poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział XVIII

        Wstałem wcześnie rano, było około 6. Nie chciałem budzić Louisa ale on i tak wstał.
-Dzień dobry kochanie - pocałował mnie z namiętnością.
- Nie wiem czy taki dobry. - powiedziałem z żalem a na jego twarzy pojawił się niewyraźny grymas. 
 Ubraliśmy się on poszedł zrobić nam śniadanie a ja zacząłem pakować swoje rzeczy. Ten dzień zaczynał się do bani. Obudzenie się rano ze świadomością, że wyjeżdżasz od swojej drugiej połówki jeszcze bardziej mnie zdołowało. Czekałem na jakiś cud. Może Darcy by zadzwoniła tak przypadkiem i powiedziała, że nie muszę iść do pracy i mogę sobie u niego posiedzieć. Czekałem ale nic. Pakowałem ubrania i rozmyślałem jak to z nami będzie. Tak bardzo chciałem, żeby znów przeprowadził się do Londynu. Nawet nie musi mieszkać ze mną może pójść do swojego domu i tam mieszkać. Znaleźlibyśmy mu pracę i jakoś byśmy się ustatkowali. Ale jednak to wszystko nie jest takie proste. Później myślałem nad tym, że możemy się spotykać co jakiś czas. Nie wiem, co miesiąc czy dwa tygodnie. Ale tak nie może być. To za bardzo boli. "Miłość przetrwa wszystko" - nie. Niestety mieszkanie bardzo daleko od swojego partnera nie jest fajne. Bardzo boli a ja tego bólu nie zniosę. Nie mam więcej pomysłów na nasz związek. W pewnym momencie na myśl przyszło mi rozstanie. Niby lepiej dla nas bo nie będziemy musieli do siebie jeździć taki duży kawał drogi a jak się rozstaniemy to nie będziemy tak za sobą tęsknić. Ale jednak, ja tego nigdy nie zrobię. Nie zostawię Louisa nawet gdybyśmy mieli się widywać raz na rok. On jest najlepszą rzeczą jaka kiedykolwiek mnie spotkała w życiu. Nie wiem jak to będzie. Musimy o tym szczerze porozmawiać. Dokończyłem pakowanie walizki i zszedłem na dół do kuchni. Śniadanie już było gotowe. Usiadłem do stolika i milczałem.
-Hazz? Kotek? Rozchmurz się. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. - Lou starał się mnie pocieszać ale ja i tak nie umiałem szczerze się uśmiechnąć.
-Tommo, wiesz ze ja nie dam rady tak? Ja się załamie. To jakiś koszmar - Oparłem łokcie o stół a w dłoniach trzymałem moją załzawioną twarz. Louis wstał, usiadł blisko mnie i przytulił.
- Harry, wiesz że nie odpuścimy? Będziemy razem obiecuje. Znajdziemy jakieś racjonalne rozwiązanie i będzie wszystko dobrze. Nie możemy się teraz poddawać rozumiesz? Tak długo na siebie czekaliśmy a teraz chcesz odpuścić? Nie... tak nie może być. Zobacz na tatuaże, to miało być wieczne prawda? A ty chcesz to wszystko teraz spieprzyć. Nie pozwolę na to. - wziął moją twarz w dłonie - kocham cię głupku i nigdy nie pozwolę ci teraz odejść za nic w świcie. Przetrwamy to, rozumiesz?
- Też cię kocham - musnął moje usta i poszedł na swoje miejsce. Jedliśmy kanapki i rozmawialiśmy o tym jak sobie wyobrażamy nasz związek. Stwierdziliśmy, że będziemy się spotykać co jakiś czas. A jeśli znaleźlibyśmy Louis'owi stałą prace mógłby się znów przeprowadzić do Londynu. Zobaczymy jak to wszystko się potoczy. Poszliśmy do salonu usiąść na kanapę. Mocno się w niego wtuliłem bo wiedziałem, że spotkam go dopiero za dwa tygodnie. To będzie totalny koszmar. Juz sobie wyobrażałem jak będę tęsknić za jego śniadaniem, chodzeniem do miasta, uśmiechem, spojrzeniami, dotykiem czy nawet seksem. Wiem, że to nie będzie łatwe ale mam nadzieję że jakos sobie dam radę. Może nawet Darcy i Nathan mi pomogą. Siedzieliśmy i siedzieliśmy.... dochodziła godzina dziewiąta. Czas pożegnania. Zaniosłem walizkę do auta. Oczywiście nasze twarze były całe we łzach. Nie sądziłem, że to będzie aż tak bolało. Wyszliśmy na dwór.
- Hazz pamiętaj że zawsze będę przy tobie. Możesz dzwonić, pisać czy cokolwiek dziesięć tysięcy na dzień. Zawsze będę na twoją dyspozycje. - płakaliśmy jak małe dzieci. Wtuleni w siebie nie chcieliśmy wypuścić drugiego z ramion.
- Tommo, tak bardzo cię kocham. Pamiętaj. Ty też dzwoń kiedy chcesz. Nigdy się nie wahaj, będziesz czegokolwiek potrzebował to zadzwoń do mnie ja ci pomoge. W każdej sytuacji. Nigdy nie przestawaj wierzyć w naszą miłość. Kocham cię - Nasze usta się spotkały. Namiętny pocałunek zakończył nasze pożegnanie. Wsiadłem do auta i powoli ruszałem. Wpatrywałem się tylko w lusterko, stał tam taki samotny, zapłakany i bezradny. Wiem, że nie miał pojęcia co zrobić. Ja jechałem i widziałem go coraz mniejszego i mniejszego. Najgorsze uczucie na świecie.
Już pół godziny jazdy za mną a ja dalej nie przestałem płakać. Zapewne Lou też jeszcze płakał. Usłyszałem, że coś dzwoni. "Tommo <3 " ? Zdziwiłem się. Odebrałem telefon. A gdy usłyszałem co powiedział, moje kąciki ust wysoko się podniosły.




Ok. To tyle na dzisiaj. Nie wiem kiedy będzie następny rozdział. Mam nadzieję że wam się podoba to co pisze. :) Liczę na komentarze bo bardzo to motywuje. Dzięki za wszystko x

1 komentarz:

  1. Ten blog jest doskonały, potrafisz opisać wszystkie ich emocje, czekam na kolejną notkę z niecierpliwością. Jeju. ♥ xxx

    OdpowiedzUsuń