piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział XII

           Sobota, wolne od pracy. W ten dzień Nathan pojechał do Gemmy. Obiecałem jej, że przyjedzie do niej w weekend więc musiałem to zrobić. Ja korzystając z tego, że małego nie było w domu a jako że następnego dnia miał urodziny pojechałem na miasto wybrać jakiś prezent. nie byłem tam sam, wziąłem ze sobą Darcy żeby znów się do niej zbliżyć. Na mojej twarzy widniał uśmiech lecz w środku był tylko ból. Szedłem przez miasto, wszyscy się na mnie dziwnie patrzeli to było dość dziwne. Ale musiałem być silny, muszę to wszystko przetrwać i zapomnieć o nim. "Nie wiem, którą droga mam iść. Mam tego dosyć, nie wiem czy kierować się sercem czy umysłem" - te słowa były cały czas w mojej głowie. Nie mam pojęcia. Umysł podpowiada mi, że musze być z dziewczyną, że nie ważne jak bardzo mnie to będzie boleć, muszę to wytrzymać. Ale gdy to robię to jest tak jakby ktoś oplatał mnie drutem kolczastym. To boli, na całym ciele i w środku czuję ból i nic na to nie mogę poradzić. Chce się z tego wydostać ale wiem, że tak musi być. Muszę to przecierpieć bo kiedyś ból zaniknie ale niestety blizny zostaną.
A serce? Czuję to, że muszę być z nim. 'nic nie dzieje sie bez przyczyny' to są święte słowa. Gdybyśmy nie byli stworzeni do siebie los by nas nie napotkał na siebie. To musi być znak, że mamy być razem. Ale jednak, mój rozum i ludzie wokół mają władzę nade mną. Nad moimi uczuciami. Bo w końcu z Darcy było podobnie. Dopiero jak przyjechałem do Londynu to ją poznałem, to też musi coś znaczyć.
A może nie powinienem być z żadnym z nich? Może powinienem dać sobie spokój i odczekać chwilę a później bym zobaczył za kim bym bardziej zatęsknił i kto by się bardziej o mnie starał. Albo całkowicie zakończyć z nimi kontakt. Może to nie najlepszy pomysł żebym był z którymś z nich. Sam nie wiem, to wszystko jest takie trudne. Chciałbym wiedzieć co robić ale jednak to jest za trudna decyzja żeby podejmować ją sam dlatego kieruję się zdaniem innych. Wszystkich oprócz swoim i Louis'a. Gdy o tym myślę zawsze chce mi się płakać. Za każdym razem jest tak samo. Mój głos się nie liczy jestem zawsze na tyle. Gdybym tylko był silniejszy, jakbym miał silniejszą wolę i chociaż jedną osobę to wsparcia, byłoby całkiem inaczej. Każdy chce mnie podporządkować do siebie. Gemma chce mnie zmienić bo "nie będzie miała brata geja". Ja bym mógł powiedzieć to samo o ćpaniu ale własnie mam za mało odwagi. Ona próbuję mnie na siłe zmienić, chce żebym był z Darcy a ja nie wiem czy na prawde tego chce. Na samym początku nie widziałem świata po za nią ale teraz? Spotkałem Louis'a, on mnie zmienił a teraz ja się nie umiem zmienić na dawnego Harry'ego. Darcy- ona tez mnie zmienia. Zakazała mi kontaktu z Tommo a gdyby mnie na prawdę kochała i ufała pozwoliłaby mi się z nim spotykać. Dlatego ja też nie mam do niej stu procentowego zaufania. Boję się im o tym powiedzieć. Wiem, że zraniłbym ich tym a tego bym nie chciał. Codziennie wmawiam sobie, żet będzie lepiej, że ten dzień będzie wspaniały tak jak reszta mojego życia. A tak na prawdę jest coraz gorzej. Coraz bardziej tesknie za moja miłością. Dziennie wylewam litry łez z moich oczu myśląc nad tym, że moje życie jest koszmarne. Próbuję wmówić sobie to, że go nie kocham, że tak nie może być, że Darcy to jedyna osoba z którą mogę i chce być. Ale wiem, że okłamuję tym siebie. Kocham go. Wyznaliśmy sobie miłość. To całkowicie mnie zmieniło, nie chce już więcej się zmieniać. Teraz jestem prawdziwym sobą, wiem, że to jest moje prawdziwe odbicie i taki chce być. Ale nie umiem. "Harry czemu ty kurwa jesteś taki słaby? Czemu nie możesz być silniejszy i dążyć do tego co chcesz. Nienawidzę cię! Jesteś żałosny. Kochasz go, wiesz o tym. Czemu nie możesz tego zrobić? Czemu nie zostawisz jej i nie pójdziesz do niego mówiąc mu, że tylko jego chcesz, tylko jego pragniesz hę? Czemu? Ja się pytam dlaczego?" Te słowa zawsze są w moim umyślę gdy patrzę w lustro. Nienawiść do siebie samego to najgorsze co może być. Tak bardzo bym chciał, tak bardzo bym mógł z nim być gdybym tylko miał jaja i powiedział wszystkim co tak na prawdę czuję. Każdego dnia chce wykrzyczeć światu jaki jestem. Nikt mnie nie zna prócz niego. Każdy myśli, że jestem szczęśliwy z Darcy i jest mi dobrze. On jedyny wie, że go kocham i nikogo więcej. Nie umiem pogodzić się z faktem, że każdy uważa mnie za kogoś innego niż jestem.  Nikt mnie nie zna, każdy ma w dupie co tak na prawdę czuję. Wydaje im się, że mnie znają. Gówno prawda, widzą tylko moje zewnętrze nikt nie wie co czuje w środku prócz mnie.





Hej, przepraszam, ze taki żenujący ale wiecie było zakończenie roku. Musiał się pożegnać z najbliższymi mi osobami z mojego otoczenia i jest mi ciężko. Liczę na komy a i zobaczcie post wcześniej i napiszcie w kom. co myślicie o tym pomyśle :) Dziękuję, miłego dnia x

1 komentarz: