poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział II

        Cały koncert minął nam bardzo miło i zdecydowanie za szybko. Nie sądziłem, że na zwykłym koncercie poznam tak fajną osobę, a jednak. Bawiliśmy się świetnie, niestety musiał się w końcu zakończyć. Zbieraliśmy się już do wyjścia, stałem przy drzwiach od samochodu ale Louis się spytał czy może nie chciałbym pójść gdzieś na miasto coś zjeść, bo jutro niedziela w dopiero była 22. Zgodziłem się. Weszliśmy do mojego auta i pojechaliśmy do Mc'a, oczywiście wszystko kupiliśmy na ostatnią chwilę bo w końcu nie była zbyt wczesna godzina. Zamówiliśmy jedzenie, poczekaliśmy chwilkę aż nam je dadzą i poszliśmy na jakąś ławkę do parku usiąść i zjeść.
- To czym się zajmujesz? Studiujesz czy może praca? - spytałem
- Chwilowo praca. Studiowałem aktorstwo ale jednak, to nie dla mnie. Teraz sprzedaję jedzenie, typu hotdogi na stadionach. A ty?
- Pracuję w piekarni, nic specjalnego
- A studia czy dalsza szkoła? Nie myślałeś nad tym?
- Tak, ale moja siostra ma trudną sytuację. Ma syna a mąż ją zostawił. Nie ma za dużo pieniędzy na otrzymanie więc postanowiłem, że im pomogę i pójdę do pracy. Może kiedyś wrócę do jakieś szkoły.
- Ooo, to miło z twojej strony.- uśmiechnął się widząc mój grymas na twarzy
- Tak, staram się jak najwięcej im pomóc bo to w końcu rodzina. - też się uśmiechnąłem.
- rozumiem. A ile ma lat jej syn?
- Niedawno skończył osiem.
- oo no to duży chłopiec
-tak, strasznie szybko urósł. Ciesze się, że są blisko mnie. Właściwie jako jedyni. A ty? Masz dziewczynę?
- Nieeeeee.. - jego głos się podwyższył, jakby kłamał
-Jasne, jasne. Która by nie chciała takiego przystojniaka? hahah - powiedziałem do żartu
-tiaaa - powiedział bez entuzjazmu - a ty? masz dziewczynę?
- Tak, jesteśmy już razem 9 miesięcy. - uśmiechnąłem się.
- no to ładnie. To twoja siostra i siostrzeniec nie są jako jedyni przy tobie. Masz dziewczynę, to jest coś.
- No, właściwie chodziło mi o to, że - przerwałem - właściwie to nie wiem o co mi chodziło - wybuchnęliśmy śmiechem chociaż nie wiadomo dlaczego -  tutaj mam tylko Darcy, Gemmę i Nathana. Nikogo więcej. A ty tu sam jesteś?
-Tak, całkowicie. Prócz ludzi na meczach nikogo więcej nie znam. No właściwie to teraz ciebie.
- ooo szkoda. A czemu się z kimś nie zaprzyjaźniłeś? w końcu to trzy lata w Londynie, nikogo nie znalazłeś? - Louis posmutniał a ja razem z nim.
-Wiesz, opowiedzmy, że ciężko mi tu jest odnaleźć samego siebie, inni nawet uwagi na mnie nie zwracają.
-Smutne, ale spokojnie na pewno kogoś znajdziesz. - rozmawialiśmy na ten temat bardzo długo, ale i tak nie rozumiałem dlaczego inni nie chcą się z nim przyjaźnić. To bardzo miły facet. Po około 10 minutach wymieniliśmy się numerami bo chcieliśmy pozostać w kontakcie. Straciliśmy rachubę czasu więc ta nasza konwersacja trwała aż do 2 nad ranem. Gdy zorientowaliśmy się, która jest godzina oboje poszliśmy do domu. Chciałem odwieść Louis'a ale mówił, że mieszka niedaleko i się przejdzie. Gdy wszedłem do domu od razu poszedłem pod prysznic, który trwał chyba z trzy minuty, byłem wykończony. Położyłem się spać.
Rano obudziły mnie jakieś krzyki i pukanie do moich drzwi. Była to Gemma i jej syn. Weszli pospiesznie do domu.
- Harry, błagam zajmij się Nathanem. Wiem, masz wolne ale muszę isć do pracy jedna z dziewczyn nie przyszła i muszę iść.
-Gemma, spokojnie. Oczywiście że się nim zajmę. Cześć mały, jak tam? - pogłaskałem  go po głowie
- Spoko, pójdziemy na miasto co nie?
- haha oczywiście, ze tak. Dobra, to idź do tej pracy ja się nim zajmę.- powiedziałem do siostry.
-Dziękuję ci bardzo, tutaj masz kase, kupcie jakieś lody czy coś na mieście. - dała mi banknot to ręki
-Nie, weź je. Ja mam pieniądze, tobie się bardziej przydadzą. - uśmiechnęliśmy się szeroko do siebie - Nath idź się rozbierz i włącz sobie jakieś bajki czy coś ok? - mały poleciał do pokoju.
-Przyjadę o dziewiątej po niego ok? - pokiwałem  głową na ok - dziękuję jeszcze raz. - uścisnęła mnie, dała buziaka w policzek a po drodze krzyknęła " Nath bądź grzeczny" na co on nic nie odpowiedział.
- To patrz sobie na telewizor, ja się jakoś ogarnę i przy okazji mieszkanie też.
-ok, ok - już szedłem do pokoju po ubrania- wujek?!
-Tak? - stanąłem w drzwiach
-Głodny jestem, mogę sobie zrobic coś do jedzenia?
- Ale masz pytanie, oczywiście, że tak. Wiesz gdzie wszystko jest, zrób sobie
- Dobra, dzięki. -pobiegł do kuchni. Ja poszedłem do pokoju po czarne rurki, koszulę i czapkę. Szybko się ubrałem i ogarnąłem dom.
-To jak Nath? Idziemy? - powiedziałem zakładając czapkę i buty.
-Tak, tak już idę. - przyszedł do przedpokoju i także ubrał buty. Wyszliśmy z domu i poszliśmy obok auta.
-Jedziemy autem czy idziemy pieszo? -spytałem.
-Wolałbym pieszo, jest fajna pogoda możemy się przejść.
-Ale to nam więcej czasu zajmie, pojedziemy autem dobra?
- haha moze lepiej powiedz, że nie chce ci się iść na miasto. - zaśmiał się i wsiadł do samochodu
-taki mały a taki pyskaty - powiedziałem żartobliwie i wsiadłem do pojazdu. - gdzie jedziemy?
-Mi to obojętnie, byle żeby było.
- Ok no to może London Eye? Byłeś tam? - mówiłem prowadząc samochód.
-Nie byłem, możemy iść. - na jego twarzy pojawił się uśmiech
- No to dobrze, pojedziemy tam, a później się coś wymyśli.
Cały dzień minął nam fenomenalnie. Mały bardzo dobrze się bawił a ja razem z nim. Pozwiedzaliśmy trochę Londyn, pochodziliśmy po sklepach no i oczywiście wstąpiliśmy do Nando's.
- No to jak młody? wracamy juz co nie?
-Co? - oburzył się - jeszcze nie!
-Ale jest już 20, twoja mama będzie za godzinę u mnie w domu.
-Właśnie, godzinę. Patrz ile jeszcze czasu mamy. Możemy iść na lody, w końcu mieliśmy iść a nie poszliśmy
-Ooohh ty mały pasożycie! - złapałem go i wziąłem na barana a on się zaczął głośno śmiać - dobra, ale tylko pół godziny.
-Wiedziałem, że się zgodzisz. Chodźmy tam - wskazał palcem na budkę z lodami włoskimi
- okay, chodźmy. - kupiliśmy lody i usiedliśmy na ławce. Porozmawialiśmy trochę na jego temat, o szkole i relacji z mamą. Chłopiec bardzo się cieszył, że w końcu wyszedł gdzieś ze mną na miasto.
Po 30 minutach, zobaczyłem znajomą twarz przechodzącą niedaleko nas. Był to Louis, nie zauważył nas więc postanowiłem krzyknąć jego imię i też tak zrobiłem. Każdy ptak siedzący koło nas odfrunął a on się odwrócił. Podszedł do nas i usiadł razem z nami.



Nie jest zbyt ciekawy no ale cóż na to poradzić. Mam nadzieję, że chociaż paru osobom będzie się ten blog podobał. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz