piątek, 1 listopada 2013

Rozdział XXXI

      Nie ma to jak kochane święta.
Świetnie spędzony czas w miłym gronie i przyjemnej atmosferze. W tym roku spędziłem je z Louis'em, Nick'iem oraz Justin'em. Tak, tak.... nie było ani Gemmy ani Nathana ani Darcey ale wszystko było tak zaplanowane. Dziewczyny z malcem spędziły święta w swoim własnym gronie i rodziną mojej byłej. Mieliśmy z Tommo też się tam wybrać ale zastała nas miła niespodzianka i spędziliśmy je w "gejowskim gronie".
Dzień przed Dniem Bożego Narodzenia przystroiliśmy nasze mieszkania aby atmosfera była milsza. Na zewnątrz przystroiliśmy dwie choinki oraz zawiesiliśmy lampki na dachu. Wewnątrz zaś na kominku wisiały skarpetki, w każdym pomieszczeniu znajdowało się coś na znak świąt, czy to lampki czy figurki.
W salonie zaistniała piękna czerwono złota choinka. Pod nią stało parę prezentów zapakowanych w różne papiery z mikołajem czy reniferami. Co chwila dostawaliśmy jakieś sms'y od bliskich z życzeniami. Byłem im za to bardzo wdzięczny bo to na prawdę miły gest.
24 grudnia - Święta Bożego Narodzenia oraz urodzinki mojego pysiaczka.
Obudziłem się wcześnie rano. Zrobiłem przepyszne śniadanie. Omlet z tostami do tego pyszne czekoladowe capuccino ułożone na tacy razem z wazonem z różami oraz mini tort z zapalonymi świeczkami. Starannie zaniosłem to wszystko do pokoju i obudziłem Louis'a lekkim muśnięciem w czoło.
- Wszystkiego najlepszego kochanie. - chłopak przetarł oczy, zobaczył mnie, szeroko się uśmiechnął i usiadł na łóżko.
- Oohh Harry, nie musiałeś, na prawdę - dał znak abym usiadł koło niego i tak też zrobiłem. Podałem mu tacę a on ją ułożył na swoich kolanach.
- Oj tam cicho bądź. Zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie. - zanim się obejrzałem mały dym wznosił sie do góry. - A.. ale miałeś pomyśleć życzenie.
- Po co mi jakieś głupie życzenie jak wszystko czego chce właśnie siedzi koło mnie? - Kąciki jego ust wysoko podniosły się do góry a on ukazał szereg białych zębów. Włożył jedną rękę w burzę moich loków i namiętnie pocałował moje wargi. - Dziękuję kochanie, to dużo dla mnie znaczy. Kocham cię i to bardzo. - nasze usta znów się spotkały a ja wymamrotałem tylko nieme "ja ciebie też". Pomimo tego, że dość często słyszę od niego "Kocham cię" za każdym razem przechodzą mi ciarki po plecach, moje ciało sztywnieje a ja nie mam pojęcia co zrobić. Nie wiem czy kiedykolwiek się do tego przyzwyczaję.
Lou zaczął zajadać się śniadaniem, które przygotowałem. Aby pokazać mi że mu smakowało to gdy za każdym razem coś gryzł mówił głośne "Mniaaaam". To miłego z jego strony.

O 18 wszystko było już naszykowane. W sypialni przygotowany piękny duży stół. Na nim biały, lśniący obrus, na którym widniały potrawy. Ich zapach unosił się w powietrzy i na samą myśl o tym jedzeniu aż ślina ciekła z ust. Znajdowało się na nim także 5 nakryć do stołu. Piąte było dla "nieznajomego". Tak jak to mieliśmy w zwyczaju.
Nad rozpalonym kominkiem wisiało 5 skarpet a w nich cukierki w kształcie lasek. W tle leciały świąteczne piosenki, które nadawały milszą atmosferę świąt. Wszyscy postawiliśmy na luźny ubiór, nie jakieś garnitury. Każdy z nas miał ubrane rurki oraz jakąś wygodną koszulę.
gdy już wszystko zapięliśmy na ostatni guzik Tommo zgasił lampy, zapalił choinkę oraz świeczki. Nie da sie opisać pięknego wyglądu naszego domu. Wszędzie ciemno. Gdzie nie gdzie pozapalane lampki oraz świeczki. Sypialnia, w której mieliśmy zajadając się przepysznym przekąskami była oświetlona 4 świeczkami, blaskiem choinki oraz ogniem tryskającym z kominka. Przepiękny widok. Równo o 18:10 zaczęliśmy modlitwę przed posiłkiem, którą prowadziłem z dumą ja.
Po modlitwie każdy z nas wziął opłatek i zaczął składać sobie życzenia. Z Nickiem i Justinem nie było niczego nadzwyczajnego. " Wszystkiego dobrego, udanego związku, szczęśliwego małżeństwa.." zawsze to samo. Z Lou właściwie nasze życzenia to nie były życzenia.
- Skarbie, czego ja mogę ci życzyć? Mamy wszystko co chcemy niczego więcej nie potrzebujemy. - zaczął mówić podając mi kawałek opłatka.
- Tak, niczego więcej nie potrzebujemy. Dziękuję, że jesteś. To mi w zupełności do szczęścia wystarczy. - szeroko się do siebie uśmiechnęliśmy i namiętnie pocałowaliśmy. W końcu zasiedliśmy do stołu., nic ciekawego. Jedliśmy, rozmawialiśmy, wspominaliśmy stare czasy.. fajnie tak czasami posiedzieć i wspominać. Lubie takie dni.
W końcu przyszedł czas prezentów. Pierwsi otwierali Nick i Justin. Ich prezenty nie były hmm.. zbyt orginalne?  Podarowali sobie jakieś naszyjniki i coś tam jeszcze, szerze nie za bardzo pamiętam co tam było.
Po nich swój prezent otworzył Louis. Bałem się, że mu się nie spodoba ale jednak moje przeczucia się myliły. Tak bardzo się ucieszył, że aż się popłakał i rzucił w moje ramiona.
- Kurwa Hazz, nie.. nie.. nie umiem w to uwierzyć. Tak bardzo ci dziękuję - mocno mnie przytulił i pocałował. Chłopaki patrzeli na nas ze zdziwieniem bo nie bardzo wiedzieli co to za prezent.
- Um jeśli można wiedzieć, co jest na tej płycie? - Spytał zakłopotani Jus. Lou wyrwał się w moich ramion, przetarł łzy i zaczął tłumaczyć.
- Jakby to powiedzieć.. za dużo do gadania więc powiem wam tylko, że to piosenka. Piosenka od Harry'ego. - Szybko wstał i włożył płytkę do odtwarzacza. Gdy Louis wcisnął "play" z głośników wydobył się mój głos.

 "Now you were standing there right in front of me
I hold on it's getting harder to breathe
All of a sudden these lights are blinding me
I never noticed how bright they would be".

Tommo usiadł ze mną, przytulił się a z jego oczy wydobyła się słona ciesz. Byłem zadowolony z tego, że mu się spodobała. Chłopakom także ona bardzo odpowiadała, aż oni także się popłakali. Nie mieli pojęcia, że śpiewam więc dla nich to był duży szok. Gdy się skończyła Tomlinson dziękował mi jeszcze z jakieś tysiąc razy i w końcu znów włączył świąteczne piosenki.
Nadszedł czas na mój prezent. 22 latek podał mi go do rąk, ja usiadłem wygodnie i wziąłem głęboki oddech. Byłem trochę zdenerwowany bo nie wiedziałem czego się spodziewać. Urwałem pierwszy kawałek papierka i ujrzałem zeszyt z twardą brązową  okładką. Szybko rozpakowałem to do końca i szeroko sie uśmiechnąłem. Spojrzałem na Louis'a a ten zdezorientowany nie wiedział co powiedzieć. Lekkim ruchem otworzyłem na pierwszej stronie. Był to dziennik. Każda strona miała inną datę. Przez około rok Tommo pisał wszystko co czuł w każdy jeden dzień. Opisywał swoje uczucia a teraz sam mi podarował go. Kartki były zapełnione do końca, nie zostało ani jednej pustej.
Zamknąłem go by nie zacząć go czytać, bo jak bym zaczął to bym na pewno nie skończył. Przetarłem okładkę opuszkami palców. Znajdowało się na niej nasze wspólne pierwsze zdjęcie i napis "One & Only ".
Kilka łez spłynęło z mojego policzka. Lou szybko je otarł i mocno przytulił.
Wtuliłem mokrą twarz w jego tors i powiedziałem drżącym głosem "tak bardzo ci dziękuję". Nic więcej nie zdołałem powiedzieć.
Reszta wigilii była bardzo przyjemna. Humor nam dopisał więc było bardzo dobrze. Mogę zdecydowanie stwierdzić, że były to najlepsze święta jakie kiedykolwiek przeżyłem. 
Pamiętnik przeczytałem w jeden dzień. Ale nie będę zdradzał co w nim było, w końcu mam go i w każdej chwili mogę go przeczytać. Mniej więcej pisał tam co czuje.
Gdy czytałem pierwsze strony jak to się poznaliśmy i jak bardzo płakał i cierpiał gdy mnie z nim nie było nie umiałem powstrzymać łez. Te wszystko piękne porównania, te słowa... to wszystko takie cudowne.
Opisywał tam każde uczucie, te gorsze i te lepsze.  To jak dowiedział się czegoś więcej o mnie, to jak się powoli we mnie zakochiwał to jak tego dokonał. Pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwsze tatuaże, pierwsze blizny...

" Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od samego życia. Za­myka się w sobie. "

"  Kochać to także umieć się roz­stać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zap­rzecze­niem egoiz­mu, za­bor­czości, jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie, jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia, cza­sem wbrew własnemu. "

" Do­piero późną nocą, przy szczel­nie zasłoniętych ok­nach gry­ziemy z bólu ręce, umiera­my z miłości."

"  Miłość jest kom­bi­nacją podzi­wu, sza­cun­ku i na­miętności. Jeśli żywe jest choć jed­no uczu­cie, nie ma o co ro­bić szu­mu. Jeśli dwa, może to nie jest mis­trzos­two świata, ale blis­ko. Jeśli wszys­tkie trzy, to śmierć jest niepot­rzeb­na - tra­fiłeś do nieba za życia. "

"Miłość to spacer pośród drobniutkiego deszczu, dopiero po pewnym czasie człowiek orientuje sie ze przemókł do głębi serca."

Za każdym razem gdy czytam te wszystkie jego słowa.. po prostu płaczę. Kocham go nad życie i dziękuję Bogu, że to właśnie mi podarował takiego anioła. 





Przepraszam skarby że tak długo czekaliście na ten rozdział ale mam żałobę i po prostu nie mam dobrej weny.
Mam ndzieję, że nie jesteście źli za tak zjebany rozdział ;c
Ugh... przepraszam.

4 komentarze:

  1. Mój Boże, jakie to prawdziwe. Zrobiłaś mi smaka na Święta :)
    Rozdział boski. Dziękuję za info i czekam na kolejne xx


    @Harry_Love_You_

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jest świetny :D
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)

    @Jednorozec_69

    OdpowiedzUsuń
  3. rany poryczałam się nawet nwm czemu może to te emocje :') Rozdział jak zwykle świetny :D Czekam na następny ;* Koffam Cię ♥ i życzę weny :>

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten rozdail jest cudny. Moj ulubiony blog. <3 @handlarz

    OdpowiedzUsuń