To już dziś! W końcu doczekałem się tego koncertu, spełnienie moich marzeń!
Mam nadzieję, że wszystko będzie okay. Jedynie czego żałuję to tego, że nikt nie pójdzie tam ze mną.
Koledzy są zajęci, nikt nie chciał pójść ze mną a Darcy? Darcy jest na studiach, ma egzaminy końcowe pojutrze i musi się uczyć. Ważne jest to, że jedyna szansa na spełnienie moich marzeń a ja ją wykorzystam.
Tego dnia wstałem rano, ogarnąłem mieszkanie, ubrałem się w to co zwykle - czarne rurki i białą koszulkę z nadrukiem - i poszedłem na miasto coś przekąsić. Wyszedłem z domu, poszedłem do Nando's i zjadłem lunch. Po 30 minutach wyskoczyłem jeszcze na chwilkę na miasto zobaczyć do sklepów czy są jakieś nowe ubrania bo dawno nic sobie nie kupywałem. Pomimo tego, że znalazłem pare ładnych rzeczy nie kupiłem ich bo było mi trochę szkoda kasy. W drodze do domu przypomniało mi się, że nie mam nic w lodówce do jedzenia dlatego wstąpiłem jeszcze do Tesco i kupiłem pełną torbę jedzenia.
Po jakiś 3 godzinach spędzonych w mieście poszedłem w końcu do domu, rozpakowałem zakupy i zdrzemnąłem się przed koncertem. Po godzinie przebudziłem się i zacząłem szykować się na koncert.
Wziąłem szybki prysznic. Ubrałem czarne spodnie i biały T-Shirt z dekoltem.
Zamknąłem dom i pospiesznie szedłem na koncert. Miałem bardzo dobre miejsca z czego jestem zadowolony. Było jeszcze trochę czasu do koncertu więc przed rozpoczęciem wyszedłem do ubikacji.
Gdy szedłem ktoś do mnie napisał.
- Darcy - ucieszyłem się - "Kochanie jeszcze raz przepraszam, baw się dobrze. Kocham cię x " kochana jest. - odpisałem jej prawie to samo. Odpisując na sms'a byłem tak wpatrzony w ekran, że nie wiedziałem co się wokół mnie dzieje. Wchodziłem do środka gdy nagle na kogoś wpadłem i spadł mi telefon.
- Oops - powiedziałem patrząc się w dół i klęcząc. Spojrzałem w górę i zobaczyłem chłopaka z promienistymi ale przestraszonymi niebieskimi spojówkami.
-Cześć - powiedział a ja zbierając telefon z podłogi uśmiechnąłem się.
-Hej, przepraszam cię bardzo, ja nie chciałem.
- Spoko, nic się nie stało. Louis - podał rękę.
- Harry - odwzajemniłem ruch - miło mi.
-Mi także. Też się wybierasz na koncert The Script?
-Tak, w końcu się tego doczekałem! - powiedziałem z entuzjazmem.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilkę na temat koncertu po czym powiedziałem, że muszę skorzystać z toalety. Zrobiąc to poszedłem z powrotem na swoje miejsce w arenie. Czekając na rozpoczęcie koncertu ujrzałem znajomą twarz. To był Louis szedł w moją stronę.
- Siedzisz tu? - krzyknał mi do ucha bo wrzask fanów był zbyt głośny by mówić normalnym tonem.
- Tak - powiedziałem tak samo.
- ooo, no to dobrze bo tak się składa, że ja mam miejsce obok ciebie a jestem sam i praktycznie tylko ciebie tutaj znam. - szeroko się uśmiechnął.
- Cieszę się, zapowiada się ciekawy wieczór - także to zrobiłem.
Mam nadzieje, że się dobrze zapowiada. Następny rozdział już jutro gdyż jest wolne :)
Życzę miłego czytania i liczę na uwagi, krytykę czy cokolwiek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz