jakiegoś znaku szczególnego czy ulubionej rzeczy. W pewnym momencie gdy przeglądaliśmy katalog wpadliśmy na pomysł, że możemy zrobić sobie pierwsze słowa, które wypowiedzieliśmy do siebie. Spodobał nam się ten pomysł więc go zrealizowaliśmy. Było na prawdę świetnie. Napisaliśmy to naszym pismem i w dodatku tatuażysta pozwolił nam zrobić ten tatuaż. Oczywiście nie cały bo musiał nam pomóc ale w większości zrobiliśmy go samodzielnie. Ja zrobiłem swój na ramieniu. Napis " Hi " a Lou miał na przedramieniu napis "Oops". Pamiątka na całe życie. Było warto. W inne dni jeździliśmy autami nie wiadomo gdzie. Gdziekolwiek nas poniosło tam spędzaliśmy czas. Najlepszy tydzień w moim życiu. Nadeszła sobota. W dzień było miło ale gdy nadeszła godzina 22 zrobiła się dziwna atmosfera. Leżeliśmy w łóżku i rozmawialiśmy. Nie ukrywam, że płakałem. To po prostu był jeden wielki smutek. Wiedząc, że już jutro rano wyjadę stamtąd i, że zobaczymy się dopiero za pare tygodni było dla mnie szokującym doznaniem. Nie chciałem tego. Tak daleko od niego. Tyle czasu na to czekałem, tyle czasu spędziłem czekając na ten jeden cholerny tydzień. Dlaczego te głupie życie jest takie odrażające. Z jednej strony chcesz żyć jak najdłużej a z drugiej chcesz już gnić w tej jebanej trumnie. Łzy spływały z moich oczu jak wodospad. Lou też był smutny ale próbował zachować zimną krew żebym jeszcze bardziej nie wpadł w panikę.
-A jeśli byś pojechał ze mną? Możesz zamieszkać u mnie. Albo jeśli nie chcesz to sam będziesz mieszkał w sowim domku. Pamiętasz go? Przecież możesz tam być.. Lou prosze - płakałem wtulając się w niego a on ocierał moje łzy głęboko wzdychając żeby się nie rozpłakać
-Hazz dobrze wiesz, że nie moge. Mam tutaj pracę której nie mogę zostawić
- nie ważne. możesz żyć ze mną. Ja mam pracę. Albo znajdziemy ci jakąś nową.
- Harry... uspokój się. Nic nie wymyślisz. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. Zobaczymy się za niedługo. Dobrze wiesz, ze wszystko się pięknie ułoży. Trzeba tylko poczekać.
-Ale ja tak bardzo nie chcę cię zostawiać... tak bardzo nie chce - wtuliłem się w niego najmocniej jak potrafiłem. Wtedy łzy spłynęły z jego oczu. Pewnie zrozumiał, że nie damy sobie rady bez siebie na wzajem. To tak bolało. Nie dość, że masz tą świadomość, że nie będzie przy tobie najbliższej ci osoby to jeszcze to, że wiesz, że twoja połówka jest smuta i płacze. To jest najgorszy widok na całym świecie. Położyłem całą mokrą twarz na jego gołej klatce piersiowej i wtuliłem mocno. Pocałował mnie w nią i powiedział cichym szeptem " wszystko będzie dobrze skarbie, wszystko będzie dobrze.....". Otarłem łzy i spojrzałem na jego oczy. Pocałowałem namiętnie usta i powiedziałem " tak bardzo cię kocham. Nawet sobie z tego sprawy nie zdajesz. Nie chce cię zostawiać. To tak boli"
- Wiem kochanie. Wytrzymamy to. Bądźmy silni. Wiesz, że też cię kocham. - odwzajemnił pocałunek. Była namiętny i długi. Zaczął pieścić moje ciało. Ja momentalnie znalazłem się na nim. Nigdy nie zauważam kiedy to się dzieje. Powoli ściągałem jego bokserki a on moje. Podniecałem go ruszając biodrami ale jednocześnie całując go koło szyi. Czułem jak jego członek unosi się ku górze. Od razu moje usta kierowały się na dół. Wziąłem go do ust i delikatnie poruszałem w górę i w dół. Kocham te ciarki na plecach gdy się kochamy. A jeszcze bardziej tą świadomość że to co robisz, to że sprawiasz mu przyjemność powoduje wielki uśmiech na jego twarzy jest jeszcze lepszym uczuciem. Przez pare minut się nim bawiłem. Ale oczywiście jak to on musiał szarpnąć mnie za loki na znak, że masz przestać. To takie śmieszne gdy on chce mną kierować gdy w tym czasie ja nim manipuluję. No ale cóż, jeśli tego chce to tego dostanie. Przyspieszyłem ruch głową a po chwili moje usta zalazły się białą mazią. Lou głośną rykną moje imię. Przyjemne uczucie. Gdy już doszedł do siebie podniósł mnie do góry i namiętnie całował. Teraz to on znalazł się na górze. Ale zamiast podniecać mnie w taki sam sposób jak ja to robiłem bawił się moim penisem. Brał bo do ręki i lekko poruszał. Jak to ja szybko się podnieciłem i przewróciłem go na brzuch. Włożyłem członka do niego i namiętnie poruszałem biodrami w przód i w tył. To, że stękał przy tym było jeszcze większą motywacją dla mnie żebym to robił. Tej przyjemności nie da się zastąpić żadnym innym uczuciem. Coraz szybsze ruchy, coraz głębsze oddechy i coraz głośniejsze jęki. Gdy już prawie dochodziłem Lou wziął moją rękę i mocno zacisnął. Pewnie na znak ze mu się to podoba. Wiem to, a to jest wspaniałe. Szybciej i szybciej a ucisk dłoni był coraz mocniejszy. Po paru minutach już doszedłem a wtedy w całym domu nie było nic słychać tylko jedno wielkie "AAAWWWH". Chwilkę się na nim położyłem ale nie trwało to długo. Tommo przewrócił mnie na drugą stronę i zaczął swoje gierki. Teraz on włożył członka do mnie i zaczął sprawiać mi przyjemność Pomijając fakt, że miał penisa wewnątrz mnie i poruszał biodrami wziął mojego penisa i bawił się nimi swoimi dłońmi. Moje stęki było słychać na cały dom. Wiedziałem że rolę się wkrótce zmienią.
Ale bądźmy szczerzy... każdy wiedział, że ten wieczór tak się zakończy.


Ok, witam was serdecznie. Na początek chciałam was bardzo ale to bardzo przeprosić że tak długo nic nie dodawałam ale miałam sporo rzeczy na głowie i nie miałam czasu nawet wejść i zobaczyć ile miałam wejść na blogu. Po drugie chciałam wam podziękować bo jest ich ponad 2000 a to jest dla mnie dużo biorąc pod uwagę to że nie jest to jakiś bardzo fajny czy sławny blog :D Po trzecie chciałam wam podziękować za komentarze i za to że to czytacie a po czwarte chciałam prosić o dalsze czytanie i komentowanie. Mam nadzieję że się podoba :D aaaaa i jeszcze jedno. Stwierdziłam, że nie bd. pisać nic w stylu 'UWAGA +18"bo jest to bezsensu. I tak wiem, ze większość z was to czyta więc... no nie ma sensu. Dobranoc xx